03/09/2026
Dzisiaj byłam w knajpie, z której czasami biorę obiad do domu, szczególnie kiedy długo pracuję. Przede mną stała mama z córką, dziewczynką mniej więcej w wieku przedszkolnym.
Mama czyta menu: „Dzisiaj jest krem z pomidorów. Taka gęstsza pomidorowa, ale ty pewnie nie zjesz”.
Za chwilę pyta o kurczaka. „W jakim jest sosie? Ciemnym czy jasnym?”. Słyszy, że w jasnym i od razu odpowiada: „Aaa, to córka nie zje”.
Po chwili dodaje: „No nie mam ci co wziąć, bo ty nic nie zjesz”.
I wtedy dziewczynka sama mówi: „Mamo, a co jest? Chciałabym spróbować tej zupy z pomidorów”.
Mama odpowiada: „Nie wezmę, bo i tak nie zjesz”.
I pomyślałam sobie, ile jest w tej jednej, zwyczajnej sytuacji. Bo czasami to nie dziecko mówi „nie zjem”. To my, dorośli, mówimy to za nie.
Zakładamy, że czegoś nie będzie chciało, bo wcześniej nie jadło. Wybieramy tylko to, co bezpieczne i sprawdzone. Nie proponujemy, bo szkoda jedzenia, pieniędzy albo boimy się, że dziecko będzie głodne.
I naprawdę rozumiem, skąd to się bierze. Szczególnie kiedy rodzic od dawna mierzy się z wybiórczością i ma za sobą setki odrzuconych posiłków. Tylko że możemy w ten sposób nieświadomie zgasić coś bardzo ważnego: ciekawość jedzenia.
Ta dziewczynka SAMA chciała spróbować. Nie trzeba było jej namawiać, przekupywać deserem ani prosić o „jedną łyżeczkę”. Wystarczyło pozwolić jej być ciekawą. Dziecko może czegoś nie jeść przez pół roku, a dzisiaj chcieć spróbować. Może spróbować i nadal nie polubić. Może zjeść jedną łyżeczkę i powiedzieć „nie”. I to też jest OK. Naszą rolą jest proponować jedzenie i stwarzać okazję do poznawania go. Dziecko natomiast powinno móc zdecydować, czy zje i ile zje. Nie decydujmy za nie, zanim w ogóle dostanie szansę. Zamiast: „Nie wezmę, bo i tak nie zjesz”, spróbujmy: „Nie wiem, czy będzie Ci smakowało. Możesz spróbować i sama zdecydować”. Czasami kilka naszych słów wystarczy, żeby zostawić dziecku ciekawość, sprawczość i odwagę do próbowania.