06/08/2026
„Z życia Szczepana”
Czwartek. Kolejny dzień, w którym komuś mogłoby się wydawać, że sparaliżowany człowiek tylko leży w łóżku i na coś czeka. Tylko... na co? 🤔 To jeden z tych stereotypów, które mają się całkiem dobrze.
A ja uważam, że życie jest w naszych rękach. Jakiekolwiek by one nie były. 💪
Szybka toaleta, kawa i już jestem na nogach... no, powiedzmy. 😂
Od 8:00 do 9:00 rehabilitacja z Jonaszem. Lubię go bardzo. Za co? Bo jest typowym Jonaszem. 😂 Kto go zna, ten wie.
Po rehabilitacji trochę popracuję – dziś po prostu muszę. Około południa obowiązkowa kawa przed garażem, oczywiście w cieniu. Później, pewnie po 13:00, wskakuję do pionizatora. Tam dziś czeka mnie książka. Po południu kolejna rehabilitacja.
W tygodniu nie ma wielkiego szaleństwa, ale weekendy są od tego, żeby wyskoczyć z Arnim i trochę pożyć. Większe albo mniejsze przyjemności – ważne, że są. A wieczorem, jak zwykle, Netflix i kolejny odcinek „1670”. 😎
Na koniec coś, o czym pomyślałem po komentarzu Piotrka. Zapytał, jaką niepełnosprawność wybralibyśmy, gdybyśmy byli do tego zmuszeni.
Za Was odpowiadać nie będę, ale powiem, co ja myślę.
Dla mnie najgorszą niepełnosprawnością jest niepełnosprawność emocjonalna.
Tak, właśnie ona.
Spotkałem na swojej drodze ludzi bez empatii, wiecznie widzących świat w czarnych barwach, nieszanujących innych, zapatrzonych tylko w siebie. Wiecie, dlaczego uważam to za najgorszą formę niepełnosprawności? Bo taki człowiek po cichu odbiera życie nie tylko sobie, ale też ludziom wokół. Wysysa energię, zostawia po sobie zmęczenie i często puste obietnice.
Dlatego stawiam przede wszystkim na pracę nad sobą. Nie po to, żeby być egoistą, ale żeby umieć być dobrym dla innych. Bo żeby naprawdę kochać, trzeba umieć wziąć odpowiedzialność za drugiego człowieka. A bez miłości... wszystko inne traci sens. ❤️