28/08/2022
Nowy rok, nowe możliwości, nowe obawy. Czy sprostam sprawdzianom, wymaganiom, punktacjom, przepisom, nowym-starym egzaminom, maturom, oczekiwaniom… rodziców, nauczycieli, dyrektorów, kolegów, sąsiadów, komisji, znajomych…
O oczekiwaniach wiadomo tylko, że bywają duże, bo więcej w każdym początku niepewności niż jakiejkolwiek pewności..
A możliwości? Też podobno duże. Na zdobycie kolejnych „dobrych” ocen, pokazanie się, zaprezentowanie, sukces.
Czy jednak potrzebujemy kolejnej piątki czy raczej przeświadczenia, iż dziecko potrafi sobie radzić w tej mało sprzyjającej rzeczywistości? Czy ważniejszy jest konkurs, wzorowe zachowanie czy może to, że pomimo trudności idzie do przodu. Czy na pewno istotne jest, żeby zapamiętało najdrobniejszy szczegół lektury czy raczej umiejętność myślenia, dzięki której wybrnie nie tylko z odpowiedzi, ale i z różnych życiowych zakrętów.
Czy w perspektywie iluś tam lat ktokolwiek pamięta jaką ocenę dostał z matematyki na sprawdzianie z geometrii czy bardziej to, że ktoś go docenił, podał pomocną dłoń, podzielił się śniadaniem?
Kolejne zajęcia, kolejne korepetycje, kolejne godziny w wyścigu do… no właśnie do czego? Do lepszych ocen, lepszego zdania egzaminu, lepszej matury, lepszej szkoły, lepszej pracy. Tylko co to jest to „lepsze”?
Nie dajmy się temu zwariować. Dla jednych pospolita „trója” oznaczać może szczyt możliwości i godziny nauki, dla innych porażkę, którą chcieliby wymazać. Porażkę z powodu której będą myśleć, że są głupi, że nic w życiu nie osiągną, że nic nie znaczą. Nie mają prawa do błędów, gorszego dnia, pomyłki. Bo trója może nie mieścić się w kategorii „lepszych” ocen.
Tornister, który dziecko bierze do szkoły to w rzeczywistości osławione już dwa tornistry. Może w tym drugim jest choroba bliskiej osoby, może nałogi rodzica, może bezsilność, gdy się staram, a mi nie idzie, może jakaś niepełnosprawność, której nie widać gołym okiem (a może nawet widać, ale niewielu to interesuje, gdy liczą się tylko „lepsze” wyniki). Może też wiele godzin nad książkami z myślą „i tak wyjdzie, że znowu się nie uczyłem”… więc po co się starać...
Nowy rok niech będzie rokiem możliwości – możliwości rozwijania własnych pasji, zadbania o siebie, z poczuciem dumy, że coś mi się udało (nawet jeśli to „coś” wymyka się z kategorii powszechnie mieszczących się w pojęciu „lepszy”).
Bez porównywania z innymi, bez pytania dlaczego „tylko” trója, bez myślenia, że oceny są w szkole jedynym wyznacznikiem wartości.
Bo najważniejszy jest człowiek. I relacje międzyludzkie.
Zdrowe relacje, zdrowe myśli, zdrowe podejście.
Zdjęcie z Pixabaya ;)