14/07/2026
Mój poprzedni post wzbudził spore zainteresowanie. Niektórzy bardzo chcieli ,,posłuchać’’ o meridianach i o tym, jaki związek ustawa LexSzarlatan ma ze mną.
Napiszę więc kilka słów o sobie, bo nie wszyscy wiedzą kim jestem i czym się zajmuję. Nie jestem naturopatką, uzdrowicielką itp. jak niektórzy sugerowali, tylko zwyczajną masażystką, która lubi zdobywać wiedzę. Uzdrawiam wyłącznie siebie. Wierzę, że każdy z nas ma taką moc i potrafi samodzielnie decydować o tym w jaki sposób tego uzdrowienia dokonać.
Moją pasją jest aromaterapia, zielarstwo i medycyna naturalna. Wiedzę tę zdobywałam na własny użytek, żeby poprawić jakość swojego życia. Aromaterapię poznałam we Francji, w której spędziłam 8 lat. Pracowałam wtedy w szkole z młodzieżą jako asystentka edukacyjna. Nie planowałam zmiany zawodu. Dodatkowo studiowałam języki obce.
Olejki eteryczne były dostępne w każdej aptece, sklepach ze zdrową żywnością oraz naturalnymi kosmetykami. Przyjmowałam je doustnie lecząc drobne dolegliwości, zewnętrznie w celach pielęgnacyjnych oraz rozpylałam w dyfuzorze, żeby poprawić sobie nastrój lub odświeżyć mieszkanie. Francuscy farmaceuci doskonale znali się na aromaterapii, homeopatii, fitoterapii więc rzadko odwiedzałam lekarzy, wystarczyła farmaceutka i kilka podręczników.
We Francji odkryłam też, że mam alergię na pyłki drzew. Czasami nie mogłam podnieść się z łóżka, miałam napuchnięte oczy, czerwony nos i ledwo mogłam ustać na nogach. Początkowo brałam sterydy, które usypiały mnie w ciągu dnia, ale Pani w aptece podsunęła mi doskonały lek homeopatyczny, który pomógł mi przetrwać wiosnę.
Cierpiałam też na pewną przypadłość, której od lat nie mogłam wyleczyć. Generalnie mówiono mi, że taka już moja uroda. Przyjmowałam różne leki z apteki, smarowałam się aptecznymi płynami, które tylko poparzyły mi skórę a i tak nie działały. Po latach poszukiwań, uzdrowiła mnie… szałwia muszkatołowa. Przeczytałam o podobnym przypadku w książce do fitoterapii i postanowiłam spróbować. I tak nabrałam wielkiego szacunku do ziół.
Pewnego dnia trafiłam na warsztaty tworzenia naturalnych kosmetyków w Alpejskim miasteczku, w którym mieszkałam. Doskonale pamiętam dzień, w którym stworzyłam swoją pierwszą pastę do mycia zębów. Potem był krem do twarzy, szampon do mycia włosów itd. Do głowy by mi nie przyszło, że kiedyś będę miała własną markę kosmetyków naturalnych.
Kiedy świat naturalnej pielęgnacji i medycyny alternatywnej pochłonął mnie już całkiem, zapragnęłam zmienić zawód. Zbiegło się to z moim powrotem do Polski. Potem to już samo leciało… szkoła masażu leczniczego, masaż lomi lomi, masaż tajski, szkoła medycyny chińskiej itd. Trudno było się zatrzymać, jedną szkołę kończyłam, kolejną zaczynałam.
Od tamtej pory minęło już wiele lat, ale dzisiaj ponownie otworzyłam podręczniki do masażu leczniczego. Korzystają z nich wszyscy masażyści i fizjoterapeuci w całej Polsce. Zaznaczę, że zawody te są oficjalnie wpisane na listę zawodów medycznych.
Podręczniki napisane są przez wybitnych nauczycieli, specjalistów w dziedzinie masażu leczniczego i egzaminatorów.
Znajdziesz w nich różne masaże na każdą chorobę i pogodę. W podręcznikach dokładnie i szczegółowo opisywane są masaże w różnych jednostkach chorobowych, wskazania, przeciwskazania do masażu oraz metodyka wykonywania zabiegów. Zabiegi te wykonywane są w szpitalach, przychodnich oraz centrach rehabilitacyjnych.
Otwieram podręcznik na pierwszej lepszej stronie i trafiam na: zespół bolesnego barku (phs)
Następnie metodyka zabiegu: Wykonujemy masaż punktowy, uciskowy działający przeciwbólowo i rozluźniająco. Uciskamy punkty: PO12, PO15, GRT14, JG15, JG10, JG4 i JC4.
Chcąc wyjaśnić znaczenie wyżej wymienionych punktów, muszę skorzystać z podręcznika do anatomii topograficznej akupunktury (w oficjalnej książce do anatomii takich punktów nie znajdę).
I tak JG to symbol meridianu Jelita Grubego, JC - Jelito Cienkie, GRT - Główny Regulator Tylni, PO - Potrójny Ogrzewacz.
Popatrzmy dalej…
Sztywny kark – metodyka zabiegu
Uciskamy punkty: GRT 16, GRT 15, GRT 13, PŻ20, PŻ12, PŻ21, PO15, MP60
Podobnie w przypadku masażu przy znacznej bolesności stawu kolanowego. Tutaj pojawia się magiczny punkt Ż36 czyli Żołądek 36, który doskonale znany jest każdemu akupunkturzyście.
I tak dalej i tak dalej. Jak widać masaż chiński dobry na każdą pogodę i każdą chorobę.
W zasadzie masaż punktowy, to jedyny jaki możemy wykonać w przypadku ataku ostrego bólu. Czasem zaczyna się od kroplówki, zastrzyków i leków przeciwbólowych.
Kiedy wspominam komuś o masażu chińskim, to robi się tak jakoś magicznie i egzotycznie ;-) Mało kto wie, że akupresura, którą wykonujemy w nagłych atakach rwy kulszowej, barkowej, postrzału, to ten sam masaż.
Niestety w szkole masażu leczniczego nie uczą co to są meridiany i jak przebiegają, dlatego po wiedzę uzupełniającą należy udać się do szkoły Medycyny Chińskiej.
Kiedy zaczęłam łączyć kropki i dostrzegać podobieństwa, to jednak ciągle brakowało mi odpowiedniego słownictwa, żeby przełożyć wiedzę z chińskiego na polski. Wtedy wpadł mi w ręce podręcznik do osteopatii i terapii manualnej ,,Punkty spustowe i łańcuchy mięśniowo – powięziowe’’. No i wszystko stało się jasne.
Dlatego zanim zaczniecie krytykować medycynę naturalną, medycynę chińską, czy ajurwedyjską to spróbujcie się czegoś o niej dowiedzieć. Wiedza ta znana była już kilka tysięcy lat temu. Akupresura, akupunktura, zioła leczyły naprawdę ciężkie dolegliwości już w czasach bardzo nam odległych. Medycyna zachodnia nadal nie ma odpowiedzi na wszystkie pytania, bo gdyby tak było, każdą chorobę dałoby się wyleczyć.
Dlatego miejmy wybór i możliwość korzystania z takich metod leczenia jakie są zgodne z naszymi przekonaniami i wierzeniami.
Pozdrawiam i życzę dużo zdrowia.
ps. autor zdjęcia? Nie jestem pewna, może sam się przypomni ;-)