28/08/2026
📘 Zrozumieć uzależnienie | Część 4
Marek był przekonany, że kiedy przestanie pić, wszystko zacznie się układać. Nie przewidział tylko jednego co zrobi ze sobą, kiedy już nie będzie miał gdzie uciec.
Przez pierwsze dni nawet czuł satysfakcję. Kolejny wieczór bez alkoholu, kolejny poranek bez kaca. Rodzina patrzyła na niego trochę inaczej. Sam zaczynał wierzyć, że może tym razem naprawdę się uda. Powtarzał sobie: „Widzisz? Wystarczyło przestać.” Tylko że kilka dni później wrócił do domu po ciężkim dniu. Problemy w pracy, nieprzyjemna rozmowa, zmęczenie. W domu też nie było najlepiej. Partnerka odpowiedziała chłodno, nadal mu nie ufała. Marek usiadł przy kuchennym stole i poczuł napięcie, które doskonale znał. Kiedyś wiedział, co zrobić. Otworzyć butelkę. Pierwszy kieliszek nie rozwiązywał problemów, ale po chwili przestawały być aż tak ważne. Drugi wyciszał głowę. Później łatwiej było powiedzieć sobie: „Jutro się tym zajmę.” Tym razem nie było alkoholu. Był stół, cisza i on sam.
I wtedy zaczęło do niego docierać, że przez lata alkohol nie był wyłącznie czymś, co pił. Stał się sposobem, w jaki nauczył się radzić sobie z życiem. Kiedy był zestresowany - pił. Kiedy był zły - pił. Kiedy czuł się samotny- pił. Kiedy coś mu nie wychodziło - pił. Alkohol był odpowiedzią na coraz większą liczbę pytań, a teraz odpowiedź zniknęła. Zostały pytania. Co zrobić ze złością? Jak poradzić sobie z napięciem? Jak zasnąć, kiedy myśli nie chcą się wyłączyć? Co zrobić z poczuciem winy za rzeczy, których nie można już cofnąć? Jak rozmawiać z bliskimi, którzy nie uwierzą w kolejne „teraz będzie inaczej”? Marek zaczął nawet zastanawiać się, dlaczego momentami czuje się gorzej, skoro przecież robi dokładnie to, czego wszyscy od niego oczekiwali. Nie pije. Czy nie właśnie o to chodziło?
W tym miejscu kryje się coś, czego z zewnątrz bardzo łatwo nie zauważyć. Odstawienie nałogu i nauczenie się życia bez niego to nie zawsze to samo. I nie dotyczy to wyłącznie alkoholu. Dla jednej osoby sposobem na ucieczkę będzie narkotyk, dla innej lek, który pozwala uspokoić ciało i głowę. Ktoś inny będzie godzinami grał, bo napięcie i adrenalina pozwalają przez chwilę nie myśleć o problemach, długach czy samotności. Z czasem człowiek może przestać pytać siebie: „Co właściwie czuję i czego potrzebuję?” Pojawia się prostsza odpowiedź: zrób coś, żeby przestać to czuć.
I dlatego początek zdrowienia potrafi być tak zaskakujący. Człowiek usuwa ze swojego życia coś, co go niszczyło, ale jednocześnie traci sposób, którym przez lata próbował radzić sobie z własnymi emocjami. Problemy przecież nie znikają w dniu, w którym przestajesz pić, brać, grać czy nadużywać leków. Szef nadal może doprowadzić Cię do szału. Partner może powiedzieć coś, co zaboli. Rachunki nadal trzeba zapłacić. Relacje nie naprawiają się przez jedną noc. Wstyd nie znika po tygodniu abstynencji, a poczucie winy nie rozpływa się dlatego, że powiedziałeś sobie: „od dzisiaj koniec”.
Dla Marka najtrudniejsze okazały się jednak zwyczajne wieczory. Wcześniej zawsze coś było. Spotkanie, alkohol, planowanie, gdzie kupić, samo picie, dochodzenie do siebie, obiecywanie poprawy, kolejna próba kontrolowania. Cały ten chaos zajmował ogromną część jego życia. Kiedy zaczął znikać, pojawiła się cisza. I Marek odkrył, że nie bardzo wie, co z nią zrobić. Na terapii zaczął rozumieć, że jego zadaniem nie jest stworzenie życia, w którym już nigdy nie będzie źle. Takiego życia nie ma. Musi nauczyć się czegoś znacznie trudniejszego- przeżyć gorszy dzień i nie uciec.
Powiedzieć „jestem wściekły”, zanim złość zamieni się w działanie, którego będzie żałował. Powiedzieć „boję się”, zamiast przykrywać strach kolejną substancją. Zadzwonić do kogoś, kiedy pojawia się kryzys. Wyjść na spacer. Pójść na trening. Porozmawiać. Czasem po prostu zaakceptować, że dzisiejszy dzień jest fatalny i nie trzeba natychmiast robić czegoś, żeby przestał taki być. Dla kogoś z boku może to brzmieć banalnie. Dla człowieka, który przez lata miał swój „przycisk” pozwalający na chwilę wyłączyć rzeczywistość, to może być nauka życia niemal od początku.
Po pewnym czasie Marek zauważył jeszcze jedną rzecz. Emocje, których tak bardzo się bał, nie trwały wiecznie. Złość przychodziła i odchodziła. Napięcie rosło, ale później spadało. Zdarzały się beznadziejne wieczory, po których następował całkiem normalny poranek. Problem, który o 22:00 wydawał się nie do zniesienia, następnego dnia nadal istniał, ale można było spróbować go rozwiązać. Nie każdą emocję trzeba natychmiast uciszyć. Niektóre trzeba po prostu przeżyć.
I chyba właśnie tutaj historia Marka przestaje być wyłącznie historią o niepiciu. Bo zdrowienie nie oznacza, że człowiek od teraz będzie szczęśliwy każdego dnia. Nie oznacza też życia pozbawionego stresu, konfliktów, samotności czy rozczarowań. Chodzi o to, żeby kiedy one przyjdą, człowiek miał więcej niż jedną odpowiedź. Nie tylko butelkę, narkotyk, tabletkę czy grę. Może mieć rozmowę, ruch, terapię, drugiego człowieka, własne sposoby radzenia sobie z napięciem, a z czasem również doświadczenie, które pozwoli mu powiedzieć: „Już kiedyś tak się czułem. Było ciężko. Ale przeszło. I nie musiałem się niszczyć, żeby przez to przejść.”
Dlatego terapia uzależnień nie może kończyć się na zdaniu: „Nie rób tego więcej.” Trzeba odpowiedzieć na znacznie ważniejsze pytanie: „Co zrobisz następnym razem, kiedy życie znowu zaboli?” Bo zaboli. Każdego z nas czasami boli. Różnica zaczyna pojawiać się wtedy, kiedy człowiek odkrywa, że nie musi już przed tym bólem uciekać w coś, co ostatecznie zaboli go jeszcze bardziej.
Marek nadal miewa gorsze dni. Nadal czasami się złości. Nadal zdarzają się wieczory, kiedy najchętniej wyłączyłby wszystko jednym ruchem. Zmieniło się coś innego. Dzisiaj wie, że może mieć fatalny dzień i następnego ranka nadal obudzić się po swojej stronie. I być może właśnie to jest jedna z najbardziej niedocenianych części zdrowienia. Nie życie bez problemów. Życie, przed którym nie trzeba już cały czas uciekać.
A Was zostawimy z jednym pytaniem: co jest trudniejsze — przestać sięgać po coś, co nas niszczy, czy nauczyć się bez tego przeżywać wszystko, przed czym przez lata uciekaliśmy?