25/08/2026
Przyjaźń w chorobie jest trochę jak dobry stabilizator. Nie sprawi, że choroba zniknie, ale kiedy życie zaczyna się chwiać, dobrze mieć kogoś, kto nie mówi: ogarnij się, tylko pyta: czego dzisiaj potrzebujesz? ❤️
Choroba potrafi bardzo zmienić relacje. Czasem nagle okazuje się, że osoba, o której myśleliśmy, że będzie obok zawsze, zaczyna się oddalać. Mniej telefonów. Mniej spotkań. Coraz mniej zainteresowania. Aż w końcu zostaje cisza.
I to boli. Szczególnie wtedy, kiedy człowiek i tak ma wrażenie, że choroba zabiera mu kawałek dawnego życia.
Ale jest też druga strona.
Czasem choroba nie tyle zabiera przyjaciół, co pokazuje, które relacje naprawdę były przyjaźnią.
Bo prawdziwy przyjaciel nie musi znać się na SM. Nie musi wiedzieć, czym jest rzut, EDSS czy remielinizacja. Nie musi nawet rozumieć, dlaczego po południu nie mam już siły na nic.
Wystarczy, że potrafi powiedzieć:
chodź, wypijemy kawę.
Możemy spotkać się na krótko.
Nie masz siły wychodzić? To przyjadę.
Nie wiem, co powiedzieć, ale jestem.
I czasem właśnie tego najbardziej potrzebujemy.
Tylko co zrobić, kiedy tych ludzi już nie ma?
Przede wszystkim nie zakładać, że skoro kilka relacji się skończyło, to z nami jest coś nie tak. Samotność bardzo łatwo tworzy błędne koło: człowiek czeka, aż ktoś się odezwie, nikt się nie odzywa, więc sam też przestaje próbować. Mija miesiąc, pół roku… i coraz trudniej zrobić pierwszy krok.
A pierwszy krok wcale nie musi być wielki.
Może to być spotkanie osób z SM. Grupa wsparcia. Warsztaty. Wyjście organizowane przez stowarzyszenie. Spotkanie fundacji. Wspólna aktywność. A jeśli wyjście z domu jest problemem, czasem na początek wystarczy spotkanie online.
Na mojej stronie wiele razy pisałam o organizacjach działających na rzecz osób z niepełnosprawnościami. I warto do tych informacji wracać. Niektóre organizują spotkania, wyjazdy, zajęcia i różne formy aktywności w wielu miejscach w Polsce. Nie trzeba od razu zapisywać się na wszystko. Czasem wystarczy wejść na stronę, sprawdzić, co dzieje się w naszej okolicy i po prostu spróbować.
Bo nowych ludzi raczej nie spotkamy, siedząc samotnie w domu i czekając, aż los zapuka do drzwi. 😉
I jeszcze jedno.
Nie każda nowa znajomość musi od razu stać się wielką przyjaźnią. Czasem zaczyna się od jednej rozmowy. Potem kolejnej. Od wspólnej kawy albo głupiego żartu na spotkaniu.
A później nagle orientujemy się, że jest ktoś, komu możemy napisać:
Dzisiaj jest beznadziejnie.
I dostajemy odpowiedź:
To chodź. Pogadamy. ❤️
Może więc zamiast pytać: gdzie podziali się moi dawni przyjaciele?, warto czasem zapytać:
Gdzie są ludzie, których jeszcze nie znam?
I zrobić pierwszy krok.
A Wy? Czy choroba zmieniła Wasze przyjaźnie? Straciliście jakieś relacje, odkąd pojawiło się SM? A może właśnie dzięki chorobie poznaliście ludzi, których dzisiaj nazywacie przyjaciółmi?
Napiszcie. Jestem bardzo ciekawa Waszych historii. ❤️