26/05/2026
Agnieszka Wiśniewska: Co to jest instynkt macierzyński? Posługujesz się w ogóle taką kategorią?
Justyna Dąbrowska: Nie. Gdybym miała mówić o czymś, co jest wrodzone, mówiłabym raczej o wrodzonej energii do życia, do przeżywania przyjemności i o potrzebie wchodzenia w relacje z innymi ludźmi.
Pragnienie posiadania dziecka może być ekspresją tej życiowej energii, którą psychoanaliza ładnie nazywa „libido”, może też być sposobem, żeby poradzić sobie z lękiem przed śmiercią, żeby przedłużyć swoje istnienie. Może wynikać z potrzeby tworzenia relacji z innymi ludźmi – jesteśmy wszak istotami społecznymi, rozwijamy się w stadzie, a rodzicielstwo bardzo rozwija.
Ale myśl o dziecku może też wynikać z potrzeby spełnienia oczekiwań społecznych, zyskania aprobaty rodziny i otoczenia. „Bo tak trzeba”. Czasem któreś z partnerów ma nadzieję, że dziecko scementuje związek, że ich jeszcze bardziej połączy. Ale żadnej z tych motywacji nie utożsamiałabym z „instynktem”. Gdyby w kobiecie była jakaś przemożna siła biologiczna pchająca ją ku rozmnażaniu, nie mielibyśmy takiego spadku urodzeń w całej Europie.
AW: To pojęcie pojawia się często w kontekście porodu i opieki nad dzieckiem.
JD: Mówi się, że „instynkt” wybucha wraz z narodzinami dziecka. Według mnie nic tam nie wybucha, tylko zapoczątkowuje się proces, który potem rozwija się latami. Zaczyna się budować więź.
AW: Czym jest ta więź między matką a dzieckiem?
JD: Więź służy bezpieczeństwu. Najpierw chodzi o to, że noworodek sam nie przeżyje. Robi więc wszystko, by zatrzymać matkę przy sobie. Ona po niewygodach porodu mogłaby chcieć go porzucić, jednak zazwyczaj tego nie robi, wspomaga ją w tym również fizjologia. Mechanizm na poziomie biologicznym jest podobny do tego, który cementuje relację miłosną między partnerami. Po udanym porodzie w organizmie matki jest tyle oksytocyny co po długim orgazmie. Jest ona także we krwi dziecka. Dzięki oksytocynie oboje psychologicznie się na siebie „otwierają”, są wobec siebie ufni, jest im ze sobą miło. To m.in. dlatego nie używam sformułowania „instynkt macierzyński” – bo „instynkt” zakłada jednokierunkowy wektor: od matki do dziecka. Tymczasem to działa wzajemnie – matka wiąże się z dzieckiem, a dziecko z matką. I dziecko w tym procesie wiele inicjuje! Ono się przysysa do piersi, szuka twarzy matki i się w nią wpatruje, uspokaja się przy matce, co jest dla niej bardzo nagradzające. Więc najpierw chodzi o to, żeby tego malca nie porzucić. Jemu też na tym zależy, dlatego tak się uspokaja, kiedy czuje fizyczny kontakt. Chce być noszony, przylega do nas, mocno chwyta palec. Ludzkie dziecko jest przecież kompletnie bezradne, nie przetrwałoby samo.
Potem więź służy coraz szerzej rozumianemu bezpieczeństwu. Dziecko może się rozwijać, uczyć nowych rzeczy – czyli ryzykować, poznawać to, co nieznane – tylko wtedy, kiedy czuje się bezpiecznie.
Warto dodać, że więź tworzymy latami (jak w każdym ważnym związku), ale tu mówię o wadze tego często niedocenianego początku, który może być trampoliną do macierzyństwa, tak jak romantyczne zakochanie może być trampoliną do udanego związku partnerskiego.
fragment rozmowy dla Krytyki Politycznej
obraz: Infant's Repast - Study of a Mother and Child, 184 by Ford Madox Brown