19/08/2026
Dojrzewało ostatnio, oj dojrzewało. Coś się kończy, coś się zaczyna. Dojrzewał we mnie ten post już jakiś czas.
Miałam taką refleksję, że nie umiem w zakończenia. I że są one zawsze z wielkim hukiem, ciężkie, że zostaje żal, niedopowiedzenia. Ucięty nagle film.
Tymczasem coś tu właśnie dojrzewało. Spokojnie, z lekkością. Z moją prawdą.
Poprzedni i ten rok są dla mnie jedną, wielką zmianą. Niewiadomą też. Było i jest dużo o odpuszczaniu kontroli, a ostatni czas to pieśń o pokorze, o przemijaniu, o byciu w tu i teraz - jeszcze bardziej.
Dostałam kilka lat temu do ręki narzędzia, dzięki którym zadziało się tak wiele! Krok po kroku uczyłam się być sobą, nie przepraszać za siebie, sięgać po więcej. I przede wszystkim przypominałam sobie jak to jest być w uważności dla drugiego człowieka. Szczególnie w gabinecie.
I tak, idąc od magii i ziół doszłam tu. Do tego teraz. Do niemal 4 lat pracy gabinetowej. I to i wiele więcej działo się m.in. dzięki Access Consciousness.
Z ogromem wdzięczności i znów, z pokorą, kończę na ten moment przygodę z prowadzeniem kursów Access Bars. Z wdzięcznością za każdego i każdą z Was, którzy wybraliście, by poznać Barsa ze mną. Za pierwszy kurs, za ostatni, za każdy jeden pomiędzy. Facylitowałam to wszystko razem z Wami. Przerobionych ciężarów nikomu chyba nie żal! Bywały łzy, bywał śmiech, bywały turbo ciężkie chwile. Zarówno w trakcie, jak i po klasie. I to mnie wzmocniło ogromnie, choć wyrwanych kawałków serca nie zliczę. Wiem, że Was też - i wzmocniło i niejednokrotnie przeorało.
Będzie można nadal wdepnąć do gabinetu i doświadczać procesów Access. To spora część mojej praktyki. Na ten moment mojej świadomości tak by to wyglądało. Co będzie dalej? Czekam z ufnością.
Część obserwujących mnie osób zauważyło już, że pociągnęło mnie w kolejnych kierunkach, jednak! Wszystko jest o ciele. O poznawaniu, o doświadczeniu. Bez narzędzi takich jak lekko-ciężko, mantry Access i wielu, wielu innych - nie odszukałabym lwiej części siebie. I nie zyskałabym takiej świadomości, przede wszystkim o wewnętrznej mocy. Nie ma tu samych superlatyw, wręcz przeciwnie. Dostrzegłam przede wszystkim pewne ciężary, które nareszcie mogłam odpuścić. I odpuszczam nadal, takie to jest tu, na tej Ziemi ;)
Czuję też, że największą moc mają jednak słowa płynące z serca, a nie te narzucone. I taką teraz wybieram drogę.
Dziękuję wszystkim spotkanym Współkursantom i przede wszystkim Facylitatorom. Za każdorazowe przypominanie, że wybór, taki z wnętrza, to prawdziwa sztuka.
Największe wdzięczności dla Maja Ławicka - za mięciutkie tony odkreowań i lekutkie megatony prawdy i Katarzyna Stachak - Ty wiesz!
To nie ciężkie zakończenie. To lekki początek.
Fotka z ostatniego kursu - najspokojniejszego, wspaniałego, lekkiego. Dziękuję za Was.
Ejmen, lecimy dalej!
M. 🙏