03/03/2026
Dla mnie to bardzo inspirujące myślenie o relacjach międzyludzkich i skoro od lat oprócz książek czytam wiele o tym, co w nich napisano i zawodowo tłumaczę to, co mnie inspiruje, tym bardziej zachęcam do lektury. Zaciekawia mnie ogromnie to miejsce w przestrzeni social mediów i chętnie podzielę się tłumaczeniami esejów „Echoes of the women”. Będę tam powracać i dzielić się tekstami, które mnie poruszają i pozostają we mnie na długo.
„Unikanie czasami wygląda niewinnie. Myślimy, że to uprzejmość, a nawet łagodność i po części dlatego tak łatwo bierzemy je za dobrą monetę. W powieści „The Stone Diaries” Carol Shiels pisze, że unikanie może być formą agresji i pokazuje tę rzeczywistość w sposób chłodny i zasadniczy: „unikanie to odmowa udzielenia odpowiedzi, wycofanie z wyjaśnień i zaangażowania”. Jeśli kiedykolwiek doświadczyłeś takiej formy milczenia, wiesz, że ono wcale nie jest neutralne.
W tej powieści Daisy Goodwill Flett dryfuje przez życie, które dzięki narracji Shields wygląda, jakby było pełne, a jednak wyraźnie czujemy, jest ono w pewnym sensie pozbawione solidnej samoświadomości. Shields konstruuje książkę jak fikcyjną autobiografię, którą uzupełnia fotografiami i dokumentami, ale nawet te szczegóły wydają się pozbawione znaczenia. Fakty przeczą sobie nawzajem, a motywy się zacierają. Sama Daisy wydaje się osobliwie nieuchwytna. Shields, która za tę książkę zdobyła Nagrodę Pulitzera i poświęciła większość swojej kariery badaniu wewnętrznego życia kobiet, pyta, co się dzieje, gdy życie kształtuje się w równym stopniu przez to, co niewypowiedziane, jak i przez to, co w słowach ujęte.
Unikanie w powieści często skrywa się pod pozorem przyzwoitości. Bohaterowie zmieniają temat i wygładzają sytuację. Unikają zadawania trudnych pytań o miłość, rozczarowanie i ambicję. Mąż Daisy, Barker, ucieka w abstrakcję i pasje zawodowe. Dzieci także nie rozumieją, kim jest ich matka, ale nikt w tej rodzinie nie potrafi zmierzyć się z tą luką. Wszyscy nieodparcie unikają emocjonalnej jasności. Ale to wcale nie przynosi spokoju. Zaczyna się erozja.
Ulegamy nieraz pokusie myślenia, że agresja musi być aktem „głośnym”, żeby ją nazwać po imieniu. Shields niewygodnie sugeruje, że powstrzymywanie się od reakcji i wycofanie rani równie mocno. Jeśli odmawiam ci powiedzenia, co czuję, albo udaję, że nie rozumiem, o co mnie prosisz, zachowuję kontrolę. To ja decyduję, jaka jest rzeczywistość. Niby subtelne, a jednak miażdżące. Właściwie mowa o tym, o czym psychoanalityk Adam Phillips pisał w kontekście frustracji i używania milczenia, z tą różnicą, że Shields przenosi swe obserwacje do sfery domowej, gdzie władza nie musi wyglądać jak władza.
I właśnie w tej sferze życia wyraźne granice są dla kobiet szczególnie istotne. Sama Shields miała długą, stabilną karierę i wiele razy chwalono ją za uważne obserwacje codziennego życia. Wprawdzie nie zajmowała pozycji popularnej i ekstrawaganckiej intelektualistki, lecz mimo to w swym pisarstwie zwalczała ideę, że życie domowe jest proste i sielankowe. Pod koniec XX wieku, kiedy feminizm drugiej fali zakwestionował już oczywiste nierówności, Shields badała cichsze formy umniejszania, które nadal miały się dobrze. Jedna z nich to unikanie – rozumiane jako codzienne niezrozumienie wewnętrznego życia kobiety.
Pisząca o tym samym zjawisku kilkadziesiąt lat później Elena Ferrate zgłębia coś podobnego w swoich neapolitańskich powieściach. Kobiece przyjaźnie są tam z jednej strony oparte na mówieniu, ale również na unikaniu; niemówieniu rzeczy, których się unika. Mężczyźni unikają odpowiedzialności, unikają wysiłku emocjonalnego, a to unikanie zmienia poczucie własnej wartości u kobiet. Nie zawsze następuje wyraźne tąpnięcie w życiu kobiety, dużo częściej widzimy je jako nurt rzeki, który wyznacza bieg całego życia. Kiedy ktoś konsekwentnie unika zaangażowania, druga osoba nieprzerwanie dźwiga w samotności ciężar nadawania mu sensu.
Jest też wymiar osobisty, do którego dużo trudniej się przyznać. Wszyscy unikamy tematu. Zmieniamy bieg rozmowy, gdy ktoś za bardzo zbliża się do prawdy o tym, kim jesteśmy. Pozwalamy, by nieporozumienia trwały, bo ich sprostowanie kosztowałoby nas zbyt wiele. Łatwo jest wmówić sobie, że dbamy o spokój. Ale jeśli unikanie może być agresją, to musimy zadać sobie pytanie, kto za ten pokój płaci. Często jest to osoba, która raz po raz próbuje do nas dotrzeć.
Shields nie wygłasza moralizatorskiego wykładu. Jej bohaterka, Daisy nie jest po prostu ofiarą czyjegoś wycofania; ona w nich uczestniczy. Jej bierność ma swoje konsekwencje. Czasami woli nie przyglądać się zbyt uważnie własnemu niezadowoleniu. I to jest niewygodne, ponieważ sugeruje, że samousuwanie może być również rodzajem cichej krzywdy, skierowanej zarówno do wewnątrz, jak i na zewnątrz. Jeśli odmawiam artykułowania swoich potrzeb, utrudniam innym szczerą odpowiedź. Relacja latami opiera się na domysłach.
Aktualność powieści zasadza się na tym, że przeformułowuje ona to, co w zazwyczaj usprawiedliwiamy. Cisza nie zawsze oznacza mądry wybór, a dystans nie musi wynikać z dojrzałości. Czasami jedno i drugie to strategia, a czasami tarcza w mniej szlachetnym znaczeniu tego słowa. Carol Shields, która zmarła po długiej chorobie w 2003 roku pozostawiła po sobie zachętę do wejrzenia pod powierzchnię życia i z kart powieści nadal pyta, co dzieje się pod spodem. Sugeruje, że krzywda może się dokonać pod płaszczykiem powściągliwości.
Raz dostrzeżona, nie umknie już uwadze. Następnym razem, gdy ktoś zamilknie, albo ty to zrobisz, w powietrzu zawisa pytanie. Czy była to życzliwość, czy kontrola? Odpowiedź nie zawsze jest oczywista i być może o to właśnie chodzi. Cisza może chronić, ale i ranić. Różnica często polega na tym, czy pozostawia drugiej osobie przestrzeń do istnienia.”
Avoidance can look harmless. It can look polite, even gentle, and that’s partly why it gets away with so much. When Carol Shields writes that evasion can be a form of aggression in The Stone Diaries she’s pointing to something cold and hard to argue with: the refusal to answer, to clarify, to engage. And if you’ve ever been on the receiving end of that kind of silence, you’ll know it doesn’t feel neutral.
In the novel, Daisy Goodwill Flett drifts through a life that is narrated as if it were full, yet it’s curiously empty of solid self-knowledge. Shields structures the book as a faux autobiography, complete with photographs and documents, but even those details feel unstable. Facts contradict each other and motives blur. Daisy herself remains oddly out of reach. Shields, who won the Pulitzer Prize for this book, and spent much of her career examining the inner lives of women, is asking what happens when a life is shaped as much by what isn’t said as by what is.
Evasion in the novel often wears the face of decency. Characters change the subject and smooth things over. They decline to ask difficult questions about love, disappointment and ambition. Daisy’s husband, Barker, retreats into abstraction and professional preoccupation. Her children misunderstand her, but no one quite confronts that gap. There’s a constant sidestepping of emotional clarity. And the result isn’t peace. It’s a kind of erosion.
It’s tempting to think aggression has to be loud to count. But Shields suggests that withholding can wound just as much. If I refuse to tell you what I feel, or I pretend not to understand what you’re asking of me, I maintain control. I decide what reality we’re allowed to acknowledge. That can be subtle, but it’s still force. It’s close to what the psychoanalyst Adam Phillips has written about in terms of frustration and the uses of silence, except Shields brings it into the domestic sphere, where power doesn’t announce itself as power.
And this is where the line feels particularly sharp for women. Shields herself had a long, steady career, often praised for her attentiveness to ordinary lives. She wasn’t a flamboyant public intellectual. Yet she wrote against the idea that domestic life is simple or soft. In the late twentieth century, when second wave feminism had already challenged the obvious inequalities, Shields was examining the quieter forms of diminishment that persisted. Evasion becomes one of them - the daily failure to recognise a woman’s interior life.
Elena Ferrante, writing a few decades later, explores something similar in her Neapolitan novels. The female friendships there are full of words, but also full of things avoided. Men evade responsibility, evade emotional labour, and that evasion reshapes the women’s sense of themselves. It’s not always violent in a visible way, yet it directs the course of entire lives. When someone consistently refuses to engage, the other person ends up carrying the weight of meaning alone.
There’s also a personal dimension that’s harder to admit. We all evade. We change the subject when someone edges too close to a truth about us. We let misunderstandings stand because correcting them would cost too much. And it’s easy to tell ourselves we’re keeping the peace. But if evasion can be aggression, then we have to ask who pays for that peace. Often it’s the person who keeps trying to reach us.
Shields doesn’t offer a moral lecture. Daisy isn’t simply a victim of other people’s evasions; she participates in them. Her passivity has consequences. At times she chooses not to look too closely at her own dissatisfaction. And that’s uncomfortable to sit with, because it suggests that self-erasure can also be a kind of quiet harm, directed both inward and outward. If I refuse to articulate my needs, I make it harder for others to respond to me honestly. The relationship becomes organised around guesswork.
What makes the lines endure is that it reframes something we might otherwise excuse. Silence isn’t automatically wise and distance isn’t automatically mature. Sometimes they’re strategies, and sometimes they’re shields in the less noble sense of the word. Carol Shields, who died in 2003 after a long illness, left behind work that keeps returning to the ordinary surfaces of life and asking what’s happening underneath. In this case, she’s suggesting that harm can arrive dressed as restraint.
And once you see that, it’s difficult to unsee. Because the next time someone says nothing, or you do, the question hovers there. Is this kindness, or is it control? The answer isn’t always clear, and perhaps that’s the point. Silence can protect, but it can also push down. The difference often lies in whether it leaves room for the other person to exist.
© Echoes of Women - Fiona.F, 2026. All rights reserved