10/08/2026
Są historie, o których trzeba mówić głośno. Nie po to, żeby osądzać. Po to, żeby coś zmienić.
Ostatnio dla Panoramy komentowałam historię małej Mai – dziewczynki z FAS, która nie mogła opuścić hospicjum, ponieważ rodzina zastępcza, która miała się nią zaopiekować, ostatecznie zrezygnowała z podjęcia opieki.
To historia, która wywołuje ogromne emocje. I trudno się temu dziwić.
Ale właśnie w takich sytuacjach warto wyjść poza emocje i pytanie: „Jak można zrezygnować z dziecka?”. Znacznie ważniejsze wydaje mi się inne pytanie:
Co możemy zrobić, żeby do takich sytuacji dochodziło jak najrzadziej?
Od jakiegoś czasu mam okazję pracować szkoleniowo z rodzinami zastępczymi. Spotykam ludzi niezwykle zaangażowanych, którzy każdego dnia mierzą się z konsekwencjami doświadczeń, z jakimi dzieci trafiły do ich domów. Widzę ogrom miłości i determinacji, ale widzę również zmęczenie, bezradność i momenty, w których dobre chęci po prostu nie wystarczają.
Szczególnym wyzwaniem może być opieka nad dzieckiem z FAS/FASD. Trudności z regulacją emocji, koncentracją i pamięcią, rozumieniem konsekwencji, uczeniem się czy funkcjonowaniem społecznym mogą sprawiać, że rodzicielstwo wymaga ogromnej wiedzy, cierpliwości i profesjonalnego wsparcia.
Dlatego rodziny zastępcze powinny być nie tylko dobrze przygotowane do swojej roli, ale przede wszystkim nie mogą zostawać same, kiedy zaczynają się problemy.
Potrzebujemy szkoleń, dostępu do specjalistów, wsparcia psychologicznego i terapeutycznego, pomocy wytchnieniowej, grup wsparcia, ale również miejsca, w którym rodzic zastępczy może powiedzieć: „Nie radzę sobie. Potrzebuję pomocy” – zanim pojawi się decyzja o rezygnacji.
I właśnie dlatego warto nagłaśniać takie historie.
Nie po to, by urządzać publiczny sąd nad konkretną rodziną. Nie znamy wszystkich okoliczności i nie wiemy, z czym mierzyli się ci ludzie.
Nagłaśnianie ma sens wtedy, kiedy prowadzi do rozmowy o rozwiązaniach. Kiedy przypomina, że za każdą taką historią jest przede wszystkim dziecko, które potrzebuje bezpieczeństwa i stabilności, ale także rodzina, która potrzebuje wiedzy, przygotowania i realnego wsparcia.
Media mogą w takich sytuacjach zrobić coś bardzo ważnego – nie tylko opowiedzieć poruszającą historię, ale zwrócić uwagę na problem, który dotyczy znacznie większej liczby dzieci i rodzin.
Bo być może najważniejsze pytanie po historii Mai nie brzmi:
„Kto zawinił?”
Ale:
„Co jako społeczeństwo i system możemy zrobić wcześniej, żeby kolejne dziecko i kolejna rodzina nie znalazły się w podobnej sytuacji?”
I mam nadzieję, że właśnie taka rozmowa pozostanie z nami na dłużej niż jeden materiał telewizyjny.😇