19/03/2026
Ja wiem że w trudne dni trzeba do ludzi. Wtedy kiedy najmniej się ich chce, i na samą myśl o kontakcie z kimkolwiek robi się słabo, wtedy kiedy czuję się że chcę zniknąć i żeby nikt mnie nigdy nie znalazł - wtedy do ludzi. Jeśli ma się człowieka swojego zaufanego do zadań specjalnych to super - można do niego czy do niej. W kapciach, w piżamie, nic nie mów do mnie, siądź tu tylko i siedź obok, herbatę zrób, tylko nie pytaj jaką, bo nie mam siły na decyzje. Mokrą. Aromatyczną. Pierwszą z brzegu. Warto mieć kogoś takiego. A jeśli nie ma, to nadal do ludzi. Choćby do sklepu, na pocztę, gdziekolwiek gdzie trzeba powiedzieć dzień dobry i dziękuję - bywa że to wystarczy żeby nie wpaść głębiej, lub żeby te czarne chmury przesunęły się choć odrobinę. Bo ruch jest ważny. A skoro o tym mowa, to też na spacer czy rower. Obojętnie w jakich butach. Może być w dresie, lub kurtce naciągniętej na piżamę. Idź, przebieraj nogami. Przytul się do drzewa, powiedz mu wszystko. Przyjmie twoje słowa, troski i łzy. Jak się da (latem raczej niż w marcu) połóż się na trawie. Oglądaj niebo i promienie słońca grające między listkami. Jeśli takowego brak, przycupnij mimo to i policz konary, pojedyncze listki ostałe po zimie, albo nowe pączki, cokolwiek. Uwagą można zarządzać nawet gdy jest ciężko. A trzeba zwlaszcza wtedy. W domu zajmij się czymś, czymkolwiek. Ułóż puzzle. Powycinaj nagłówki z gazet. Pooddzielaj groch od maku. Chyba że umiesz robić na drutach, wtedy jeszcze lepiej. Nieważne czym zajmiesz palce, byle się ruszały, gdy cała reszta nie chce i nie może. Depresja to nie wyrok. Zwłaszcza jeśli zadbamy o nią w tę lepsze dni, zainwestujemy czas i uwagę w wyrobienie sobie nawyków, które będą jak siatka bezpieczeństwa wtedy gdy sił brak. 💓