05/12/2025
Ach ta ferrytyna i żelazo … Macie z tym problem? Warto się nie poddawać i czasami wytrwale szukać przyczyny naszych problemów zdrowotnych!
Ferrytyna idzie w górę 👌🏼
Po wczorajszym wyniku ferrytyny 52 jednostki byłem mile zaskoczony, że tak dużo się podniosło po 4 tygodniach. Startowałem z poziomu 20 jednostek ponad 2 miesiące temu, więc skok jest znaczący, lecz, zanim zaczęło się podnosić musiałem znaleźć przyczynę jej deficytu😌.
Po wczorajszej relacji wiele osób napisało i nadal pisze do mnie jak podnieść ferrytynę. Ja wiem, że wiele osób ma z tym problem, a nawet o tym jeszcze nie wie, że ma i jest to powszechny problem u sportowców i nie tylko na nie małą skalę.
Na rzecz niskiej ferrytyny składa się wiele czynników lub czasem jeden. Jak u niektórym problemem może być tylko dieta tak u innych problem może być głębiej🧐.
Dietetykiem nie jest i nie będę się tu wymądrzał, lecz sporo z własnego doświadczenia się dowiedziałem na ten temat i chętnie Wam napisze, a nóż naprowadzę kogoś z Was na rozwiązanie problemu, tak jak Wy naprowadziliście mnie dzięki komentarzom🫵.
Ja przeznaczyłem kilka miesięcy na rozwiązanie problemu z ferrytyną, rezygnując ze wszystkich startów od UTMB po TOR X/ bieg przez Skandynawię, męcząc się mentalnie i żegnając się z „sezonem”. Już w lipcu wiedziałem, że nic z tego nie będzie, a i nawet w lutym po Transgrancanarii, gdzie start nie wypalił i trzeba było się wycofać z zawodów🥴.
Nie było łatwo pogodzić się ze stratą roku, a nawet dalej to odczuwam w głowie. Lecz to była najrozsądniejsza decyzja w tym roku by rozprawić się z problemem raz na zawsze, żeby się w końcu uwolnić od tej monotonnej wieloletniej walki.
A teraz opowiem Wam tę historię jak to jest z tym żelazem i ferrytyną, że od kilku lat biegałem na 20 jednostkach, czyli na minimum lub poniżej i czasem trochę wyżej. W zasadzie cały czas na deficycie wydawało mi się to normalne, bo już zapomniałem albo nigdy nie wiedziałem, jak to jest być powyżej 50 jednostek.
Wiele razy podchodziłem do tego tematu, lecz zawsze bez efektów. Poza tym wychodziły wyprawy biegowe i było związane z tym pełno sprzeczności. Skoro niska ferrytyna to, jakim cudem biegnę całe GSB, WKT czy inny projekt biegowy?
No bo jaki cudem wyprawy biegowe wychodzą i to jest ok, a na zawodach jest jak jest. Może intensywność tutaj odgrywała rolę i niestety pewnych rzeczy na tak niskim stanie ferrytyny nie da się zrobić. Głowa muru nie przebijesz jak to mówią.
Czy brak żelaza i ferrytyny to cichy zabójca formy?
Rekomendacje światowe lekarzy i trenerów są dość spójne. Wszyscy mówią, że od 50 jednostek w górę jest już dobrze” w miarę „lecz wszystko poniżej mogą się robić kłopoty, a poniżej 30 to lepiej przestać biegać i nie robić mocnych jednostek treningowych, ponieważ wszystko idzie w pył i na marne. Wiadomo znam takich co też tak nie sądzą i mówią, że są osoby, które po prostu majom mało FR i tak musi zostać. Myślę, że mogę się z tym zgodzić, ale jeżeli chce się biegać na wysokim poziomie i bardzo długie dystanse to się to nie uda, a przynajmniej do pewnego momentu. Pewnie, gdybym nie uprawiał sportu to bym się nigdy o tym nie dowiedział, że FR mam na minimalnym wskaźniku. Mógłbym siedzieć na kanapie z 20 jednostkami i byłoby fajnie.
Boże jak sobie pomyślę to w moim przypadku przynajmniej 4/5 lat poszło na marne i przestałem się rozwijać w tempie i wytrzymałości. No może nie na marne, lecz z zaciągniętym ręcznym. A wyprawy biegowe robiłem na wypracowanym wcześniej treningu i głowie, aż dobiłem do pewnego punktu, którego nie mogłem przeskoczyć fizycznie.
Kilka razy zabierałem się do podniesienia ferrytyny, lecz za każdym razem bez skutku.
Próbowałem wieloma sposobami od niepicia kawy, bez treningów i biegania, jedzenie tabletek na receptę typu Sorrier przez nawet pół roku ciągiem, dodając od 3000 do 6000 witaminy C. Próbowałem podnosić też w trakcie roztrenowania i jedząc mięso codziennie np. przez 2 miesiące.
Próbowałem różnymi taktykami, lecz nic nie przynosiło rezultatu. Mięso wołowe kupowałem od hodowców lokalnych by było jak najbardziej wartościowe. Zjadałem wątróbki i kiszki kilogramami. Dbałem o jedzenie zdrowe i zawsze starałem się by było tego dużo i różnorodnie.
Wszystkie badanie, jakie robiłem, a było ich wiele od boreliozy przez tarczycę do zwykłej morfologii zawsze wychodziły bardzo dobrze. Nie było się czego przyczepić.
Nic nie pomagało ferrytyna stała w miejscu, jak mur i nie chciała się ruszyć. Lekarze i dietetycy uważali, że jeść więcej mięsa jeść więcej tabletek, a ja wiedziałem, że to na nic jest, bo jak nie ma efektów, to po co to robić. Skoro innym się podnosi po suplementacji, a mi nie to problem jest gdzie indziej.
Wewnątrz czułem, że problem jest gdzieś głębiej, lecz nikt nigdy mi nie zalecił szukać w jelitach, ponieważ też nie miałem zbyt jawnych problemów żołądkowych by na to wskazywały (tak mi się wydawało, że ich nie ma) chyba tak długo byłem w tym stanie, że stało się to dla mnie normalnością😌.
Założenie było zawsze takie, że źle jem i za dużo trenuje. A to była nieprawda, bo jak nie trenowałem i zmieniałem diety to też nie było żadnych efektów. Mówimy cały czas o podniesieniu ferrytyny!
W lipcu tego roku po kilku średnich startach kolejny raz poszedłem na badanie krwi w tym FR. Wyszły 22 jednostki. Więc kolejny raz podwinąłem rękawy, ale już tak pod same ramiona. Powiedziałem sobie próbuje ostatni raz rozwiązać zagadkę, choć mało w to wierzyłem, że się uda.
Pierwszy miesiąc Feroplex lek żelaza rano i wieczór (rano na czczo), starając się nie pić do tego kawy plus produkty żywieniowe zawierające żelazo, tak że na dzień wychodziło 100 mg żelaza. Po miesiącu ferrytyna ani nie ruszyło, a wręcz chyba nawet spadła. Podjęliśmy kolejne kroki, czyli zbadanie czy nie mam celiakii, helicobaktera, ponieważ jeszcze tam nie grzebałem, czyli w jelitach. A naprowadzili mnie na to ludzie piszący komentarze pod jednym postem i Zosia dietetyczka zasugerowała by zbadać jeszcze ten temat.
Wspomnę jeszcze, że nawet Zosia, wysłuchując mnie co jem i ile to stwierdziła, że całkiem dobrze ta dieta u mnie wygląda.
Ok, kolejny etap badanie z kału i cyk helicobakter pozytywny (nawet się ucieszyłem, że w końcu coś mi jest) więc przeszliśmy na wyleczenie go antybiotykami i dopiero po procesie leczenia z powrotem powrót do uzupełniania ferrytyny😊.
I teraz co ciekawe po wyleczeniu helicobaktera ustąpiło mi wiele dolegliwości, które miałem latami, a wydawało mi się, że jest to normalne, ponieważ dużo jem dużo trenuje i tak musi to być, a to nie prawda to bakteria robiła mi takie spustoszenie.
– Gazy, bąki czy wzdęcia jak kto woli przez 24 h non stop. Można puścić bąka przy kawie, ale znowu nieco 10 minut😏
– Ból delikatny w dole brzucha na treningach i zawodach
– Wzdęty brzuch często po jedzeniu
– Rzadkie kupy i bardzo często. Z samego rana to dwie rzadkie i potem kolejne dwie na treningu. To nie było normalne, ponieważ kupa powinna wychodzić jak stolec.
– Refluks z samego rana po przebudzeniu.
Kilka niby małych, ale jakże uporczywych problemów robił helicobakter. Po wyleczeniu wszystko ustąpiło i poczułem się, jakbym naprawdę wyleczył się z poważnej choroby. I uwierzycie, że ja tak latami funkcjonowałem, bo myślałem, że taki urok biegacza ultrasa.
To tak, jak z tymi butami i schodzącymi paznokciami u biegaczy ultrasów. Przeświadczenie, że tak to musi tak wyglądać i taki urok ultrasa, a to też nieprawda. Paznokcie nie muszą schodzić i być ognisty na stopach po długich zawodach to kwestia złego dobrania obuwia. Po wielu latach dopiero to zrozumiałem☺️.
Teraz jest na czasie powiedzenie, że „jelita to drugi mózg”, że jelita muszą być zdrowe by ciało, funkcjonowało, tak jak należy, no i może faktycznie tak jest.
I teraz przechodzę do sedna problemu, czyli samego podniesienia ferrytyny. Skoro już mamy „zdrowe jelita” i wchłanianie żelaza powinno być dobre to powracam do suplementacji i standardowej procedury, która moim zdaniem wystarcza jak organizm jest zdrowy i normalnie funkcjonuje.
Zaczynam pierwsze tygodnie od Feroplexu, czyli żelazo w płynie. Pierwsze tygodnie, tak jakby się podniosło kilka jednostek, lecz potem znów spadło i sobie myślę zaraz oszaleje znowu to samo, lecz dałem sobie jeszcze chwilę na regenerację organizmu po antybiotyku.
Mija kilka tygodni i w międzyczasie zmieniam Feroplex na żelazo Sorbifer dorzucam probiotyk i laktoferynę od razu. Nie testuję nie sprawdzam co działa, a co tam biorę wszystko, co jest zalecane nie mam już czasu na testy. Prawie codziennie zjadam mięso od 150 do 250 gramów. Wątróbka, indyk, wołowina i dorzucam zakwas z buraka.
Odrzucam po drodze jedną kawę i zostają mi dwie🥴.
Ta pierwsza pita jest dopiero półtorej godziny po zjedzeniu Sorbifera na czczo (druga tabletka na noc), a druga kawa najpóźniej do 15:00. Staram się ją nie łączyć do posiłku z żelazem. Mnie te ruchy wystarczyły by poziom zaczął rosnąć i to dość błyskawicznie.
Wystarczyło tylko tyle by podniosła mi się ferrytyna o 30 jednostek w ponad dwa miesiące.
Kluczem było znalezienie przyczyny nie wchłaniana żelaza, a nie jego brak w diecie.
Zwieńczeniem całego procesu będą wyniki w bieganiu i prawdziwym dowodem, że ferrytyna to problem, z którym trzeba się liczyć i nie lekceważyć.
Oczywiście dalej podnoszę by dobić przynajmniej do 100, zanim będę robił potężne objętości biegowe. Lecz na tę chwilę mogę już rozpocząć przygotowanie z planem i wejść normalnie w trening.
Niebawem napiszę Wam, co będziemy biegać i gdzie.
To dla mnie najlepszy prezent na te Święta. Gdy głowa spokojna i ciało zdrowe, to reszta się ułoży sama.
Podziękowania za kordynacje ruchów dla
Oktawiusz Dembek i Mateusz Nowacki
Panowie dzięki za wytrwałość ze mną w tej walce 🙂