21/08/2026
Sarajewo, 23 maja 1993 roku
W Sarajewie na brzegu rzeki Miljacki, splecionych w ostatnim uścisku, leży dwoje martwych kochanków.
Leżą od czterech dni w pobliżu mostu Vranjia, wśród gruzów, zwalonych pni drzew i zerwanych linii energetycznych. Okolica jest tak niebezpieczna, że dotąd nikt nie odważył się zabrać stamtąd ciał. Dwoje dwudziestopięciolatków, Boško Brikić i Admira Ismić, zginęło od kul w środę podczas próby wydostania się z oblężonej bośniackiej stolicy i dotarcia na terytorium Serbii. Zostali para jeszcze w szkole średniej, on był Serbem, ona muzułmanką.
- Trafili ich jednocześnie, on zginął na miejscu, ale ona jeszcze żyła - opowiada Dino, żołnierz, który widział, jak para próbuje przedostać się z terytorium rządowego za linie serbskich separatystów. - Podczołgała się, przytuliła do niego i tak umarli razem, trzymając się w objęciach. (…)
👆🏼to fragment depeszy Kurka Schorka do Reuters (źródło: Wojciech Jagielski „Wojna. Antologia reportażu wojennego”, Kraków 2023)
📷 zdjęcie to jedna z tzw. sarajewskich róż. Spacerując po mieście można spotkać zaznaczone w ten sposób - niczym rozlana krew - miejsca, gdzie od wybuchu moździerzy zginęły co najmniej 3 osoby.
Jestem bardzo poruszona tym, co zobaczyłam i przeżyłam w tym mieście.
„- Poszli za głosem miłości i znaleźli śmierć - mówi Ismić o Bošku i Admirze. - To dowód na to, że ta wojna nie toczy się między Serbami i muzułmanami. To wojna, między szaleńcami, potworami. Właśnie dlatego ich ciała wciąż tam leżą.”
Jak każda wojna 🥺