20/07/2026
Mój początek urlopu miał wyglądać zupełnie inaczej. 😅
Porządna praktyka. Dużo siły, wytrzymałości i pozycji odwróconych.
Tymczasem obudziłam się z bólem głowy, zatkanym uchem, opuchnięta i bez ochoty na cokolwiek.
I chyba wcale mnie to nie dziwi.
Ostatnie tygodnie to bardzo dużo fizycznej pracy (jestem groomerem, a lato to żniwa w mojej branży). Tydzień temu zrobiłam solo trip 25km po górach, kilka dni później poszłam na moje pierwsze zajęcia ashtangi (zajarałam się totalnie 😍), więc teraz mam zakwasy życia. A wczoraj jeszcze koncert gongów i mis tybetańskich, który poruszył we mnie coś baaardzo głęboko 😁❤️ polecam gorąco - magia.
No i… zostałam narzeczoną. 💍❤️
Chyba dopiero teraz dociera do mnie, ile emocji, wysiłku i intensywności wydarzyło się w tak krótkim czasie. I dopiero teraz ciało zaczyna to wszystko integrować chcąc po prostu odpocząć. 😅
Zamiast więc cisnąć kolejną ambitną praktykę, rozłożyłam matę i zrobiłam Viparita Karani (nogi na ścianie, pod pośladki podłóż poduszkę lub kostkę do jogi). Ta pozycja pięknie wycisza układ nerwowy, daje odpocząć zmęczonym nogom i pomaga po prostu… pobyć.
Zauważyłam też, że łatwo wpadam w pułapkę własnego ego. Kiedy widzę progres, od razu chcę więcej. Dłużej. Trudniej. Lepiej. Zaczynam rywalizować sama ze sobą. I za każdym razem dochodzę do tego samego wniosku: przecież nie dlatego praktykuję jogę. 🤦🏻♀️
Dla mnie wielką sztuką jest odróżnić zwykłego lenia od prawdziwego przeciążenia i nauczyć się dostosowywać praktykę do tego, czego naprawdę potrzebuję danego dnia.
A Ty umiesz rozpoznać, czego naprawdę potrzebuje Twoje ciało?