Wu Wei - medycyna chińska

Wu Wei - medycyna chińska „Wu Wei” to sztuka nie przeciwdziałania. Pomagam rozumieć i żegnać lub łagodzić swoje dolegliwości

22/06/2026

POST DLA TERAPEUTÓW MEDYCYNY CHIŃSKIEJ

📢 Powstaje Polska Izba Akupunktury i Medycyny Chińskiej!
Już jutro, 23 czerwca o godz. 18:00, odbędzie się Zebranie Założycielskie — i możesz znaleźć się w gronie jej Założycieli.
👉 Rejestracja i szczegóły:
- Spotkanie na ZOOM-ie - https://us06web.zoom.us/meeting/register/e6Kff4vXQTm7lcu5SzlSeA?sc=4160810589d3486612c68570e2f4e09cc715b3735 #/registration
- Statut Izby - https://drive.google.com/file/d/1x3n3vKyip39Ihjv0h8qULma7MfsqFIZg/view?sc=4160810589d3486612c68570e2f4e09cc715b3735
- Oświadczenie (ważne by podpisać i wysłać przed spotkaniem założycielskim na [email protected]) - https://drive.google.com/file/d/1i_gqIXf5c9pzgOfWD1iwuZYBLFmcZFEg/view?sc=4160810589d3486612c68570e2f4e09cc715b3735
- Strona główna izby - https://www.izbatcm.pl/

WHO uznaje akupunkturę jako formę medycyny tradycyjnej. Opublikowało oficjalne wytyczne i benchmarki dla praktyki akupunktury: https://www.who.int/publications/i/item/978-92-4-001688-0Obecnie pracujemy nad tłumaczeniem na j. polski.

Wczoraj w pomasażowej rozmowie z niezrównaną w dotyku dłonią i sercem Dominika Bartuś (Lomi Domi Dominika) gawędziłyśmy ...
22/05/2026

Wczoraj w pomasażowej rozmowie z niezrównaną w dotyku dłonią i sercem Dominika Bartuś (Lomi Domi Dominika) gawędziłyśmy o „życku”, o zdrowiu i o mieszkaniach, o najmie, można by rzec o nieruchomościach, co przypomniało mi ten wpis prawie że sprzed naszej ery 😉 Wpis taki trochę osobisty, bardziej z dziennika niż na fejsbuka, ale - jak zwykle - zawiera alegorię, która pomaga spojrzeć na zdrowie z jeszcze jednej, może nowej perspektywy.

ODPOWIEDZIALNOŚĆ ZA ZDROWIE

Zdrowie nie jest stanem. Jest drogą. Czasem prostą, czasem z serpentynami. Drogą, na której są piękne widoki i przepaście, szerokie szosy i wąskie ścieżki, płynące rzeki i rwące strumyki. Jak tą drogą kroczyć by nią się cieszyć?

Przede wszystkim odpowiedzialnie. Nie-nie, odpowiedzialność to nie jest obowiązek wobec innych. Odpowiedzialność to punkt widzenia, to światopogląd.

Mała alegoryczna dygresja... zobaczmy siebie w tym jak zmienaiją się nasze role i nasz punkt widzenia w zależności od tej roli względem.... nieruchomości 😉

Większości z nas przyszło w swoim życiu wynajmować mieszkania. Gdy zatyka się kibel lub psuje się okno, w roli i z pozycji Najemcy dzwonimy do właściciela: „Prosze Pana, okno było zepsute. Coś jest nie tak z kiblem, prosze jak najszybciej naprawić! Tak nie może być!” Gdy sąsiad za ścianą bierze się za remont, na klatce kurz, hałas nie do zniesienia, dzwonimy do właściciela: „Niech Pan z nim porozmawia, niech Pan coś zrobi, tak nie może być!”

W końcu stwierdzamy że nie ma sensu płacić komuś czynsz przez całe życie (lepiej go połowę banku 😉 ), i kupujemy swoje. Nadchodzi dzień gdy zatyka się kibel i psuje się okno. Nie ma winnego ani odpowiedzialnego, trzeba po prostu zabrać się za naprawę. W roli i z pozycji Właściciela, szukamy wykonawcy, dzwonimy, umawiamy się, płacimy. Gdy sąsiad rozpoczyna remont, wiedząc że sami niegdyś ten remont robiliśmy i oni też to znosili, w większym lub mniejszym spokoju przyjmujemy konieczność przetrwania remontu sąsiada. Okazuje się że tak po prostu jest, a więc i może być!

Odpowiedzialność za swoje zdrowie, to postrzeganie siebie jako Właściciela, a nie Najemcy swojego ciała i zdrowia. To przede wszystkim uznawanie że tak jak jest ma prawo być! Można chcieć to zmienić i to zmieniać, lecz nie ma winnych tego co odczuwamy. Nikt inny tego nie zmieni. Gdy zatka mi się w łazience, mogę użyć środek przeczyszczający, ale jak długo nie zrozumiem w jaki sposób sprawiłam sobie to zatkanie i nie zmienię sposobu traktowania siebie (żywienia, spania, ruchu, uważności wobec siebie), to będę cały czas pogłębiać swój kłopot biegając do apteki po „Kreta”. Jak nie zrozumiem że delikatniejsze obycie się z oknami wydłuża im życie bez naprawy, to będę je naprawiać co rok aż będę musiała całkowicie wymienić, każdorazowo winiąc naprawiającego czy lekarza za „kiepską” robotę.

Życzę nam sprawnego i przyjemnego zamieszkiwania naszych ciał w roli Właścicieli 🙂 Niech ta droga nas cieszy.

P.S. Taoistyczna koncepcja Wu Wej działania przez niedziałanie polega właśnie na akceptacji stanu istniejacego. Czyli tego że tak jak jest może być! Nie wyklucza ona działania by to jak jest i ma prawo być mogło się stać takim jak chcemy 🙂 Wręcz naodwrót, daje nam większą sprawczość, bo nie tracimy energii na spieranie się z rzeczywistością.

zdjęcie: places2visit

WIOSENNE ODROBACZANIE… NAPRAWDĘ?!Już siódma osoba w ostatnie trzy tygodnie prosi mnie o wskazówki, jak ma się odrobaczyć...
14/04/2026

WIOSENNE ODROBACZANIE… NAPRAWDĘ?!

Już siódma osoba w ostatnie trzy tygodnie prosi mnie o wskazówki, jak ma się odrobaczyć tej wiosny…
- A dlaczego chce się Pani odrobaczać?
- Przecież wiosna to najlepszy do tego czas, wszyscy tak mówią. Oczyszczanie Wątroby i odrobaczanie.
- Nie jest to najlepszy pomysł. Szczególnie wiosną.

Spróbuję Wam wyjaśnić dlaczego.

➡️Po pierwsze, warto rozróżniać ODROBACZANIE a PROFILAKTYKĘ PRZECIWPASOŻYTNICZĄ. Różnica ta przede wszystkim polega na intensywności działania. Oczywistym jest, że odrobaczania potrzebuje ten, kto jest zarobaczony, ma potwierdzoną robaczycę (helmintozę) lub inną formę parazytozy.
➡️Po drugie, odrobaczanie - lekami czy ziołami - często wiążę się z toksycznością substancji przeciwpasożytniczych, a to często obciąża w pierwszej kolejności właśnie Wątrobę, którą wiosną trzeba oDciązać, nie oBciążać.
➡️Po trzecie, sporo ziół przeciwpasożytniczych jest gorzkie, a Wątroba wiosną potrzebuje tylko trochę smaku gorzkiego: równoważąco, harmonizująco. Gorzki smak kieruje energię w dół, a naturalny ruch energii na wiosnę to ku górze i jest to kierunek ruchu, którym zarządza Wątroba. Dlatego wiosenne odrobaczanie „na wszelki wypadek” to serwowanie sobie intensywnej goryczy, czyli walka z tym, co naturalne!

✳️Jeśli podejrzewa się pasożyty i są ku temu objawy (bóle brzucha, nudności, zaburzone wypróżnienia, czasem utrata wagi, świąd), to warto to najpierw potwierdzić badaniami w odpowiednich laboratoriach (nieraz da się to zrobić wysyłkowo), a dopiero wtedy brać się za odrobaczanie. I wtedy naprawdę lepiej nie czekać do wiosny, lecz działać natychmiast, niezależnie od pory roku i działać docelowo, na konkretne pasożyty.
✳️Jeśli chcemy działać profilaktycznie, czyli ZAPOBIEGAWCZO, to nie nazywajmy tego odrobaczaniem. Jest różnica pomiędzy zabijaniem licznie obecnych pasożytów, a tworzeniem i pielęgnowaniem środowiska niesprzyjającego ich rozwoju i namnażaniu się.

W zakresie profilaktycznym mamy wiele możliwości. Zioła o działaniu przeciwpasożytniczym (antiparasiticum, anthelminticum) są jedną z nich, lecz stosujemy je w mniejszych dawkach, co pozwala zażywać je dłużej, niż przy akcji odrobaczania. No i nie mniej ważne: na wiosnę wybieramy te mniej toksyczne dla wątroby.
⛔️To znaczy, że wiosna to NIE jest czas na nalewkę z orzechów włoskich (juglon), ani na wrotycz czy piołun (tujon). Z tymi ziółkami proponowałabym poczekać do czasu gdy surowiec pojawi się w naturze: czyli gdy czerwcowa nalewka z orzechów dojrzeje na przełomie czerwca i lipca, a wrotycz zakwitnie w sierpniu. Wtedy, robiąc swoją toksyczną dla pasożytów robotę, te zioła nie obciążą nam Wątroby tak, jak w czasie gdy jest najbardziej aktywna, wrażliwa i potrzebuje lekkości. I pamietajmy, że to dawka sprawia czy zioło jest trucizną czy lekarstwem.

W łagodnym, niskodawkowym działaniu profilaktycznym WIOSNĄ lepiej zażywać zioła dużo mniej toksyczne dla nas, a sprawiające spory dyskomfort „pasażerom na gapę”, gdyby im się zechciało sprawdzić jak im posmakujemy. Są to na przykład:

✅GOŹDZIK - możemy go gryźć i pić napary (zaparzamy w termosie, ale niezbyt długo i popijamy przez dzień; działa na pierwotniaki, oraz jaja i larwy nicieni;
✅TYMIANEK - w naparze przez dzień lub w nalewce (ok. 10ml na czczo, ale po przynajmniej szklance cieplej wody rano); działa na nicienie i pierwotniaki;
✅MACIERZANKA - mniej intensywna w działaniu, ale o wiele przyjemniejsza w smaku jako herbatka; popijając ją regularnie, codziennie zamiast herbaty mamy szansę zażyć więcej tymolu i nawet karwakrolu niż zapominając pić mało przyjemny w smaku napar z tymianku 😉 Pijmy świeżo po zaparzeniu by korzystać z olejków eterycznych, które szybko ulatniają się;
✅ŚWIEŻE PESTKI DYNI - mój absolutny faworyt, bo smaczne i zupełnie dla nas nietoksyczne (trudno zjeść taką ilość, która byłaby drażniąca). Kupne, suszone, czasem z wyższej temperaturze, czasem poddane obróbce gazem by zapobiec pleśni i insektom, zawierają zbyt mało kukurbitacyny; to samo tyczy się oleju dyniowego. Pestki muszą być świeże. Świetna opcja, jeśli masz ogród i uprawiasz dynie; w mojej spiżarni wytrzymują do maja. Przez całą zimę i wiosnę łuskamy sobie pestki co parę tygodni. To jest znane zioło medycyny chińskiej; działa na owsiki i tasiemce.
✅KURKUMA - nie lubią jej przywry i niektóre inne pasożyty tkankowe. Warto po prostu regularnie, przez cały rok dodawać do każdej zupy, razem z pieprzem lub papryczką chili (piperyna i kapsaicyna sprawiają kurkuminę przyswajalną, więc ich dodawanie to absolutny must); ja zupy dzielę na te z kurkumą i te bez (https://wu-wei.pl/zupy-lista-pomyslow/). Gdybyśmy poczuli potrzebę większej dawki, to polecam ajurwedyjskie „złote mleko” z pieprzem i imbirem (lecz na kupnym mleku roślinnym, np owsianym czy ryżowym, ryzykujemy zażyć sporo substancji słodzących, które będą działały pro-pasożytniczo! czytajmy etykiety).

Jeśli z jakiegoś powodu potrzebujesz zadziałać mocniej - np. pasożyty wykryto u kogoś z domowników, lub masz kontakt z małym dzieckiem, które lubi całować się z pieskami i kotkami, lub wiesz, że masz za sobą bogaty w słodycze czas i cukrożerne drobnoustroje rozszalały się i wyraźnie nasiliły Ci łaknienie na słodkie, to rozważ:
✅OLEJEK OREGANO - ❗️bardzo OSTROŻNIE! - musi być rozcieńczany w oleju, ponieważ bez tego poparzy śluzówkę przełyku, żołądka i jelit. W wodzie nie rozpuści się i też poparzy. Zażywamy jedną, maksymalnie dwie kropli olejku eterycznego na łyżce oleju bazowego (polecam lniany z dyniowym, ale sprawdzi się każdy). Co parę miesięcy - przez 7-10 dni. Działa na pierwotniaki, nicienie i niektóre pasożyty tkankowe. Karwakrol w małych dawkach działa na wątrobę wręcz ochronnie, więc to też dobra opcja na wiosnę.

PROFILAKTYKA = odpowiednia DIETA. Pamiętaj, że pasożytom sprzyja dieta bogata w węglowodany proste. A więc zamiast regularnie się odrobaczać „na wszelki wypadek”, zastąp sporą cześć pieczywa (węgle proste) kaszami (węgle złożone), ogranicz cukier i słodycze i unikaj tych sklepowych (syrop glukozowo-fruktozowy + niezdrowe tłuszcze + pszenica), a w daniach używaj ziół. Podstawowe przyprawy już wspomniane - goździk, kurkuma, tymianek, jak również majeranek, kminek, ziele angielskie, liść laurowy, kolendra, imbir, pieprz czarny, papryczka chili - wszystkie sprawią pobyt u nas w jelitach mało zachęcającym dla „pasażerów na gapę”.

Przypomnę że ✅CZOSNEK - surowy, świeżo rozgnieciony - jest potężnym ziołem przeciwpasożytniczym (owsiki, glisty, niektóre pierwotniaki), i trzeba z jednej strony pilnować by go co jakiś czas w tej surowej postaci zażyć, ale również by nie przesadzić z ilością, bo potrafi wyraźnie podrażnić żołądek (nie dziwota, że nie podoba się pasożytom). Po obróbce termicznej czosnek tego działania już nie ma.

‼️Pamietajmy, by z rozwagą i dystansem podchodzić do wszelkich treści w mediach społecznościowych. Tak, do tego postu też. Nie jestem parazytologiem, nie jestem lekarzem i nic z tego, co tu piszę, nie zastępuje porady lekarza.
‼️Działania przeciwpasożytnicze U DZIECI to szczególnie uważny dobór substancji i leków ziołowych; nie róbmy tego na podstawie postów na FB czy IG.

Dobrego zdrowia Wam życzę - z lekką Wątrobą i bez „towarzyszy podróży” ;-)

POŚWIĄTECZNIE - REFLEKSYJNIE i plastykowoMinęło już ładnie ponad dwadzieścia lat, od mojej pierwszej Wielkanocy w Polsce...
07/04/2026

POŚWIĄTECZNIE - REFLEKSYJNIE i plastykowo

Minęło już ładnie ponad dwadzieścia lat, od mojej pierwszej Wielkanocy w Polsce, gdy świętując ją, przyglądałam się z ciekawością tej tradycji. Polska miała za trzy tygodnie wejść do Unii. Studiowałam wtedy w Krakowie, większość studentów powyjeżdżała. Postanowiłyśmy z koleżanką - Amerykanką - spędzić to święto razem. Obie, wychowując się poza Polską, nie miałyśmy bezpośredniego dostępu do tej tradycji naszych przodków i chciałyśmy jej doświadczyć w pełni. Dużo wypytywałyśmy znajomych na ten temat, i postanowiłyśmy wybrać się w sobotę ze święconką do kościoła Mariackiego.

Mówiono nam, że w sobotę święci się to, co będzie się jadło na niedzielne - świąteczne - śniadanie. Że kosz, że przykrywa się serwetką, że święci się zwykle jaja, kiełbasę, chleb, sól. Ani ja, ani koleżanka nie byłyśmy od kiełbasy; koleżance raczej widziały się na śniadanie naleśniki. Tak więc zakupiłyśmy porządny wiklinowy kosz, a w nim wyładowały: opakowanie jaj ze sklepu, opakowanie mąki, butelka mleka i, jak pamietam, dwie duże czerwone papryki (zawsze warto jakieś warzywko na śniadanie zjeść!). I zgodnie z sugestią znajomych - solniczka. Przykryłyśmy kuchennym ręcznikiem. 😅😁

Koleżanka nie mówiła po polsku ani trochę, ja jeszcze go się uczyłam; rozmowy ze znajomymi odbywały się po angielsku. A po angielsku „kosz”, „koszyk” czy „koszyczek” to wszystko „basket” i wszystko mu jedno - duży czy mały. Do tego, mało, kto z naszych rozmówców umiał znaleść odpowiednie słowo by opisać po angielsku piękną haftowaną białą serwetkę, więc używali słów, które niosą znaczenie „ręcznik”, „szmatka”, „ścierka”🤣O gałązkach bukszpanu, już nie wspomnę: nawet gdyby ktokolwiek wiedział, że to „boxwood”, to my nie wiedziałybyśmy, o co im chodzi. Tak, o to, dostałyśmy podstawowe informacje o treści tego rytuału, a forma gdzieś pomiędzy słowami się zgubiła.

Pogoda - jak i w tym roku - była idealna. Przyjemny i długi wiosenny spacerek z pod Hali Targowej na Rynek uświadomił nam jednak jak daleko byłyśmy od współczesnej „tradycyjnej” wizji święconki. Koszyczki w rękach innych spacerowiczów zmierzających do kościoła wyglądały nieco inaczej. Ja wtedy jeszcze takimi rzeczami się przejmowałam, wstydziłam się na maksa i uważałam święto za zmarnowane. Pod Mariackim, trzeba było nasz ogromniasty kosz z paroma kilogramami prowiantu wysoko podnieść, jeśli chciałyśmy, by te kilka kropli wody święconej z kropidła spadło nie tylko nam na włosy, lecz na nasze niedzielne śniadanie też. Paliłam się ze wstydu, nie wiedząc, gdzie schować oczy. Moja starsza koleżanka, nieco już mądrzejsza wiekiem, ewidentne przejmowała się mniej.

I teraz, te dwadzieścia parę lat później, ja bym już też się nie przejmowała. W końcu, często jest tak, że za formą traci się treść. Oglądałam w minioną sobotę i przez cały przedświąteczny okres ogrom plastykowych żonkili i forsycji, udawanych jaj na patyczkach, foliowych listków „trawy” pożyczonych z zestawów sushi, sztucznych bazi. Po tym jak ćma bukszpanowa pozjadała do cna prawie cały bukszpan w Polsce, nawet ten symbol życia i nadziei zamienił się na plastykowy… Nie mogłam wyjść z podziwu jak szybko ta „tradycyjna” forma, której nie wyłapałam z pomiędzy słów 20 lat temu, zaważyła na tym, że święto zmartwychwstania, święto odrodzenia ŻYCIA potrafimy zbiorowo świętować plastykiem, w którym życia nie ma ani na grosz. O pozostałych elementach tej formy oddzielonej od treści rozwodzić się nie będę, każdy z nas ma swoje obserwacje i umiejętności oddzielania ziarna od plew.

Ja w te święta bardzo mocno byłam z myślą, że zima, po której zawsze i niezmiennie przychodzi wiosna, to nie tylko spokojny letarg natury. Nasze indywidualne i bardzo osobiste ODRODZENIA nie raz przeżywaliśmy odbijając się od dna cierpienia, depresji, rozpaczy. Pewnego rozpadu - a nawet destrukcji - starych schematów, przyzwyczajeń, dających poczucie bezpieczeństwa nawyków. Jezus, w końcu, z martwych wstając, nie wybudził się ze spokojnego snu, lecz odrodził się po ukrzyżowaniu. Przez ludzi.

Ten trudny- przerażający wręcz - czas okrucieństwa, wojen: jednej, drugiej, trzeciej; Ukraina, Palestyna, Iran - jest o destrukcji starego świata, czegoś, co było dającym poczucie „bezpieczeństwa” nawykiem i wciąż dla wielu z nas jest. Wiele koncepcji postrzegaliśmy za ponadczasowe, a one przestały zdawać egzamin… Nie ma odrodzenia Życia bez śmierci. Nie da się świętować odrodzenia Życia, zamykając oczy na smierć, udając że życie jest wieczne jak plastykowy żonkil czy styropianowe j**o. Jest wieczne poprzez smierć i odrodzenie. Świat, jaki znamy, umiera. I niewątpliwie odrodzi się. Na to, jak to się dzieje, mamy swój wpływ, swój w tym udział. Każdy z osobna, i w większym gronie.

O tym większym gronie….Może uda mi się w końcu urodzić post, o tym jak - w moim zrozumieniu - tegoroczna energia Ognia i Wody (pamiętacie jeszcze o tym wielkim ruchu Wody aktywnej?!) może mieć wpływ na to, co się dzieje i jak możemy z niej najmądrzej korzystać w obliczu wydarzeń historycznych, którym świadkujemy… Wiosna w ogrodzie temu postu nie sprzyja, lecę na grządki, słoneczko przygrzewa!

Zdjęcie: empik.com

Ląduję… W nocy wróciłam z 3-dniowego wyjazdu, który dla mnie obejmował walne zgromadzenie Europejskiego Stowarzyszenia T...
09/03/2026

Ląduję… W nocy wróciłam z 3-dniowego wyjazdu, który dla mnie obejmował walne zgromadzenie Europejskiego Stowarzyszenia Tradycyjnej Medycyny Chinskiej (ETCMA) oraz konferencję „Zdrowie kobiety w Medycynie Chinskiej” z okazji dnia Kobiet. Pierwsze spotkanie połączyło w dyskusjach i dzieleniu się wyzwaniami i doświadczeniem około 30 przedstawicieli stowarzyszeń Medycyny Chinskiej z całej Europy, drugie - blisko 100 kobiet praktykujących medycynę chińską w Polsce, głównie akupunkturę. Wszelkich inspiracji i wzruszeń nie da się opisać, ale niektórymi zamierzam niedługo się podzielić. Stay tuned!

MIESIĄCZKA A KSIĘŻYCPrzedwczoraj pisałam tu między innymi o tym, że ŻYCIE zadziewa się w czasie, a czas jest wyrazem cyk...
19/02/2026

MIESIĄCZKA A KSIĘŻYC

Przedwczoraj pisałam tu między innymi o tym, że ŻYCIE zadziewa się w czasie, a czas jest wyrazem cyklicznego rytmu, powstającego w relacji Ziemi ze Słońcem i Księżycem. Pewnie nie umknęło Waszej uwadze, że chiński Nowy Rok - rok lunarny - zawsze przychodzi w nów, drugi nów po przesileniu zimowym. I mam do Was - kobiet - pytanie, na końcu tej historyjki z księżycem powiązane.

Na samym początku stycznia zgłosiła się do mnie osiemnastoletnia dziewczyna z zanikiem miesiączki, której nie miała już OD DWÓCH LAT. Pierwszego okresu dostała w wieku 12 lat, ale po 4 latach jej zanikła. Próby pobudzenia jej hormonalnie pod okiem ginekologa przez ostatni rok niestety nie przyniosły efektu. Spisałam jej recepturę ziołową do picia, wykonałam zabieg akupunktury i na kolejne 3 umówiłam dopiero na za dwa tygodnie. Było tuż przed pełnią, a mi zależało by zabiegi przypadły na okres między nowiem a pełnią. Uprzedziłam, że ta praca może nam zająć dwa-trzy miesiące, ale umawiać się na zabiegi będziemy zawsze tylko w okresie rosnącego księżyca. Ziółka dostarczono dopiero po wszelkich dniach wolnych, więc zaczęła je pić 8go stycznia, a dwa tygodnie później, gdy przyszła na trzeci zabieg, już krwawiła. Wykonałam jeszcze jeden zabieg i zleciłam zioła ponownie na 3 tygodnie. Dziś dostałam wiadomość że kolejna już miesiączka przyszła planowo. Tak jak ostatnio, niedługo po nowiu. Kocham swoją komplementarną i nie zastępującą porady lekarza pracę. ❤️

Jak myślicie, czy miesiączka ma rzeczywiste połączenie z księżycem, nowiami, pełniami? Metodami naukowymi żadnej takiej zależności czy korelacji nie stwierdzono. I choć ten post może brzmieć tak, jakbym była całkowicie przekonana o takiej zależności, to wcale takiej pewności nie mam (jest to bardziej przekonanie i wiara, niż 100%-owa pewność). A Ty masz? Czy w Twoim osobistym doświadczeniu, w Twojej własnej relacji ze swoją macicą, zauważasz wpływ faz księżyca? Będę serdecznie wdzięczna za odzew w komentarzu.

Zdjęcie: Dmitry Ganin / unsplash.com

Adres

Ul. Tysiąclecia 10
Debica
39-200

Strona Internetowa

Ostrzeżenia

Bądź na bieżąco i daj nam wysłać e-mail, gdy Wu Wei - medycyna chińska umieści wiadomości i promocje. Twój adres e-mail nie zostanie wykorzystany do żadnego innego celu i możesz zrezygnować z subskrypcji w dowolnym momencie.

Skontaktuj Się Z Praktyka

Wyślij wiadomość do Wu Wei - medycyna chińska:

Udostępnij