24/05/2026
Chciałem podziękować za tak liczne opinie i komentarze dotyczące walki Roberta. Właśnie o to chodzi w sporcie — żeby budził emocje, poruszał ludzi i rozpalał ich od środka, niezależnie od tego, jakie są to emocje.
Z mojej strony mogę powiedzieć tylko tyle: Robert nie był wolny. Szybkość bardzo często odbierana jest przez pryzmat punktu odniesienia — w tym przypadku przeciwnika. Jeśli obaj zawodnicy poruszają się na podobnym poziomie szybkości, subiektywnie możemy odnieść wrażenie jej braku. Nie bił też słabych ciosów — przeciwnik miał złamaną kość jarzmową oraz pęknięty oczodół. Nie był również źle przygotowany kondycyjnie. Każdą rundę zaczynał z tym samym ładunkiem energii i gotowości do walki.
Jeśli chodzi o same przygotowania, to nie znam wielu zawodników, którzy w takim stopniu poświęcają życie prywatne pod obóz treningowy i z taką konsekwencją realizują każdy założony plan.
Co do przebiegu walki — mogę powiedzieć otwarcie, że to ja, po 10 rundzie namawiałem go, naciskałem i wywierałem presję, by szukał zakończenia przed czasem. Ostatecznie skończyło się to jego TKO. Jednocześnie wszyscy wiedzieliśmy, że na punkty tej walki by nie wygrał. Wyszedł więc ze swojej strefy komfortu, zrezygnował z bezpiecznego „dowiezienia” 12 rund i podjął ryzyko.
To była jak dotąd największa szansa w jego życiu. Jego moment. Jego spektakl. Szansa, by pokazać pełnię swojego potencjału i całego arsenału możliwości. Możecie się jedynie domyślać, co dziś czuje po tak długim i wymagającym okresie przygotowań.
Jeśli czujecie, że was zawiódł — to są wasze odczucia i wasze emocje. On nie jest od tego, by zaspokajać oczekiwania innych i spełniać cudze wyobrażenia. Jest od realizowania własnych celów, ambicji i marzeń. A to wy decydujecie, czy chcecie być świadkami tej drogi, czy nie.