02/10/2026
Autyzm to przede wszystkim diagnoza potrzeb. Mapa to nie terytorium, ale mapa może stać się dobrym drogowskazem. Użycie mapy autyzmu, adhd, dysleksji czy czegokolwiek pomaga się zorientować czego potrzebujesz na tej drodze zwanej życiem.
Bo jeśli masz słaby wzrok to choćby nie wiem jak długo udawać że to nieprawda to wejdziesz w końcu w słup.
Tak samo jest z autyzmem, nie ważne jak umiejętnie maskujesz, kamuflujesz braki nie zrozumiesz neurotypowego przetwarzania, wyłapią Cię zawsze w pewnym momencie.
Bo jeśli idzie Ci nieźle, ale pierwsze 2 godziny to jak się zmęczysz palniesz coś wprost i to będzie za dużo dla twojego towarzysza. I nawet Ci nie powie, bo neurotypowi nie mówią konkretnie.
A Ty się nie domyślisz, bo nawet nie wiesz, że robisz coś źle.
Ale czujesz, że Cię odrzucają, nie zapraszają, unikają.
I zastanawiasz się: co ze mną nie tak?
Czy jestem dziwna?
Czy jestem dzika?
Czy jestem beznadziejna?
No nie! Ale nadal autyzm to zaburzenie, a neurotypowość to norma. Choćby chciało się inaczej to potrzebujemy więcej wody w tej płynącej rzece, aby w końcu nadeszło zrozumienie.
Ale autyzm to etykietka, której potrzebuję.
Bo już nie mam spiny, że muszę wykuć wszystkie zasady na blachę. Bo to się kupy nie trzyma! Mogę nauczyć się tego co potrzebuję.
Bo już nie patrzę w oczy tak długo.
Bo już mam zatyczki do uszu w miejscach publicznych.
Bo nie wychodzę z domu codziennie.
I wiele wiele innych rzeczy, które nie wynikają z etykietki autyzmu. Wynikają z potrzeb, które mam inne jako osoba autystyczna. I mam prawo je zaspokajać.
A nalepianie nalepek?
Wolę widzieć, że mam autyzm i móc zdecydować kto się o tym dowie, niż być dziwolągiem, którego przylepi mi ktoś inny gdy wpadnę w meltdown na środku ulicy z przeciążenia, bo nie zadbałam o swoje potrzeby.