02/10/2026
Na pewnym etapie edukacji moja córka doświadczyła wykluczenia rówieśniczego. Była grupa kilku dziewczynek, które początkowo bawiły się razem. W pewnym momencie jedna z nich zaczęła wykluczać moją córkę.
Najpierw rozmawiałam z córką, próbowałam zrozumieć sytuację i zachęcałam ją do wyjaśnienia tego z koleżanką, ale problem się pogłębiał. Po dwóch tygodniach córka zaczęła wracać ze szkoły z płaczem mówiąc, że ona bawi się sama, a pozostałe dziewczynki razem.
Napisałam więc do mamy tej dziewczynki. W odpowiedzi usłyszałam, że jej córka nie chce bawić się z moją córką i ma do tego prawo.
I oczywiście, że ma. Nie musimy lubić wszystkich, wszak nie jesteśmy zupą pomidorową, ale czym innym jest niechęć do zabawy jeden na jeden, a czym innym jest wykluczanie jednej osoby z grupy.
Nie zostawiłam tego. Napisałam do nauczycielki i ona potraktowała sprawę poważnie, porozmawiała z dziećmi i powiedziała, że takie zachowanie nie powinno mieć miejsca. Problem zniknął.
Dziewczynka oczywiście nie została orzyjaciółką mojej córki, ale kiedy była zabawa w grupce, moja córka nie była już wykluczana.
Ta sytuacja pokazuje, że:
1. Nie możemy umniejszać problemów naszych dzieci.
"Oj tam, to tylko dzieci...". Nie zawsze.
2. Musimy reagować kiedy problem jest jeszcze mały.
Uważam, że od mały rzeczy się zaczyna. "Idź stąd", "Brzydko dziś wyglądasz..." Jeśli nie reagujemy - dana osoba/dziecko pozwala sobie na więcej i więcej.
3. Dzieci potrzebują jasnych komunikatów
To, co robisz, rani drugą osobę.”
„Tak nie postępujemy.”
„Możesz kogoś nie lubić, ale nie możesz go poniżać ani wykluczać.”
„Jeśli to się powtórzy, będzie konsekwencja".
4. Jako rodzice nie możemy się bać, wstydzić. Wolę wyjść na wariatkę w oczach innych, niż na obojętną mamę w oczach moich dzieci.
Za dużo praw, za mało granic. Za dużo wolności, za mało odpowiedzialności.