Psycholog Seksuolog Psychotraumatolog Małgorzata Bogusz

Psycholog Seksuolog  Psychotraumatolog Małgorzata Bogusz Praca z ludźmi jest moją pasją.

Jako psycholog, seksuolog kliniczny, psychotraumatolog , terapeuta pracuję z osobami, które doświadczają trudności psychologicznych i seksualnych.Prowadzę terapię par.

ZWIĄZEK NIE UTRZYMUJE SIĘ SAMĄ MIŁOŚCIĄ. FUNDAMENTEM JEST SZACUNEK.Można się kochać i jednocześnie bardzo się ranić. Moż...
09/08/2026

ZWIĄZEK NIE UTRZYMUJE SIĘ SAMĄ MIŁOŚCIĄ. FUNDAMENTEM JEST SZACUNEK.

Można się kochać i jednocześnie bardzo się ranić. Można mieć wspólny dom, dzieci, wiele lat historii, nadal za sobą tęsknić, a nawet nadal się pragnąć – i mimo wszystko nie umieć tworzyć dojrzałego partnerstwa.

Bo o jakości związku nie decyduje wyłącznie to, co do siebie czujemy.

Bardzo wiele mówi o nim to, co robimy z tym, co czujemy wtedy, kiedy drugi człowiek przestaje odpowiadać naszym oczekiwaniom.

Co robię ze swoją złością, kiedy mnie rozczarowujesz? Co robię z lękiem, kiedy czuję, że się ode mnie oddalasz? Co dzieje się ze mną, kiedy wybierasz coś innego, niż ja bym chciał? Czy potrafię znieść twoje „nie”? Czy umiem przyjąć, że jesteś odrębnym człowiekiem, którego nie mogę posiadać, kontrolować ani zmusić do zaspokajania moich potrzeb?

I czy nawet wtedy, kiedy jestem zraniony, nadal potrafię cię szanować?

Bo szacunek nie oznacza braku konfliktów.

Oznacza, że nawet w konflikcie istnieje granica tego, co wolno mi zrobić drugiemu człowiekowi.

Mogę być wściekła. Nie muszę poniżać.

Mogę potrzebować przestrzeni. Nie muszę karać ciszą.

Mogę nie chcieć seksu. Nie muszę zawstydzać potrzeb partnera.

Mogę czuć zazdrość. Nie daje mi ona prawa do kontroli.

Mogę czuć się zraniona. Nie oznacza to, że mam prawo zranić ciebie jeszcze mocniej.

Dlatego w pracy z parą pytanie: „Czy wy się jeszcze kochacie?” nie zawsze jest najważniejsze.

Czasami znacznie ważniejsze brzmi:

„Co dzieje się z waszą miłością wtedy, kiedy pojawia się frustracja?”

Bo właśnie frustracja odsłania bardzo wiele.

Łatwo kochać człowieka, który daje nam to, czego potrzebujemy. Znacznie trudniej pozostać w relacji z kimś, kto czasami odmawia, rozczarowuje, ma własne potrzeby, własne granice i własny świat.

I tutaj zaczyna się coś bardzo ważnego z perspektywy psychoanalitycznej.

W związku spotykają się nie tylko dwie dorosłe osoby. Spotykają się również dwa światy wewnętrzne.

Każdy z nas przychodzi do relacji z własną historią bliskości.

Z doświadczeniem tego, czy można było komuś zaufać. Czy wolno było czegoś potrzebować. Czy miłość była bezpieczna. Czy trzeba było na nią zasługiwać. Czy odrębność była akceptowana, czy przeżywana jako odrzucenie. Czy konflikt kończył się rozmową, ciszą, wycofaniem, karą, przemocą albo opuszczeniem.

Dlatego czasami reagujemy na partnera znacznie silniej, niż wynikałoby to z tego, co wydarzyło się tu i teraz.

Jego milczenie może uruchomić stare doświadczenie opuszczenia.

Krytyka może dotknąć miejsca, które od dawna mówi: „nie jestem wystarczający”.

Potrzeba przestrzeni może zostać przeżyta jako: „już mnie nie kochasz”.

Odmowa seksualna nie zawsze pozostaje tylko odmową. Może zostać usłyszana jako: „nie pragnę cię”, „nie jesteś atrakcyjny”, „nie jesteś dla mnie ważny”.

I wtedy zaczynamy odpowiadać nie tylko człowiekowi, który stoi przed nami.

Odpowiadamy również temu, kogo nieświadomie zaczyna dla nas reprezentować.

Partner może stać się tym, który porzuca. Tym, który kontroluje. Tym, którego nigdy nie można zadowolić. Tym, o którego miłość trzeba walczyć. Tym, który za chwilę zdradzi. Tym, któremu nie można zaufać.

I właśnie dlatego niektóre konflikty w parach powtarzają się przez lata niemal według tego samego scenariusza.

Zmienia się temat.

Mechanizm pozostaje ten sam.

Dzisiaj kłócimy się o telefon. Jutro o pieniądze. Później o seks, dzieci, spóźnienie, pracę czy teściów.

A pod spodem może nieustannie rozgrywać się to samo pytanie:

„Czy jestem dla ciebie ważny?”

„Czy mogę ci zaufać?”

„Czy mnie nie zostawisz?”

„Czy mogę czegoś od ciebie potrzebować i nie zostać odrzucony?”

„Czy mogę być sobą i nadal być kochany?”

Dlatego w terapii par nie wystarczy czasami nauczyć ludzi mówić: „ja czuję” zamiast „ty zawsze”.

Można znać wszystkie zasady dobrej komunikacji i nadal nie potrafić być blisko.

Bo problem nie zawsze polega na tym, jak ze sobą rozmawiamy.

Czasami problemem jest to, co obecność drugiego człowieka w nas uruchamia.

Jedna osoba boi się opuszczenia, więc zaczyna kontrolować.

Druga boi się pochłonięcia, więc się wycofuje.

Im bardziej pierwsza próbuje odzyskać bliskość, tym bardziej druga potrzebuje dystansu.

Im bardziej druga się oddala, tym większy lęk pierwszej.

Po pewnym czasie oboje są przekonani, że źródłem cierpienia jest partner.

Tymczasem cierpienie powstaje również pomiędzy nimi – w nieświadomym układzie, który wspólnie odtwarzają.

I właśnie dlatego złość w związku nie zawsze oznacza brak miłości.

Czasami pojawia się właśnie dlatego, że drugi człowiek stał się dla nas tak ważny.

Bliskość oznacza zależność, a zależność oznacza możliwość zranienia.

Im bardziej cię potrzebuję, tym więcej możesz mi odebrać.

Im bardziej cię kocham, tym bardziej mogę bać się, że cię stracę.

I czasami łatwiej jest kontrolować, atakować, dewaluować albo wycofać się, niż powiedzieć:

„Jesteś dla mnie tak ważny, że boję się, co się ze mną stanie, jeśli przestaniesz mnie kochać.”

Podobnie dzieje się w seksualności.

Seksualność pary nie istnieje w oderwaniu od jej świata emocjonalnego.

Do łóżka wchodzą również żal, wstyd, złość, poczucie odrzucenia, potrzeba potwierdzenia własnej atrakcyjności, lęk przed zależnością, pragnienie bycia wybranym.

Dlatego czasami problem seksualny pary nie zaczyna się w sypialni.

Ciało może zacząć opowiadać historię relacji, której para nie potrafi wypowiedzieć słowami.

Brak pożądania może mieć wiele przyczyn i nie należy automatycznie interpretować go jako problemu relacyjnego. Ale czasami ciało wycofuje się tam, gdzie psychicznie nagromadziło się zbyt wiele żalu, napięcia, lęku czy braku bezpieczeństwa.

Zdrada również nie może być sprowadzona do jednego prostego wyjaśnienia.

Odpowiedzialność za przekroczenie granicy związku ponosi osoba, która zdradziła. Ale jeśli para decyduje się pozostać razem, oprócz pytania „dlaczego to zrobiłeś?” pojawiają się inne:

Co zdrada zrobiła z naszym poczuciem bezpieczeństwa?

Co uruchomiła w osobie zdradzonej?

Czy osoba zdradzająca potrafi przyjąć odpowiedzialność bez przerzucania jej na partnera?

Czy potrafimy przeżyć złość, żal i utratę zaufania bez wzajemnego niszczenia siebie?

I czy jesteśmy w stanie stworzyć coś nowego, zamiast bez końca próbować odzyskać relację sprzed zdrady?

Bo dojrzałe partnerstwo nie polega na tym, że nigdy siebie nie ranimy.

Będziemy się rozczarowywać. Będziemy czasami źli. Będziemy chcieli różnych rzeczy. Jedno będzie potrzebowało bliskości wtedy, kiedy drugie będzie potrzebowało przestrzeni.

Dojrzałość zaczyna się gdzie indziej.

W zdolności do zobaczenia:

„To, co teraz czuję, jest prawdziwe. Ale nie wszystko, co czuję wobec ciebie, musi pochodzić wyłącznie od ciebie.”

Być może część mojego lęku jest starsza niż nasz związek,
a może część mojej złości należy również do innych relacji,
może próbuję zmusić cię do naprawienia czegoś, czego nie ty we mnie uszkodziłeś.

A być może rzeczywiście mnie ranisz – i muszę nauczyć się to zobaczyć, nazwać i postawić granicę.

Dojrzała relacja wymaga zdolności do rozróżniania jednego od drugiego.
I jednym z najważniejszych pytań w związku nie jest tylko:

„Czy nadal się kochamy?”

Ale:

„Co robimy ze sobą wtedy, kiedy miłość nie chroni nas przed złością, frustracją, lękiem i rozczarowaniem?”

Bo miłość mówi:

„Jesteś dla mnie ważny.”

Bliskość:

„Mogę być przy tobie sobą.”

Pożądanie:

„Chcę cię.”

A szacunek pozwala powiedzieć:

„Nawet kiedy mnie rozczarowujesz, nawet kiedy jesteś inny, niż chciałbym, żebyś był, nadal uznaję, że jesteś odrębnym człowiekiem – z własną godnością, granicami, pragnieniami i prawem do własnego ‘nie’.”
I być może właśnie tutaj zaczyna się dojrzałe partnerstwo:
nie wtedy, kiedy dwoje ludzi przestaje się ranić, ale wtedy, kiedy zaczynają rozumieć, co naprawdę dzieje się pomiędzy nimi – i przestają używać własnych ran do ranienia siebie nawzajem.

NARCYSTYCZNA MATKA – KIEDY DZIECKO MA KOCHAĆ, ALE NIE MOŻE BYĆ SOBĄ„Narcystyczna matka” nie jest diagnozą kliniczną. Nie...
09/08/2026

NARCYSTYCZNA MATKA – KIEDY DZIECKO MA KOCHAĆ, ALE NIE MOŻE BYĆ SOBĄ

„Narcystyczna matka” nie jest diagnozą kliniczną. Nie każda kontrolująca, chłodna, krytyczna czy egocentryczna matka ma narcystyczne zaburzenie osobowości.
Możemy jednak mówić o narcystycznym sposobie funkcjonowania w relacji z dzieckiem.
I wtedy problem nie polega tylko na tym, że matka jest wymagająca, krytykuje albo chce kontrolować.

Problem może sięgać znacznie głębiej.
Dziecko przestaje być przeżywane jako odrębna osoba

Staje się kimś, kto ma potwierdzać wartość matki, regulować jej emocje, realizować jej oczekiwania albo podtrzymywać jej wyobrażenie o tym, jak powinno wyglądać jej dziecko.

Zdrowa relacja pozwala dziecku doświadczać:
„Widzę cię. Możesz być inne ode mnie. Możesz czegoś nie chcieć. Możesz mieć własne uczucia. Nadal jesteś dla mnie ważne.”

W relacji narcystycznej komunikat może brzmieć inaczej:
„Jesteś dobre, kiedy jesteś takie, jakiego potrzebuję.”
I wtedy miłość zaczyna mieć warunki.
Bądź grzeczna.
Nie sprzeciwiaj się.
Nie zawstydzaj mnie.
Osiągaj sukcesy.
Nie wybieraj inaczej niż ja.
Nie oddalaj się za bardzo.

A kiedy dziecko próbuje się oddzielić, może usłyszeć:
„Po tym wszystkim, co dla ciebie zrobiłam…”
Dziecko zaczyna więc zadawać sobie nie pytanie „kim jestem?”, ale „kim muszę być, żeby mnie kochano?”

I to jest jedna z najważniejszych konsekwencji takiej relacji.
Dziecko uczy się obserwować matkę zamiast siebie.
W jakim jest humorze?
Czy mogę to powiedzieć?
Czy będzie zła?
Czy ją rozczaruję?

Zamiast spontaniczności rozwija czujność.

Zamiast:

„Czego ja chcę?”

pojawia się:

„Czego się ode mnie oczekuje?”

Żeby zachować więź, dziecko może nauczyć się rezygnować z części siebie.

Ze złości.
Z własnego zdania.
Z potrzeb.
Z seksualności.
Z autonomii.
Czasem nawet z sukcesu, jeżeli sukces zaczyna zagrażać matce.

A później dziecko dorasta
Może być świetnie funkcjonującą kobietą lub mężczyzną.
Może mieć rodzinę, pracę, sukcesy i własne dzieci.
A mimo to granica nadal wywołuje poczucie winy.

Odmowa – lęk.

Krytyka – wstyd.

Konflikt – obawę przed utratą relacji.

A własne potrzeby mogą być przeżywane jako egoizm.
A matka nie musi już mówić:

„Mogłaś zrobić to lepiej.”

Dorosłe dziecko mówi to sobie samo.
Relacja zewnętrzna staje się częścią świata wewnętrznego.
I dlatego można wyprowadzić się z rodzinnego domu, ograniczyć kontakt, mieszkać setki kilometrów dalej – a nadal nosić matkę we własnym umyśle,
ale być może najboleśniejsze jest coś jeszcze

Dziecko często nie przestaje czekać.
Można mieć czterdzieści, pięćdziesiąt czy sześćdziesiąt lat i gdzieś głęboko nadal czekać na słowa:

„Widzę cię.”

„Jestem z ciebie dumna.”

„Nie musisz już niczego udowadniać.”

„Możesz być sobą.”

Dlatego tak trudno psychicznie opuścić tę relację.
A dorosłe dziecko nie walczy już wyłącznie z realną matką.
Walczy także o matkę, którą przez całe życie miało nadzieję kiedyś dostać.

Może tym razem mnie zrozumie.

Może jeśli lepiej jej wytłumaczę…

Może jeśli jeszcze bardziej się postaram…

Może kiedy zobaczy, ile osiągnęłam, w końcu będzie ze mnie dumna.
I kiedy kolejny raz to się nie wydarza, pojawia się nie tylko złość.

Pojawia się żałoba.
Żałoba po matce, którą się miało.
I po matce, której się potrzebowało, ale której być może nigdy nie było.
Dlatego terapia nie musi polegać na osądzaniu matki
Znacznie ważniejsze jest pytanie:

Co musiałam zrobić ze sobą, żeby zachować jej miłość?

Których uczuć nie wolno mi było przeżywać?

Z jakich potrzeb zrezygnowałam?

Jaką musiałam być córką, żeby zasługiwać na bliskość?

I dlaczego do dziś tak trudno mi powiedzieć:

„To jest moje życie.”

Bo w dorosłym dziecku mogą jednocześnie istnieć dwa pragnienia:

„Chcę być wolna, i nie chcę jej stracić.”
Dlatego separacji często towarzyszy poczucie winy.
Jakby własne szczęście było zdradą matki.
Jakby powiedzenie „nie” oznaczało: „jestem złą córką”.
Jakby wybór siebie oznaczał utratę miłości.

I być może właśnie tutaj zaczyna się prawdziwa separacja

Nie wtedy, kiedy przestajemy kochać matkę.
Nie zawsze wtedy, kiedy zrywamy kontakt.
A wtedy, kiedy zaczynamy rozumieć:
Mogę cię kochać i nie należeć do ciebie.
Mogę cię rozczarować i nadal być dobrą osobą.
Mogę nie dostać twojej aprobaty i nadal ufać własnym wyborom.
Mogę być twoim dzieckiem, nie pozostając już dzieckiem we własnym życiu.

Czasami najważniejszą rzeczą, jaką dorosłe dziecko musi odzyskać po takiej relacji, nie jest nawet dystans do matki.

Jest nią prawo do własnego „Ja”.

Prawo do życia, którego nie trzeba już organizować wokół pytania:

„Co mama na to powie?”

M.B

Jestem w związku, a fascynuje mnie ktoś inny. Co to mówi o mnie i o mojej relacji?Można kochać partnera i jednocześnie p...
08/08/2026

Jestem w związku, a fascynuje mnie ktoś inny. Co to mówi o mnie i o mojej relacji?

Można kochać partnera i jednocześnie poczuć zainteresowanie, pociąg czy fascynację kimś innym.
Samo pojawienie się takiego uczucia nie jest jeszcze zdradą. Ale też nie zawsze warto je bagatelizować.

Z perspektywy psychoanalitycznej ciekawsze od pytania: „Czy wolno mi tak czuć?” jest inne:
„Dlaczego właśnie ta osoba poruszyła we mnie coś tak silnego?”

A czasem fascynuje nas nie tylko człowiek.

Fascynuje nas to, kim stajemy się przy nim.

Przy jednej osobie znów czujemy się atrakcyjni.
Przy innej – zauważeni.
Przy jeszcze innej – swobodni, pożądani, ciekawi świata, spontaniczni.

I właśnie dlatego trzecia osoba może stać się czymś więcej niż obiektem pożądania. Może stać się nośnikiem części naszego „Ja”, która w dotychczasowym życiu została uśpiona, wyparta albo podporządkowana.

Ktoś mówi:
„Przy nim czuję, że znowu żyję”.
I być może pytanie brzmi nie tylko:
„Co takiego ma ten człowiek?”

Być może warto zapytać:

„Co takiego odzyskuję przy nim w sobie?”
Trzecia osoba nie zawsze mówi, że związek się skończył
Czasami mówi, że coś w związku przestało mieć miejsce.
Seksualność.
Czułość.
Zainteresowanie sobą nawzajem.
Podziw.
Flirt.
Swoboda.
Rozmowa.
Poczucie bycia widzianym jako kobieta lub mężczyzna, a nie wyłącznie jako rodzic, małżonek czy osoba odpowiedzialna za codzienność.

Wieloletnia relacja z konieczności traci część intensywności początku. Partner staje się realnym człowiekiem – ze swoimi ograniczeniami, wadami, historią i codziennością.

Nowa osoba nie ma jeszcze tego ciężaru.

Nie znamy jej w zmęczeniu, konflikcie, chorobie, obowiązkach, rozczarowaniu. Dlatego tak łatwo staje się ekranem dla naszych fantazji.
I czasem zakochujemy się nie tylko w człowieku, ale również w wyobrażeniu życia, które mógłby reprezentować.

Fascynacja może być także ucieczką

Nie każda intensywna chemia oznacza głęboką więź.
Czasem właśnie niedostępność, niepewność, zakaz czy niemożność posiadania drugiej osoby zwiększają pragnienie.

Dla kogoś, kto nieświadomie boi się prawdziwej bliskości, fascynacja osobą pozostającą poza zasięgiem może być paradoksalnie bezpieczniejsza niż intymność z realnym partnerem.
Można wtedy tęsknić, fantazjować, idealizować – ale nie trzeba konfrontować się z tym, co pojawia się w rzeczywistym związku: zależnością, konfliktem, rozczarowaniem, własną podatnością na zranienie.

Dlatego nie każda fascynacja jest wezwaniem do odejścia.

Czasami jest informacją o naszym świecie wewnętrznym.

A kiedy zaczyna się zdrada?

To już nie jest wyłącznie pytanie o uczucia.

Nie mamy pełnej kontroli nad tym, kto nam się spodoba. Mamy natomiast wpływ na to, co z tym uczuciem robimy.

Możemy je obserwować i próbować zrozumieć.
Możemy też zacząć je karmić: szukać kontaktu, ukrywać wiadomości, tworzyć intymność poza związkiem, przenosić emocjonalną energię z partnera na inną osobę i budować równoległą przestrzeń, o której partner nie wie.

Granice zdrady nie są identyczne dla wszystkich par. Dlatego znaczenie mają również umowy – jawne i niejawne – które partnerzy stworzyli między sobą.
Zanim więc zapytasz: „Którą osobę wybrać?”, zatrzymaj się przy czymś wcześniejszym.

Zapytaj siebie:

Co dokładnie mnie w tej osobie pociąga?
Jak się czuję przy niej – i kiedy ostatnio czułam/em się tak w swoim życiu?
Czego zaczęło brakować w mojej relacji?
Czego zaczęło brakować we mnie?
Czy tęsknię za tym człowiekiem – czy za sobą, jaką/kim jestem w jego obecności?
Czy fascynacja prowadzi mnie ku większej bliskości i prawdzie, czy pozwala mi uciekać od trudności istniejącego związku?

Czasem pojawienie się „kogoś trzeciego” rzeczywiście ujawnia, że relacja od dawna jest emocjonalnie zakończona, albo odsłania kryzys, nad którym para może jeszcze pracować.

A czasem mówi przede wszystkim:

„Jest we mnie część, która od dawna chce znowu żyć”.

I zanim podejmiemy decyzję o drugim człowieku, warto dowiedzieć się, co ta część próbuje nam powiedzieć o nas samych.

„Borderline nie boi się emocji. Borderline boi się utraty więzi.”Wiele osób uważa, że osobowość borderline oznacza „nies...
05/08/2026

„Borderline nie boi się emocji. Borderline boi się utraty więzi.”

Wiele osób uważa, że osobowość borderline oznacza „niestabilność emocjonalną”. To jednak tylko wierzchołek góry lodowej.
Z perspektywy psychoanalitycznej problem nie polega przede wszystkim na tym, że ktoś przeżywa emocje bardziej intensywnie. Problem dotyczy sposobu, w jaki psychika doświadcza siebie, innych ludzi i bliskości.
U podstaw osobowości borderline bardzo często znajduje się trudność w zbudowaniu trwałego poczucia bezpieczeństwa w relacji oraz stabilnego obrazu siebie i drugiego człowieka.
Jeżeli dziecko dorastało w świecie, w którym bliskość była jednocześnie źródłem miłości i bólu, opieki i odrzucenia, przewidywalności i chaosu, psychika uczy się jednego:

Relacja nie daje bezpieczeństwa. Relacja może w każdej chwili zranić.
To doświadczenie zostaje zapisane głęboko i często działa poza świadomością.

Dlatego w dorosłości nawet niewielki dystans partnera, brak odpowiedzi na wiadomość, zmiana tonu głosu czy chwilowe wycofanie mogą zostać przeżyte nie jako zwykła sytuacja dnia codziennego, ale jako zapowiedź porzucenia.

To nie jest nadwrażliwość.

To nie jest manipulacja.

To nie jest „robienie problemów”.

To psychika, która próbuje ochronić się przed bólem, który kiedyś był realnym doświadczeniem.
W psychoanalizie mówimy również o trudnościach z utrzymaniem jednocześnie dobrego i trudnego obrazu tej samej osoby. Kiedy lęk staje się bardzo silny, partner może być przeżywany raz jako jedyne źródło bezpieczeństwa, a chwilę później jako ktoś całkowicie odrzucający lub zagrażający.
Nie dlatego, że druga osoba tak gwałtownie się zmieniła.

A ,dlatego, że pod wpływem silnego lęku psychika traci zdolność do utrzymania bardziej złożonego obrazu relacji.
To właśnie dlatego osoby z borderline często jednocześnie bardzo pragną bliskości i bardzo się jej boją.

Bliskość daje ukojenie.

I jednocześnie uruchamia lęk przed jej utratą.
Dlatego terapia nie polega wyłącznie na regulowaniu emocji.

Jej celem jest stopniowe budowanie doświadczenia, że można być blisko drugiego człowieka, nie tracąc siebie. Że konflikt nie musi oznaczać końca relacji. Że druga osoba może jednocześnie rozczarować i nadal kochać.
Borderline nie jest cechą charakteru ani wyrokiem.

To sposób organizacji psychiki, który najczęściej rozwinął się jako próba przetrwania w świecie, w którym bezpieczeństwo nie było czymś oczywistym.
A skoro psychika nauczyła się tak funkcjonować, może również – dzięki odpowiedniej psychoterapii – uczyć się nowych sposobów przeżywania siebie, emocji i relacji.

I największym cierpieniem osoby z borderline bardzo często nie są same emocje. Jest lęk, że każda bliskość może skończyć się utratą więzi.

Nie oceniaj zachowania, zanim nie spróbujesz zrozumieć, przed czym psychika próbuje się chronić. To właśnie tam bardzo często zaczyna się prawdziwa terapia.

Małgorzata Bogusz

Seksualność uczy się przez doświadczenie. Nie każda trudność seksualna jest uzależnieniem.Coraz częściej mężczyźni trafi...
02/08/2026

Seksualność uczy się przez doświadczenie. Nie każda trudność seksualna jest uzależnieniem.

Coraz częściej mężczyźni trafiają do gabinetu z pytaniem:

„Czy mam death grip syndrome?”

To pytanie jest zrozumiałe, ale nie prowadzi do sedna problemu.

Death grip syndrome nie jest rozpoznaniem medycznym ani jednostką chorobową. To potoczne określenie używane do opisania sytuacji, gdy ktoś przyzwyczaił się do bardzo specyficznego sposobu stymulacji i później doświadcza trudności podczas współżycia z partnerką lub partnerem.

W gabinecie nie pytam jednak: „Czy ma Pan death grip?”

Pytam:

„Jakiej seksualności nauczył się Pana organizm?”

To dwie zupełnie różne perspektywy.

Seksualność jest plastyczna. Uczy się przez doświadczenie. Uczy się tego, co często powtarzamy, ale również tego, w jakim stanie emocjonalnym najczęściej przeżywamy pobudzenie.
U części osób masturbacja pozostaje jedynie naturalnym elementem seksualności.
U części zaczyna być przede wszystkim sposobem na regulowanie napięcia, samotności, lęku, frustracji czy poczucia pustki.

To nie jest jeszcze uzależnienie.

To sygnał, że seksualność zaczyna pełnić funkcję wykraczającą poza samą przyjemność.

Jak odróżnić jedno od drugiego?

Wyuczony wzorzec pobudzenia może oznaczać, że:
• łatwiej osiągasz podniecenie w bardzo określonych warunkach,
• podczas seksu potrzebujesz podobnej stymulacji,
• zmiana sposobu stymulacji jest trudna, ale możliwa,
• zachowanie nie powoduje utraty kontroli nad życiem.

Natomiast problematyczne zachowania seksualne wymagają szerszej oceny. Nie chodzi wyłącznie o częstotliwość masturbacji czy korzystania z pornografii, ale o pytania takie jak:
• Czy próbujesz ograniczyć zachowanie i wielokrotnie Ci się to nie udaje?
• Czy seksualność staje się głównym sposobem radzenia sobie z emocjami?
• Czy cierpi na tym Twoja relacja, praca lub codzienne funkcjonowanie?
• Czy mimo negatywnych konsekwencji trudno Ci przerwać ten schemat?

To są pytania znacznie ważniejsze niż sama liczba masturbacji w tygodniu.
Z perspektywy psychoanalitycznej interesuje mnie jeszcze coś.

Nie tylko co robisz.

Ale po co to robisz.

Czy masturbacja służy przeżywaniu własnej seksualności?

Czy pomaga poradzić sobie z napięciem?

Czy chroni przed bliskością, odrzuceniem albo lękiem?

A może daje poczucie pełnej kontroli, którego brakuje w relacjach?

To nie są pytania po to, żeby kogokolwiek oceniać.

To pytania, które pomagają zrozumieć funkcję objawu.

Bo objaw bardzo rzadko jest problemem samym w sobie. Najczęściej jest próbą poradzenia sobie z czymś, czego psychika jeszcze nie potrafi przeżyć w inny sposób.

Kiedy warto zgłosić się po pomoc?

Nie wtedy, gdy rozpoznajesz u siebie modne określenie z internetu.

Tylko wtedy, gdy:
• trudności seksualne utrzymują się od dłuższego czasu i powodują cierpienie,
• zaczynają wpływać na relację lub jakość życia,
• seksualność staje się jedynym sposobem regulowania emocji,
• masz poczucie utraty kontroli nad swoim zachowaniem,
• czujesz, że coraz trudniej przeżywać bliskość z drugim człowiekiem.

Seksualność nie jest egzaminem do zdania.

Jest historią tego, czego nauczyło się nasze ciało, nasz mózg i nasze relacje.
A skoro uczy się przez doświadczenie, może również nauczyć się nowych sposobów przeżywania bliskości.

Nie diagnozuj siebie na podstawie nazw z internetu. Zrozum mechanizm. To od niego zaczyna się skuteczna pomoc.

Wykorzystanie seksualne w dzieciństwie. Rana, która często ujawnia się dopiero wtedy, gdy próbujemy zbudować bliskość.Ni...
02/08/2026

Wykorzystanie seksualne w dzieciństwie. Rana, która często ujawnia się dopiero wtedy, gdy próbujemy zbudować bliskość.

Nie wszystkie rany są widoczne.

Niektóre ujawniają się dopiero wiele lat później – w relacjach, w zaufaniu, w przeżywaniu własnego ciała i własnej seksualności.

Wykorzystanie seksualne w dzieciństwie nie musi pozostawić jedynie wspomnienia wydarzenia.
U części osób wpływa również na to, jak rozwija się poczucie bezpieczeństwa, zaufania, granic oraz obraz samego siebie.

Dziecko nie rozumie przemocy tak, jak rozumie ją dorosły.
Próbuje natomiast nadać znaczenie temu, co się wydarzyło.

I bardzo często zamiast pomyśleć:

„To dorosły zrobił coś, czego nigdy nie powinien zrobić.”

myśli:

„To ze mną jest coś nie tak.”

Jeżeli sprawcą była osoba, której dziecko ufało lub od której było zależne, może dojść do głębokiego pomieszania tego, czym jest bliskość, bezpieczeństwo i miłość.
W dorosłym życiu może to – choć nie musi – wpływać na sposób budowania relacji.

U części osób pojawia się lęk przed bliskością.
U innych trudność w stawianiu granic.
Niektórzy odcinają się od własnego ciała.

Inni wchodzą w relacje lub kontakty seksualne mimo braku poczucia bezpieczeństwa, ponieważ nieświadomie wiążą akceptację i miłość z dostępnością własnego ciała.

To nie jest świadomy wybór.

To często sposób przystosowania psychiki do doświadczeń, których dziecko nie było w stanie zrozumieć ani unieść.
Jedną z najbardziej bolesnych konsekwencji jest to, że dziecko może jednocześnie kochać osobę, która je krzywdzi.

Nie dlatego, że przemoc jest miłością.
Dlatego, że dziecko potrzebuje więzi z dorosłym, od którego zależy jego bezpieczeństwo i przetrwanie.

To może prowadzić do głębokiego pomieszania znaczeń.

Miłość może zacząć kojarzyć się z cierpieniem.
Troska z kontrolą.
Bliskość z przekraczaniem granic.

Warto jednak pamiętać, że nie jest to historia każdej osoby po wykorzystaniu seksualnym.
Każdy człowiek przeżywa traumę inaczej.

Nie ma jednego scenariusza ani jednego sposobu zdrowienia.

Psychoterapia nie zmienia przeszłości.

Może jednak pomóc odzyskać to, co trauma często odbiera – poczucie bezpieczeństwa, kontakt z własnym ciałem, prawo do własnych granic oraz możliwość budowania relacji, w których bliskość nie oznacza już zagrożenia.

Najgłębsze rany nie zawsze są widoczne.

Najgłębsze zdrowienie często zaczyna się wtedy, gdy przestajemy pytać:

„Co jest ze mną nie tak?”

i odważymy się zapytać:

„Co mi się wydarzyło?”

MB

TĘSKNIĄ ZA MIŁOŚCIĄ, A JEDNOCZEŚNIE ODPYCHAJĄ BLISKOŚĆ. Dlaczego tak się dzieje?Nie każdy, kto wycofuje się z relacji, n...
02/08/2026

TĘSKNIĄ ZA MIŁOŚCIĄ, A JEDNOCZEŚNIE ODPYCHAJĄ BLISKOŚĆ.

Dlaczego tak się dzieje?
Nie każdy, kto wycofuje się z relacji, nie chce kochać.
Czasami dzieje się coś znacznie bardziej złożonego.

Z psychoanalitycznej perspektywy człowiek może jednocześnie pragnąć bliskości i bać się jej. To nie jest sprzeczność. To wewnętrzny konflikt, którego źródła często sięgają bardzo wczesnych doświadczeń.

Jeżeli dziecko doświadczało miłości, która była nieprzewidywalna, warunkowa, pełna krytyki, odrzucenia, chłodu lub przemocy, jego psychika uczy się, że bliskość nie daje wyłącznie bezpieczeństwa. Niesie również ryzyko bólu.
W dorosłym życiu może pojawić się paradoks:
„Chcę być z kimś, ale kiedy ktoś się do mnie zbliża, zaczynam się wycofywać.”

To właśnie wtedy pojawiają się różne mechanizmy obronne.

Niektóre osoby mówią:
„Nie potrzebuję nikogo.”

Inne:
„Nie jestem gotowy na związek.”

Jeszcze inne tłumaczą sobie, że:
„Samotność jest prostsza.”

Problem nie polega na tych słowach.

Pytanie brzmi: przed czym chronią?

I często nie chronią przed drugim człowiekiem.

Chronią przed ponownym przeżyciem odrzucenia, zawstydzenia, wykorzystania lub utraty.
Psychika wybiera to, co zna.
Nawet jeśli oznacza to samotność.

Dlatego wiele osób nie cierpi dlatego, że nie potrafi kochać.
Cierpi dlatego, że miłość została kiedyś połączona z lękiem.

I dopóki ten nieświadomy wzorzec nie zostanie rozpoznany i przepracowany, każda nowa relacja może uruchamiać stare doświadczenia.

To nie jest kwestia „złego charakteru”, „toksyczności” czy „braku uczuć”.
A historia człowieka, który kiedyś nauczył się, że bliskość może boleć bardziej niż samotność.

Dojrzała psychoterapia nie polega na uczeniu się kochać.
Polega na tym, aby przestać bać się bliskości na tyle, by móc przeżywać ją jako coś bezpiecznego, a nie zagrażającego.
MB

Czym jest więź traumatyczna (trauma bonding)?Więź traumatyczna (ang. trauma bonding) nie oznacza po prostu toksycznego z...
02/08/2026

Czym jest więź traumatyczna (trauma bonding)?

Więź traumatyczna (ang. trauma bonding) nie oznacza po prostu toksycznego związku ani nie jest diagnozą partnera.
To określenie opisuje szczególny rodzaj więzi psychicznej, która powstaje wtedy, gdy ta sama osoba staje się jednocześnie źródłem cierpienia i ulgi.
Dlatego z perspektywy klinicznej trauma bonding nie odpowiada na pytanie:

„Kim jest mój partner?”

Odpowiada na inne, znacznie ważniejsze pytanie:

„Co dzieje się z moją psychiką, że mimo bólu tak trudno jest odejść?”

To bardzo istotne rozróżnienie.

W mediach społecznościowych więź traumatyczna często bywa utożsamiana z relacją z osobą narcystyczną. Tymczasem trauma bonding nie opisuje osobowości partnera.

Opisuje mechanizm przywiązania.

Powstaje wtedy, gdy bliskość zaczyna przeplatać się z lękiem, odrzuceniem, kontrolą lub przemocą, a po okresach cierpienia pojawiają się chwile czułości, skruchy i nadziei.
Psychika nie przywiązuje się wtedy wyłącznie do drugiej osoby.
Przywiązuje się również do ulgi, która pojawia się po cierpieniu.

To właśnie ten cykl sprawia, że odejście staje się tak trudne.

Z perspektywy psychoanalizy najważniejsze pytanie brzmi jednak jeszcze głębiej:

Co się wydarzyło ,że właśnie taki sposób przeżywania bliskości stał się dla psychiki znajomy?

A więź traumatyczna bardzo rzadko zaczyna się w dorosłym związku.

Najczęściej uruchamia wcześniejsze doświadczenia przywiązania – relacje, w których miłość była nieprzewidywalna, bliskość mieszała się z lękiem, a akceptację trzeba było zdobywać.

I celem terapii nie jest jedynie zakończenie relacji.

Celem jest zrozumienie, dlaczego cierpienie zostało splecione z miłością, i stopniowe odzyskanie zdolności do tworzenia więzi, w której bliskość daje bezpieczeństwo, a nie życie w ciągłym napięciu.

MB

Adres

Ulica Hieronima Derdowskiego7
Gdynia
81-355

Ostrzeżenia

Bądź na bieżąco i daj nam wysłać e-mail, gdy Psycholog Seksuolog Psychotraumatolog Małgorzata Bogusz umieści wiadomości i promocje. Twój adres e-mail nie zostanie wykorzystany do żadnego innego celu i możesz zrezygnować z subskrypcji w dowolnym momencie.

Skontaktuj Się Z Praktyka

Wyślij wiadomość do Psycholog Seksuolog Psychotraumatolog Małgorzata Bogusz:

Skróty

Udostępnij

Kategoria