16/05/2026
„Psychoanaliza od dawna podpowiada, że grupa jest czymś więcej niż tylko zbiorem osób. Grupa ma własne życie psychiczne. Chłonie napięcia, rozdziela je i próbuje przetwarzać. Czasem broni się przed myśleniem. A czasem staje się jedynym miejscem, w którym myślenie może jeszcze przetrwać.”
Torpedownia w Gdyni sprawia wrażenie, jakby czegoś nasłuchiwała.
Stoi daleko od brzegu w wodzie, samotna, nadgryziona solą i wiatrem. Dawniej testowano tam torpedy. Sprawdzano trajektorie, siłę uderzenia i wytrzymałość wobec tego, co nadchodzi z głębi i pozostaje niewidoczne z brzegu. Jakby do dziś pozostała tam pamięć rzeczy dziejących się pod powierzchnią. Niedomknięta historia.
Trudno patrzeć na nią wyłącznie jak na opuszczony beton. Jest w niej coś o kruchości i trwaniu jednocześnie.
Pomyślałam o niej, kiedy usłyszałam tytuł zbliżającej się konferencji: A Titanici i Heweliusze nadal płyną. O zespołach, które mimo kryzysów utrzymują terapeutyczny kurs.
Może rzeczywiście wiele zespołów żyje dziś jak statki po przejściach? Nie toną spektakularnie. Płyną dalej. Z pęknięciami niewidocznymi z lądu.
W szkołach. Szpitalach. Ośrodkach terapeutycznych. W pomocy społecznej.
Ludzie siedzą przy stołach, prowadzą zebrania, piszą dokumentację, odbierają telefony, rozmawiają z pacjentami, uczniami, rodzinami. Wszystko wygląda zwyczajnie, a pod powierzchnią krąży coś trudnego do nazwania.
Codziennie spotykają się z ludzkim lękiem, rozpaczą i przeciążeniem, a równocześnie pracują w pośpiechu, wśród braków kadrowych, nadmiaru odpowiedzialności i świata, który coraz trudniej pomieścić psychicznie.
Czasem zespół zaczyna przeżywać coś, czego początkowo nie umie nazwać. Jakby skupiały się w nim napięcia pacjentów i własnego otoczenia.
Jedni milkną. Inni zaczynają mówić zbyt dużo. Ktoś nagle nie może oddychać od napięcia, choć jeszcze tydzień wcześniej „radził sobie świetnie”.
I właśnie wtedy szczególnie potrzebne staje się wspólne myślenie o tym, co dzieje się pod powierzchnią.
Psychoanaliza od dawna podpowiada, że grupa jest czymś więcej niż tylko zbiorem osób. Grupa ma własne życie psychiczne. Chłonie napięcia, rozdziela je i próbuje przetwarzać. Czasem broni się przed myśleniem. A czasem staje się jedynym miejscem, w którym myślenie może jeszcze przetrwać.
Rozmowa o tym, co dzieje się w zespołach, wydaje się dziś czymś naprawdę potrzebnym.
I może dlatego, kiedy myślę o zespołach, wraca do mnie obraz Torpedowni.
W zespoły trafia coś, co powstaje dużo dalej niż w samym miejscu pracy. Nie tylko indywidualny ból człowieka. Także przeciążenia naszych czasów, życie w ciągłym alarmie, systemy tracące zdolność myślenia o człowieku, wymagające działania szybciej zamiast głębiej.
W takich miejscach jak szkoły, szpitale czy ośrodki terapeutyczne codziennie próbuje się ocalać coś bardzo kruchego - możliwość pozostania człowiekiem wobec drugiego człowieka. Wszędzie tam, gdzie ludzie próbują przeprowadzać innych przez trudne wody, sami pozostając na pokładzie.
Grupy i instytucje stają się dziś miejscami przeciążonego przeżywania świata.
Myślenie o tym, co dzieje się w zespole, jest dziś jedną z najważniejszych form troski, zarówno o tych, którzy szukają pomocy, jak i o tych, którzy próbują jej udzielać.
I tak widok starej Torpedowni wciąż powraca jak ślad po próbie wytrzymania czegoś większego od człowieka.
Dominika Borowska-Stasica zapowiadając konferencję powiedziała:
„Zespół jest jak żywy organizm, taki twór terapeutyczny, który odbiera, czuje i próbuje zrozumieć to, co dzieje się między pacjentami w grupie terapeutycznej, ale też w każdym pacjencie z osobna. Pacjenci mają taką zdolność wywoływania różnych uczuć w terapeucie, w gabinecie, ale jeżeli jest zespół terapeutów, to okazuje się, że pacjenci, czasem ten sam pacjent, wywołują różne uczucia w różnych osobach, w personelu. I to nie jest jakiś błąd poznawczy czy różnice indywidualne między terapeutami, ale okazuje się, że to są konkretne, precyzyjne informacje, które ci pacjenci wysyłają właśnie do tych osób w zespole po to, żeby te informacje zostały zrozumiane i scalone, w ten sposób grupa terapeutyczna i pacjenci się z nami komunikują."
Pod powierzchnią zawsze coś pozostaje w ruchu.
Pytanie tylko, co dzieje się z tym wtedy, kiedy nie ma gdzie tego wspólnie pomyśleć.
---
A na konferencję można przyjechać tak po prostu. Samemu albo z kimś. Zatrzymać się i wspólnie pomyśleć o tym, co dzieje się z nami, z naszymi zespołami i ze światem wokół.
Informacje i zapisy: Fundacja REVERIE-rzetelna i etyczna psychoterapia oraz psychoedukacja
Na zdjęciu Torpedownia w Gdyni źródło: wikipedia