23/02/2020
Czy przyjaźń między matką a córką jest możliwa?
To niezwykły czas, kiedy córka woli usiąść na kolanach mamy, niż wygodnie zająć miejsce w fotelu obok. Doświadczenie jedności z dzieckiem dane nam jest na chwilę. Nie zawsze to scalenie ma pozytywny wydźwięk, gdyż córeczka może stać się lustrem, w którym matka ma szansę zobaczyć siebie, swoje wady, złe wzorce zachowań powielane na małą skalę. Można wiele dowiedzieć się o sobie obserwując córkę. To jest ogromna szansa ujrzenia siebie z boku w małym kochanym zwierciadle.
Pod pewnymi warunkami matka i córka mogą się przyjaźnić, ale wymaga to dojrzałości i pracy. Naturalną koleją rzeczy jest to, że dziecko z upływem czasu oddala się uniezależniając się od rodziców. Początkowo matka zapewnia bezpieczeństwo, opowiada o świecie, nazywa emocje, później przychodzi pierwszy kryzys tej relacji – dojrzewanie córki. W emocjonalnej zawierusze można doświadczyć gradu ostrych słów, często trudno zapanować nad reakcjami. Trzeba wykazać się wielką wyrozumiałością i cierpliwością, aby przetrwać ten ciężki czas. Brak zrozumienia powoduje, że traktuje się taką dziewczynkę jako krnąbrną, a dziecko chce przecież wiedzieć, że jest kochane, akceptowane, niezależnie od tego, co zrobi.
W tym trudnym dla matki i córki okresie nastolatka chce pełnej swobody, jednocześnie nie tracąc usługowej roli mamy w swoim życiu. Matka oczekuje od córki większej zaradności np. w sprzątaniu – tymczasem córka lubi mamine obiadki, posprzątany dom, wyprasowane ubrania ale chce jednocześnie eksperymentować i jechać ze znajomymi na wakacje. Trudno jednak córce przyjaźnić się z kimś, kto monitoruje jej życie. Mamie też nie jest łatwo z tym, jak jej ukochana córka kwestionuje decyzje, wartości, próbuje zburzyć wcześniej ustalony porządek.
Szukając swojej tożsamości trzeba zakwestionować to, co było od zawsze częścią naszego systemu wartości wyssanego wraz z mlekiem matki. Córka dojrzewając – systematycznie odchodzi od matki i uniezależnia się od niej psychicznie. To jest zdrowy, naturalny proces. To jest trudny sprawdzian dla matki, aby pozostać sojusznikiem dziecka, które przestało być przyjazne, uległe i zaczyna się buntować.
Przychodzi taki moment, w którym to uroda córki ściąga uwagę przechodniów pozostawiając osobę matki w cieniu. Mam w głowie pewną scenę ze ślubu, gdy mama pewnej Panny Młodej robiła wszystko, by być w centrum zainteresowania. Nawet w tym dniu nie potrafiła swojej potrzeby bycia dostrzeżoną podporządkować radości ze szczęścia dziecka i stanąć z boku. Niedojrzewając do kolejnych etapów często stajemy się nienaturalni i groteskowi.
Nowe wydarzenia w naszym życiu ciągle zmieniają układ między matką a córką, bo dorosła kobieta może być także nieocenionym wsparciem dla przekwitającej matki. Tu nie można mówić o dobrej relacji lecz o ciągłym budowaniu jej na nowo. Paradoks polega na tym, że prawdziwą bliskość z dzieckiem można budować poprzez zgodę na niezależność córki. Świadomość, że każdy etap budowania tej relacji będzie rządził się innymi prawami. Od bezgranicznego zaufania i jedności poprzez stopniowe odchodzenie, bunt aż do poszanowania wzajemnej odmienności. Dopiero te dwa niezależne światy Matli i Córki mogą spotkać się na łączącym je moście – może na współnej herbacie wypitej już z dwóch różnych perspektyw? Ciekawe jak z nami będzie córeczko?