Dr n. med. Łukasz Blukacz

Dr n. med. Łukasz Blukacz Dane kontaktowe, mapa i wskazówki, formularz kontaktowy, godziny otwarcia, usługi, oceny, zdjęcia, filmy i ogłoszenia od Dr n. med. Łukasz Blukacz, Lekarz, Katowicka 157, Chorzów.

Podróże nie wyglądają już tak samo jak kilkanaście lat temu. I nie chodzi tylko o tańsze loty, większe walizki czy zdjęc...
23/08/2026

Podróże nie wyglądają już tak samo jak kilkanaście lat temu. I nie chodzi tylko o tańsze loty, większe walizki czy zdjęcia z wakacji wrzucane jeszcze z lotniska.

Zmienia się klimat. Zmieniają się trasy migracji ludzi. Zmienia się zasięg komarów, kleszczy i innych wektorów chorób zakaźnych. A razem z tym zmieniają się zagrożenia, o których lekarze medycyny podróży muszą mówić coraz głośniej.

Jednym z tematów konferencji NECTM 2026 w Belfaście były właśnie nowe wyzwania w medycynie podróży: choroby arbowirusowe, zakażenia przenoszone przez wektory, globalna mobilność i wpływ zmian klimatu na epidemiologię chorób zakaźnych.

To ważne, bo podróżny nie jest już tylko „osobą, która jedzie na wakacje”. Może być pacjentem przewlekle chorym, kobietą w ciąży, seniorem, dzieckiem, osobą odwiedzającą rodzinę w kraju pochodzenia albo kimś, kto jedzie do pracy w rejon o zupełnie innym profilu zakażeń.

Dlatego przygotowanie do podróży nie powinno kończyć się na zakupie kremu z filtrem i sprawdzeniu ważności paszportu.

Warto wcześniej zapytać lekarza o szczepienia, profilaktykę malarii, ochronę przed komarami i kleszczami, ryzyko biegunki podróżnych, bezpieczeństwo leków w podróży, a także o to, co zrobić po powrocie, jeśli pojawi się gorączka, wysypka, biegunka lub nietypowe objawy.

Medycyna podróży to nie straszenie pacjentów. To rozsądne przygotowanie. Im dalej i bardziej egzotycznie podróżujemy, tym bardziej potrzebujemy nie tylko dobrego ubezpieczenia, ale też dobrej informacji.

Bo w czasach zmian klimatu mapa chorób zakaźnych też zaczyna się zmieniać.

PCOS, otyłość i antykoncepcja — czy tabletka hormonalna zawsze jest najlepszym wyborem?U kobiet z zespołem policystyczny...
22/08/2026

PCOS, otyłość i antykoncepcja — czy tabletka hormonalna zawsze jest najlepszym wyborem?

U kobiet z zespołem policystycznych jajników antykoncepcja często ma więcej niż jedno zadanie.

Ma chronić przed ciążą, ale może też pomagać w regulacji cyklu, zmniejszać trądzik, ograniczać nadmierne owłosienie i chronić endometrium, zwłaszcza wtedy, gdy miesiączki pojawiają się rzadko.

Dlatego u wielu pacjentek z PCOS rozważa się antykoncepcję dwuskładnikową, czyli zawierającą estrogen i progestagen. Może być ona bardzo dobrym wyborem, ale nie powinna być przepisywana automatycznie.

Otyłość nie oznacza z góry zakazu stosowania takiej antykoncepcji. Oznacza natomiast, że trzeba dokładniej ocenić bezpieczeństwo.

Znaczenie mają między innymi: ciśnienie tętnicze, palenie papierosów, migrena z aurą, przebyta zakrzepica, choroby metaboliczne, cukrzyca, zaburzenia lipidowe, wiek i wywiad rodzinny.

U części pacjentek lepszym rozwiązaniem mogą być metody bez estrogenu — wkładka hormonalna, wkładka miedziana, implant antykoncepcyjny albo tabletka jednoskładnikowa. Szczególnie wkładka hormonalna może dobrze sprawdzić się u kobiet, u których ważna jest ochrona endometrium i zmniejszenie obfitości krwawień.

Nie ma jednej najlepszej metody dla wszystkich kobiet z PCOS.

Dobra antykoncepcja to taka, która jest skuteczna, bezpieczna i dopasowana do konkretnej pacjentki — jej zdrowia, stylu życia, objawów i planów na przyszłość.

Dlatego nie warto wybierać antykoncepcji według zasady: „koleżanka brała i było dobrze”.

W PCOS i otyłości decyzja naprawdę powinna być indywidualna.

Poród przedwczesny nie kończy się w dniu narodzin dziecka.Dla wielu rodzin to dopiero początek bardzo trudnej drogi: ink...
22/08/2026

Poród przedwczesny nie kończy się w dniu narodzin dziecka.

Dla wielu rodzin to dopiero początek bardzo trudnej drogi: inkubator, oddział neonatologiczny, lęk o oddech, masę ciała, wyniki badań, rozwój mózgu, karmienie, kolejne dni i tygodnie niepewności.

Dużo mówimy o wcześniakach w kontekście medycznym. O respiratorach, inkubatorach, tlenoterapii, karmieniu sondą, kontroli parametrów. Znacznie rzadziej mówimy o tym, co w tym czasie dzieje się z psychiką rodziców — szczególnie matek.

Polskie badanie dotyczące matek wcześniaków pokazało ważną rzecz: pandemia COVID-19 była dodatkowym obciążeniem, zwłaszcza przez ograniczenia kontaktu z dzieckiem, ale to sam poród przedwczesny okazał się silniej związany z objawami depresji poporodowej. Im wcześniej urodziło się dziecko, tym większe było ryzyko obciążenia psychicznego u matki.

To bardzo ważny sygnał.

Matka wcześniaka często żyje w stanie ciągłego napięcia. Z jednej strony słyszy, że „najważniejsze, że dziecko żyje”. Z drugiej — sama próbuje funkcjonować w sytuacji, w której ciąża zakończyła się za wcześnie, planowany poród zmienił się w kryzys, a pierwsze dni macierzyństwa zamiast bliskości przynoszą separację, strach i poczucie bezradności.

Depresja poporodowa po porodzie przedwczesnym nie jest brakiem wdzięczności. Nie jest słabością. Nie jest „przesadzaniem”.

To może być reakcja na traumę, przeciążenie i długotrwały stres.

Dlatego opieka nad wcześniakiem nie powinna kończyć się na dziecku. Rodzice także wymagają troski. Potrzebują rozmowy, informacji, kontaktu z psychologiem, możliwości kangurowania, obecności przy dziecku i zespołu, który rozumie, że na oddziale neonatologicznym leczy się nie tylko małego pacjenta, ale wspiera całą rodzinę.

Warto pamiętać też o sygnałach alarmowych: utrzymującym się smutku, poczuciu winy, bezsenności niezwiązanej wyłącznie z opieką nad dzieckiem, napadach lęku, braku radości, poczuciu odcięcia od dziecka, myślach o skrzywdzeniu siebie lub przekonaniu, że „beze mnie będzie im lepiej”.

W takich sytuacjach nie wolno czekać, aż „samo przejdzie”.

Poród przedwczesny to nie tylko wydarzenie położnicze. To doświadczenie, które może zostawić ślad w psychice matki i całej rodziny. Im wcześniej to zauważymy, tym większa szansa, że pomoc przyjdzie wtedy, kiedy naprawdę jest potrzebna.

Priony brzmią jak temat z pogranicza medycyny i science fiction.To nie bakterie.To nie wirusy.Nie mają DNA ani RNA.A jed...
22/08/2026

Priony brzmią jak temat z pogranicza medycyny i science fiction.

To nie bakterie.
To nie wirusy.
Nie mają DNA ani RNA.

A jednak mogą wywoływać ciężkie choroby mózgu.

Priony to nieprawidłowo zwinięte białka. Ich niezwykłość polega na tym, że potrafią wpływać na inne, prawidłowe białka i „zmuszać” je do przyjęcia nieprawidłowej formy. W efekcie w komórkach może narastać ilość patologicznego białka, co prowadzi do uszkodzenia układu nerwowego.

Najbardziej znaną chorobą prionową jest choroba Creutzfeldta-Jakoba. To schorzenie rzadkie, ale bardzo poważne. Okres rozwoju chorób prionowych może trwać wiele lat, a nawet dekady, dlatego są one tak trudne do wykrywania i badania.

Dlaczego ten temat jest dziś tak ważny?

Bo coraz więcej badań pokazuje, że mechanizmy podobne do prionowych mogą mieć znaczenie także w innych chorobach neurodegeneracyjnych, takich jak choroba Alzheimera czy choroba Parkinsona. Nie oznacza to, że można się nimi zarazić tak jak grypą. Chodzi o coś innego: o sposób, w jaki nieprawidłowo zwinięte białka mogą rozprzestrzeniać się w obrębie organizmu i uszkadzać kolejne struktury.

W chorobie Alzheimera mówimy m.in. o amyloidzie beta i białku tau. W chorobie Parkinsona — o alfa-synukleinie. To inne białka niż klasyczne priony, ale sam mechanizm błędnego fałdowania i narastania patologii w układzie nerwowym może być częściowo podobny.

To ważne nie tylko dla neurologów i naukowców. Zrozumienie tych procesów może w przyszłości pomóc w opracowaniu wcześniejszej diagnostyki i skuteczniejszych metod leczenia chorób, które dziś nadal są ogromnym wyzwaniem medycyny.

Czasem największe zagadki medycyny nie zaczynają się od bakterii, wirusa czy genu.

Czasem zaczynają się od białka, które po prostu złożyło się nie tak, jak trzeba.

„Pani doktorze, ja już nie daję rady… ale wszyscy mówią, że tak musi być”.Nudności i wymioty w ciąży są bardzo częste, s...
21/08/2026

„Pani doktorze, ja już nie daję rady… ale wszyscy mówią, że tak musi być”.

Nudności i wymioty w ciąży są bardzo częste, szczególnie w pierwszym trymestrze. Nie oznacza to jednak, że pacjentka ma cierpieć w milczeniu, leżeć z miską przy łóżku i słyszeć tylko: „uroki ciąży”.

Łagodne nudności rzeczywiście bywają typowym objawem początku ciąży. Problem zaczyna się wtedy, gdy kobieta nie jest w stanie normalnie jeść, pić, funkcjonować, chudnie, wymiotuje kilka razy dziennie, ma zawroty głowy, osłabienie albo objawy odwodnienia. To nie jest drobiazg. To może wymagać leczenia.

Warto powiedzieć o tym lekarzowi już na wizycie. Nie dopiero wtedy, gdy sytuacja wymknie się spod kontroli. Istnieją bezpieczne sposoby łagodzenia nudności w ciąży: od zmian w diecie i stylu życia, przez witaminę B6, aż po leki przeciwwymiotne stosowane u ciężarnych. Decyzję o leczeniu zawsze powinien podjąć lekarz, ale najważniejsze jest jedno: trzeba o tym powiedzieć.

Pomocne mogą być mniejsze, częstsze posiłki, unikanie intensywnych zapachów, tłustych i ciężkich potraw, picie małymi łykami oraz odpoczynek. Imbir może pomóc przy łagodnych objawach, ale nie jest rozwiązaniem dla każdej pacjentki i nie zastąpi leczenia, gdy wymioty są nasilone.

Niepokojące objawy to m.in. niemożność przyjmowania płynów, spadek masy ciała, bardzo mała ilość oddawanego moczu, zasłabnięcia, silne osłabienie, wymioty wielokrotne w ciągu dnia albo utrzymywanie się objawów mimo prób łagodzenia.

Ciąża nie powinna być testem wytrzymałości. Nudności i wymioty można i trzeba traktować poważnie — zwłaszcza wtedy, gdy odbierają kobiecie siły, sen, apetyt i poczucie bezpieczeństwa.

Ból porodowy nie jest egzaminem z wytrzymałości.Przez lata wiele kobiet słyszało, że „poród musi boleć”, „taka natura” a...
21/08/2026

Ból porodowy nie jest egzaminem z wytrzymałości.

Przez lata wiele kobiet słyszało, że „poród musi boleć”, „taka natura” albo „wszystkie przez to przechodziły”. Tylko że współczesna medycyna nie polega na sprawdzaniu, ile bólu pacjentka jest w stanie znieść.

Zgodnie z aktualnymi standardami opieki okołoporodowej szpital prowadzący porody powinien zapewnić rodzącej dostęp do co najmniej jednej farmakologicznej metody łagodzenia bólu porodowego. To ważna zmiana, bo rozmowa o bólu porodowym nie powinna zaczynać się dopiero na sali porodowej, między jednym skurczem a drugim.

Farmakologiczne łagodzenie bólu to nie tylko znieczulenie zewnątrzoponowe. W zależności od sytuacji klinicznej, organizacji oddziału i dostępności personelu mogą być stosowane różne metody, m.in. analgezja wziewna, leki opioidowe, analgezja regionalna lub miejscowa. Każda z nich ma swoje wskazania, ograniczenia i wymaga odpowiedniego nadzoru.

Warto też jasno powiedzieć: „co najmniej jedna metoda” to minimum organizacyjne, a nie ideał opieki okołoporodowej. Dobra opieka to nie tylko formalna dostępność procedury, ale realna możliwość skorzystania z niej wtedy, kiedy pacjentka jej potrzebuje i kiedy nie ma przeciwwskazań medycznych.

Dlatego planując poród, dobrze wcześniej sprawdzić, jakie metody łagodzenia bólu oferuje wybrany szpital. Warto zapytać o znieczulenie zewnątrzoponowe, dostępność anestezjologa, analgezję wziewną, metody niefarmakologiczne i zasady kwalifikacji. To nie jest „marudzenie”. To świadome przygotowanie do porodu.

Poród może być trudny, intensywny i nieprzewidywalny. Ale kobieta nie powinna być zostawiona z bólem sama tylko dlatego, że „tak zawsze było”.

Prawo do łagodzenia bólu porodowego jest elementem godnej, bezpiecznej i nowoczesnej opieki okołoporodowej.

„Jesteśmy zdruzgotani” — te słowa prezesa Naczelnej Rady Lekarskiej po doniesieniach dotyczących Szpitala Południowego t...
21/08/2026

„Jesteśmy zdruzgotani” — te słowa prezesa Naczelnej Rady Lekarskiej po doniesieniach dotyczących Szpitala Południowego trudno potraktować jak zwykły komentarz medialny.

Jeżeli choć część opisywanych zarzutów się potwierdzi, mówimy nie tylko o błędach pojedynczego lekarza, ale o porażce całego systemu nadzoru. Systemu, który powinien chronić pacjentów przed niekompetencją, przemęczeniem, układami, politycznymi nominacjami i udawaniem, że „jakoś to będzie”.

W ochronie zdrowia nie może być miejsca na sytuację, w której młody lekarz bez wystarczającego doświadczenia pełni funkcję ponad swoje realne kompetencje, a inni — wiedząc o problemach — milczą, bo boją się konsekwencji.

To jest także bardzo trudny moment dla pacjentów. Bo takie historie podkopują zaufanie do lekarzy. A zaufanie jest podstawą leczenia.

Dlatego warto powiedzieć jasno: pacjent ma prawo pytać, kto go leczy. Ma prawo oczekiwać nadzoru. Ma prawo oczekiwać bezpieczeństwa. Ma prawo oczekiwać, że szpital nie będzie miejscem politycznych układów, tylko miejscem profesjonalnej pomocy.

I jednocześnie nie wolno patrzeć na całe środowisko lekarskie przez pryzmat jednej sprawy. Zdecydowana większość lekarzy codziennie pracuje uczciwie, odpowiedzialnie i często ponad siły. Ale właśnie dlatego środowisko medyczne powinno szczególnie mocno reagować wtedy, gdy pojawiają się sygnały zagrożenia dla pacjentów.

Bo milczenie w takich sprawach nie chroni lekarzy.

Milczenie niszczy zaufanie do nas wszystkich.

Nowoczesna armia to nie tylko czołgi, samoloty, drony i systemy łączności.To także człowiek.A wyszkolonego żołnierza nie...
20/08/2026

Nowoczesna armia to nie tylko czołgi, samoloty, drony i systemy łączności.

To także człowiek.

A wyszkolonego żołnierza nie da się zastąpić tak szybko jak sprzętu. Dlatego coraz większe znaczenie ma medycyna, która nie czeka biernie, aż pojawi się choroba, uraz albo wyczerpanie. Medycyna przyszłości ma próbować przewidywać, jak organizm konkretnej osoby poradzi sobie z ekstremalnym wysiłkiem, stresem, niedoborem snu, przeciążeniem i wielomiesięczną służbą w trudnych warunkach.

W tym miejscu pojawia się genetyka, biologia molekularna, fizjologia wysiłku i nowoczesna diagnostyka.

Nie po to, żeby tworzyć „superżołnierzy” z filmów science fiction. Raczej po to, żeby lepiej chronić zdrowie ludzi, którzy wykonują skrajnie obciążającą pracę. Żeby szybciej wykrywać ryzyko kontuzji. Lepiej planować regenerację. Rozumieć podatność na stres. Dobierać obciążenia treningowe. Zapobiegać problemom, zanim staną się dramatem.

To kierunek ważny nie tylko dla wojska.

Podobne myślenie coraz mocniej wchodzi do całej medycyny: mniej przypadkowości, więcej profilaktyki, wcześniejsze rozpoznawanie ryzyka i bardziej indywidualne podejście do pacjenta. Bo organizmy nie są identyczne. Jedna osoba zniesie ogromne przeciążenie, druga szybciej zapłaci za nie zdrowiem. Jedna regeneruje się sprawnie, inna potrzebuje innego tempa i innego wsparcia.

Medycyna przyszłości nie polega wyłącznie na leczeniu tego, co już się wydarzyło.

Jej największą siłą może być to, że pomoże nam zapobiegać.

Poród poza szpitalem — wolność wyboru czy niepotrzebne ryzyko?Ministerstwo Zdrowia zapowiada prace nad zasadami funkcjon...
20/08/2026

Poród poza szpitalem — wolność wyboru czy niepotrzebne ryzyko?

Ministerstwo Zdrowia zapowiada prace nad zasadami funkcjonowania domów narodzin i porodów domowych. I bardzo dobrze, bo to temat, który od lat budzi emocje, a emocje w medycynie powinny prowadzić nie do kłótni, tylko do tworzenia bezpiecznych rozwiązań.

Poród domowy nie jest pomysłem dla każdej kobiety. Nie powinien być modą, manifestem ani alternatywą dla szpitala wtedy, gdy ciąża jest obciążona ryzykiem. Są sytuacje, w których miejsce porodu powinno być jasno określone: oddział położniczy z dostępem do lekarzy, sali operacyjnej, anestezjologa, neonatologa i zaplecza diagnostycznego.

Ale są też kobiety w ciąży niskiego ryzyka, które chciałyby rodzić w warunkach bardziej kameralnych, z większym poczuciem sprawczości, intymności i ciągłości opieki. I tu zaczyna się prawdziwa rozmowa: nie o tym, czy ktoś „ma prawo chcieć”, ale jak zorganizować taki system, żeby był możliwie bezpieczny.

Dom narodzin czy poród domowy nie mogą oznaczać samotności, improwizacji i działania „jakoś to będzie”. Potrzebne są jasne kryteria kwalifikacji, dobrze przygotowana położna, dokumentacja medyczna, plan awaryjny, szybki transport do szpitala i współpraca z najbliższym oddziałem położniczym. Bez tego hasło „naturalny poród” może brzmieć pięknie, ale w sytuacji nagłego powikłania piękne hasła nie wystarczają.

Warto też pamiętać, że poród fizjologiczny jest fizjologiczny do momentu, w którym przestaje taki być. Krwotok, zaburzenia tętna płodu, dystocja barkowa, zatrzymanie łożyska czy nagłe pogorszenie stanu noworodka to nie są abstrakcyjne przykłady z podręcznika. To sytuacje, w których liczą się minuty.

Dlatego dobrze, że temat nie jest zamiatany pod dywan. Jeśli porody pozaszpitalne mają funkcjonować, powinny być częścią systemu, a nie jego marginesem. Z jasnymi zasadami, odpowiedzialnością, kwalifikacją i procedurami bezpieczeństwa.

Prawo wyboru miejsca porodu jest ważne. Ale w położnictwie wybór musi iść w parze z bezpieczeństwem. Nie chodzi o przeciwstawianie kobiet lekarzom, położnych szpitalom ani natury medycynie. Chodzi o stworzenie takiego modelu, w którym kobieta czuje się zaopiekowana, a zespół medyczny wie, co robić także wtedy, gdy poród przestaje przebiegać książkowo.

Bo dobry poród to nie tylko poród „naturalny”. Dobry poród to taki, po którym matka i dziecko są bezpieczni.

Kannabinoidy w psychiatrii – nadzieja, moda czy ryzyko?Wokół marihuany medycznej i kannabinoidów narosło wiele mitów. Je...
20/08/2026

Kannabinoidy w psychiatrii – nadzieja, moda czy ryzyko?

Wokół marihuany medycznej i kannabinoidów narosło wiele mitów. Jedni widzą w nich „naturalne” rozwiązanie na lęk, depresję, bezsenność czy traumę. Inni od razu kojarzą je wyłącznie z używką. Jak zwykle w medycynie prawda jest bardziej skomplikowana.

Po pierwsze: kannabinoidy to nie jedna substancja. Inaczej działa THC, które odpowiada za działanie psychoaktywne, a inaczej CBD, które nie daje typowego „haju”. Inaczej wygląda też lek przepisany przez lekarza, a inaczej produkt kupiony z niepewnego źródła.

Po drugie: w zaburzeniach psychicznych nie można traktować kannabinoidów jako prostego i uniwersalnego leczenia. Aktualne dane nie dają podstaw, żeby uznawać je za standardową terapię depresji, zaburzeń lękowych, PTSD czy psychoz. U części osób mogą wręcz pogorszyć stan psychiczny.

Szczególną ostrożność trzeba zachować przy preparatach zawierających THC. Mogą nasilać lęk, wywoływać napady paniki, pogarszać koncentrację, zwiększać ryzyko uzależnienia, a u osób podatnych sprzyjać wystąpieniu objawów psychotycznych. Ryzyko jest większe u młodych osób, przy częstym stosowaniu, przy wysokich stężeniach THC oraz u pacjentów z wcześniejszymi problemami psychicznymi.

To nie znaczy, że temat należy zignorować. To znaczy, że należy go traktować poważnie. Medycyna opiera się nie na modzie, tylko na dowodach, wskazaniach, przeciwwskazaniach i ocenie ryzyka u konkretnej osoby.

Dlatego najważniejszy przekaz jest prosty: nie leczmy lęku, depresji, bezsenności czy traumy na własną rękę kannabinoidami. Jeśli pacjent rozważa takie leczenie, powinien porozmawiać z lekarzem — szczególnie jeśli przyjmuje inne leki, ma historię psychozy, choroby afektywnej dwubiegunowej, uzależnień, jest w ciąży albo karmi piersią.

„Naturalne” nie zawsze znaczy bezpieczne. A „medyczne” nie znaczy dobre dla każdego.

Adres

Katowicka 157
Chorzów
41-500

Ostrzeżenia

Bądź na bieżąco i daj nam wysłać e-mail, gdy Dr n. med. Łukasz Blukacz umieści wiadomości i promocje. Twój adres e-mail nie zostanie wykorzystany do żadnego innego celu i możesz zrezygnować z subskrypcji w dowolnym momencie.

Skontaktuj Się Z Praktyka

Wyślij wiadomość do Dr n. med. Łukasz Blukacz:

Skróty

Udostępnij

Kategoria