14/07/2026
Zdigitalizowane ciało
Ludzie coraz więcej rozmawiają z maszynami.
To zdanie jeszcze kilka lat temu należałoby do literatury science fiction. Dziś brzmi niemal banalnie. Rozmawiamy z nimi o pracy, o zakupach, o wakacjach. Coraz częściej również o samotności, lęku i rozpaczy.
Jak opisuje „The Wall Street Journal", psychoterapeutka studentki Eri zasugerowała jej korzystanie z chatbota jako wsparcia między sesjami.
Jej terapeutka nie zawsze zgadza się z interpretacjami chatbotów. Mimo to ci cyfrowi towarzysze sprawili, że Eri mogła ograniczyć liczbę spotkań terapeutycznych twarzą w twarz z terapeutką.
Sztuczna inteligencja może być cennym wsparciem w różnych formach terapii. Coś jednak zmienia się w chwili, gdy wsparcie zaczyna oznaczać mniej spotkań z drugim człowiekiem.
Być może właśnie o to chodzi.
A być może właśnie tutaj zaczyna się problem.
Coraz częściej nie siedzimy bezpośrednio obok człowieka, lecz z jego przetworzoną, zdigitalizowaną postacią. Nie z twarzą, tylko z ekranem. Nie z głosem dochodzącym z konkretnego miejsca, lecz z jego cyfrowym odpowiednikiem z głośnika. Zmienia się coś bezpośredniego między ludźmi.
Kilka dni później na stronie IPA pojawił się wykład Emmy Ponce de León „Ciało jako pulsująca granica (pogranicze)”.
Cytując:
Analityk nie tylko słucha wypowiedzi - jest także ciałem rezonującym na drugie ciało.
oraz
Ciało nie jest granicą psychoanalizy, lecz jej najbardziej żywą granicą (w znaczeniu pogranicza, strefy styku, obszaru przeistoczeń)
Trudno o bardziej odległą perspektywę od tej, którą oferuje historia Eri.
Wykład kończy się niepokojącą obserwacją: żyjemy w świecie nadmiaru bodźców, który z jednej strony nieustannie eksponuje ciało, a z drugiej coraz skuteczniej oddala nas od jego bezpośredniego doświadczenia.
Wobec tego warto zadawać pytanie: czym właściwie jest dziś spotkanie terapeutyczne? Gwałtowny rozwój technologii skłania nas do powrotu do podstaw.
Spotkanie terapeutyczne jest wydarzeniem, w którym uczestniczy całe ciało w odniesieniu do drugiego ciała. Pacjentka przekracza próg gabinetu, siada w fotelu lub kładzie się na kozetce. Rejestruje temperaturę pomieszczenia, jego zapach, sposób, w jaki światło wpada przez okno. Słyszy oddech terapeutki, doświadcza ciszy, czuje napięcie własnego ciała, zauważa przyspieszone bicie serca albo drżenie dłoni. Czasem odczuwa skrępowanie, czasem ulgę.
Wszystko pozostaje w nieustannym ruchu.
Terapeutka również uczestniczy w tym procesie. Odbiera obecność drugiej osoby, reaguje na nią, rezonuje z nią. Nagle czuje znużenie, którego wcześniej nie było. Łapie się na tym, że zaczyna się spieszyć albo przeciwnie - ma poczucie, że czas zwolnił. Zauważa napięcie w barkach, trudność w skupieniu lub nieoczekiwany przypływ smutku. Zanim padnie pierwsze słowo, coś już istnieje.
Komunikacja cielesna. Rezonans.
Psychoterapeuci od lat uczą się zwracać uwagę właśnie na ten niewerbalny wymiar spotkania. Jest on przedmiotem niekończących się rozmów podczas szkoleń i superwizji.
Ta przedwerbalna warstwa doświadczenia od początku zajmowała psychoanalizę. Od ponad stu lat psychoterapia próbuje znaleźć język dla tego doświadczenia. Holding. Rêverie. Kontenerowanie. Przeciwprzeniesienie. Różne pojęcia opisujące być może ten sam, kluczowy fenomen.
Już od pierwszych chwil życia ciało dziecka pozostaje w dialogu z ciałem opiekuna. To sposób trzymania, dotyk, napięcie mięśni, rytm oddechu, ton głosu czy kołysanie budują poczucie bezpieczeństwa i stają się fundamentem rozwoju psychiki.
Nie tylko odczuwamy drugiego człowieka.
Stajemy się też inni pod wpływem jego obecności.
Czy nie tak właśnie wzrasta psychika?
Sztuczna inteligencja może analizować język. Potrafi porządkować myśli, proponować interpretacje, wskazywać nowe perspektywy. W wielu sytuacjach może stanowić cenne wsparcie. Nie uczestniczy jednak w tym spotkaniu. Nie oddycha. Nie czerwieni się. Nie czuje napięcia atmosfery w gabinecie. Nie zauważa, że czasem to nie treść wypowiedzi, lecz jej osobliwa forma niesie znaczenie. Nietypowe zestawienie słów może potraktować jak językową niezgrabność, którą należy po prostu poprawiić.Nie doświadcza napięcia, milczenia ani własnej niepewności. Nie odczuwa ciężaru chwili, w której ktoś wypowiada coś na głos do drugiej osoby. To wazna różnica.
Chyba że proces adaptacji zaczyna się odwracać i to człowiek coraz bardziej dostosowuje się do funkcjonowania wśród maszyn, a nie ludzi.
Maurice Merleau-Ponty pisał, że ciało nie jest czymś, co posiadamy, lecz sposobem naszego istnienia w świecie. Najpierw doświadczamy. Dopiero później nadajemy doświadczeniu znaczenie. To niuanse, które często decydują o ogromnej różnicy w przeżywaniu. Znaczenia rodzą się z doświadczenia, a nie odwrotnie. Jeśli tak jest, to psychoterapia jest szczególnym rodzajem wspólnej obecności dwóch ucieleśnionych podmiotów. Tutaj przebiega istotna granica między człowiekiem a sztuczną inteligencją. Niekiedy coś się zmienia ponieważ ktoś pozostał obecny tam, gdzie wcześniej była jedynie samotność.
Jeśli wszystko, co najważniejsze w psychoterapii, mogłoby wydarzyć się przez chatboty, to psychoterapia rzeczywiście przestałaby być potrzebna. Odeszłaby wraz z przekonaniem, że zaangażowana obecność drugiego człowieka ma znaczenie.
Rozwój sztucznej inteligencji przypomina jednak coś, co kiedyś wydawało się oczywiste: pod słowami coś jest. Zanim pojawią się słowa, między ludźmi już coś istnieje. Coś żywego, co może nas zmieniać.
Tego żadna technologia nie potrafi zastąpić.
Ale czy to nadal będzie dla nas ważne?