31/08/2026
𝐍𝐢𝐞 𝐣𝐞𝐬𝐭𝐞ś 𝐳𝐛𝐲𝐭 𝐚𝐬𝐞𝐫𝐭𝐲𝐰𝐧𝐚. 𝐏𝐨 𝐩𝐫𝐨𝐬𝐭𝐮 𝐩𝐫𝐳𝐞𝐬𝐭𝐚ł𝐚ś 𝐛𝐲ć 𝐰𝐲𝐠𝐨𝐝𝐧𝐚.
Przez lata moje biuro można było nazwać „pokojem zwierzeń”.
Naprawdę.
Na biurku miałam chusteczki.
I nie były tam bez powodu.
Przychodzili pracownicy. Czasem z problemem w pracy, czasem z czymś zupełnie prywatnym. Ktoś miał trudną sytuację w domu, ktoś był na granicy wytrzymałości, ktoś potrzebował po prostu, żeby go wysłuchać.
Słuchałam.
I chyba całkiem dobrze mi to wychodziło, skoro ludzie wracali.
Tylko że z czasem zaczęłam zauważać drugą stronę.
Te rozmowy pomagały ludziom, ale czasami bardzo utrudniały mi pracę.
Miałam swoje zadania, spotkania, decyzje do podjęcia, terminy. A jednocześnie trudno było powiedzieć:
„Teraz nie mam czasu. Wróć później”.
Bo przecież ktoś właśnie przyszedł z czymś ważnym.
Bo przecież trzeba być człowiekiem.
Bo przecież dobry szef powinien być dostępny.
Dzisiaj patrzę na to trochę inaczej.
Empatia jest ogromną wartością w zarządzaniu. Ale 𝐞𝐦𝐩𝐚𝐭𝐢𝐚 𝐛𝐞𝐳 𝐠𝐫𝐚𝐧𝐢𝐜 𝐦𝐨ż𝐞 𝐳𝐚𝐜𝐳ąć 𝐤𝐨𝐬𝐳𝐭𝐨𝐰𝐚ć 𝐨𝐛𝐢𝐞 𝐬𝐭𝐫𝐨𝐧𝐲.
Pracownika - bo przyzwyczaja go, że menedżer zawsze rozwiąże jego problem.
Menedżera - bo zaczyna być dla wszystkich, a przestaje mieć przestrzeń na swoją właściwą pracę.
To była dla mnie ważna lekcja.
𝐁𝐨 𝐝𝐨𝐛𝐫𝐲 𝐦𝐞𝐧𝐞𝐝ż𝐞𝐫 𝐧𝐢𝐞 𝐣𝐞𝐬𝐭 𝐩𝐬𝐲𝐜𝐡𝐨𝐥𝐨𝐠𝐢𝐞𝐦 𝐬𝐰𝐨𝐣𝐞𝐠𝐨 𝐳𝐞𝐬𝐩𝐨ł𝐮.
𝐍𝐢𝐞 𝐣𝐞𝐬𝐭 𝐭𝐞ż 𝐜𝐚ł𝐨𝐝𝐨𝐛𝐨𝐰𝐲𝐦 𝐩𝐮𝐧𝐤𝐭𝐞𝐦 𝐰𝐬𝐩𝐚𝐫𝐜𝐢𝐚.
𝐉𝐞𝐬𝐭 𝐜𝐳ł𝐨𝐰𝐢𝐞𝐤𝐢𝐞𝐦, 𝐤𝐭ó𝐫𝐲 𝐩𝐨𝐰𝐢𝐧𝐢𝐞𝐧 𝐮𝐦𝐢𝐞ć 𝐳𝐚𝐮𝐰𝐚ż𝐲ć, ż𝐞 𝐤𝐭𝐨ś 𝐦𝐚 𝐩𝐫𝐨𝐛𝐥𝐞𝐦 - 𝐚𝐥𝐞 𝐣𝐞𝐝𝐧𝐨𝐜𝐳𝐞ś𝐧𝐢𝐞 𝐰𝐢𝐞𝐝𝐳𝐢𝐞ć, 𝐠𝐝𝐳𝐢𝐞 𝐤𝐨ń𝐜𝐳𝐲 𝐬𝐢ę 𝐣𝐞𝐠𝐨 𝐨𝐝𝐩𝐨𝐰𝐢𝐞𝐝𝐳𝐢𝐚𝐥𝐧𝐨ść.
Dziś nadal chcę wiedzieć, co dzieje się z ludźmi, z którymi pracuję.
Nadal uważam, że czasem trzeba odłożyć tabelkę, telefon czy ważne spotkanie i po prostu człowieka wysłuchać.
Ale nauczyłam się też mówić:
„Porozmawiajmy o tym o 15.00”.
„Teraz muszę skończyć to, co robię”.
„Rozumiem, że to jest dla Ciebie ważne, ale tej decyzji nie mogę za Ciebie podjąć”.
I to wcale nie oznacza, że stałam się mniej empatyczna.
Po prostu przestałam uważać, że bycie dobrym menedżerem oznacza bycie dostępnym zawsze i dla każdego.
Badania dotyczące kobiet w przywództwie pokazują zresztą ciekawy paradoks. Od lidera oczekuje się stanowczości, decyzyjności i sprawczości. Od kobiety - jednocześnie empatii, ciepła i ugodowości.
I kiedy kobieta zaczyna stawiać granice, bardzo szybko może usłyszeć:
„Zmieniłaś się”.
„Kiedyś byłaś bardziej dostępna”.
„Jesteś teraz jakaś chłodna”.
A może po prostu zaczęła lepiej zarządzać sobą?
Dziś, gdy myślę o tamtym biurku i tych chusteczkach, nie mam poczucia, że robiłam coś źle.
Wręcz przeciwnie.
To była ważna część mojego sposobu zarządzania.
Ale wiem też, że nie każdą cudzą emocję trzeba brać na siebie.
I że można być empatycznym liderem, nie rezygnując z własnych granic.
Bo czasami najbardziej asertywne zdanie, jakie możesz powiedzieć pracownikowi, brzmi:
„𝐂𝐡𝐜ę 𝐂𝐢ę 𝐰𝐲𝐬ł𝐮𝐜𝐡𝐚ć. 𝐀𝐥𝐞 𝐧𝐢𝐞 𝐭𝐞𝐫𝐚𝐳.”
I to też jest troska.