16/05/2026
Dziś w cyklu „przemoc po cichu” pogadajmy o zjawisku selektywnej nieporadności 😎
Znasz to? Prosisz partnerkę o to, aby załatwiła w końcu ważną sprawę w urzędzie skarbowym, gdyż konsekwencje mogą spłynąć na Was oboje i tylko ona to może zrobić. Wysyłasz jej link do e-urzędu, instrukcje jaki wniosek ma pobrać i gdzie wysłać. I słyszysz: „coś mi nie działa profil zaufany, nie mogę się zalogować” i wysyła screen ekranu (trzeba po prostu wejść w inną przeglądarkę, bo ta nie ma jakiejś tam wtyczki i się po ludzku normalnie zalogować). I wysyła Ci login i hasło, żebyś załatwił to sam. Bo ona nie potrafi. I gdy już prawie klikasz enter w logowaniu na cudze konto przypominasz sobie bardzo ważną rzecz. Ona prowadzi firmę! Loguje się na e-urząd co najmniej raz w miesiącu!
Inny przykład. Jesteście po rozwodzie. Macie wspólne dziecko, które co roku wyjeżdża w podobnym czasie na obóz letni i zimowy. Ty płacisz za zimowy on za letni. No ale gdy zbliża się termin zapisu dziecka na obóz letni i mu delikatnie przypominasz, on mówi: „no to ile w tym roku mam ci przelać?” Przerywasz swoją pracę, wchodzisz na stronę organizatora, przeklikujesz kilka zakładek, wysyłasz mu linki, piszesz kwotę. Żeby zapisać dziecko trzeba wypełnić formularz, wydrukować, podpisać, dołączyć potwierdzenie płatności i wysłać. Termin się kończy. On stwierdza: „Ja nic z tego nie rozumiem, co tu trzeba napisać? A tak w ogóle to nie mam tu u siebie drukarki. Przeleje ci za obóz w przyszłym miesiącu. Weź ją/jego zapisz”. No i zapisujesz, płacisz. Ale po chwili przypominasz sobie, że opowiadał Ci wczoraj jak ogarniał kilka spraw urzędowych i musiał dostarczać adwokatom wypełnione WYDRUKOWANE dokumenty.
No i możemy tu mnożyć:
👉 U Ciebie pralka gryzie, nie umie jej zaprogramować, ale u sąsiada robi wykład z mechaniki kwantowej prania wstępnego i pokazuje jak uruchomić nową pralkosuszarkę, którą sąsiad kupił.
👉Pójście z własnymi dziećmi na plac zabaw, żebyś Ty mogła odpocząć to strata czasu, ale jak jesteście na grillu u znajomych to skacze z ich dziećmi na trampolinie, wygłupia się w ogrodzie, a przyjaciółka z westchniem mówi na jednym wydechu „ach gdyby tak mój Leszek potrafił zająć się dziećmi”.
👉 Zapłacenie wspólnych rachunków za prąd na czas to dla niej Mont Everest wszelkich wymagań, ale za to doskonale pamięta gdy trzeba opłacić Netflixa dla koleżanki i przedłużyć subskrypcje w Empiku 😎
👉 „Weź Ty to zrób, bo mi w palcach wszystko pęka, psuje się, rozpada” ale w pracy z jubilerską precyzją używa tych samych rąk i nie wypłaca milionowych odszkodowań za zniszczenia 🤷🏻♀️
Termin weaponized incompetence - celowa nieporadność, albo selektywna nieporadność - jako taktyka przemocy pojawił się w literaturze anglojęzycznej stosunkowo niedawno jako odrębne pojęcie, choć psychologia od dawna dysponowała blisko spokrewnionymi konstruktami (próżniactwo społeczne).
Podstawowym wyróżnikiem selektywnej nieporadności jest jej…selektywność 😎 Nie mówimy o osobie, która generalnie sobie nie radzi w życiu lub w jakimś konkretnym obszarze (no każdy z nas taki ma). Raczej o osobie, której niezaradność jest przestrzennie i funkcjonalnie zawężona: obejmuje dokładnie te obszary, które wiązałyby się z nakładem pracy na rzecz wspólnego gospodarstwa, dzieci, partnera lub partnerki. Poza tymi obszarami - w pracy zawodowej, w realizacji własnych zainteresowań, w działaniach, z których wynika bezpośrednia korzyść lub zewnętrzna ocena - kompetencje pojawiają się w pełnej rozciągłości.
Kluczowym wskaźnikiem jest intencjonalność tej nieporadności: osoba, która twierdzi, że nie potrafi ugotować obiadu ani zadbać o dokumenty, jednocześnie organizuje obiad dla swojej rodziny lub zarządza portfelem inwestycyjnym z precyzją snajpera, nie pomija ani jednego terminu we własnych sprawach i bez problemu realizuje złożone zadania zawodowe.
Nieporadność w tym przypadku nie jest cechą osobowości tylko repertuarem zachowań zarezerwowanym na konkretne sytuacje. Mechanizm ten uruchamia się w przewidywalny sposób. Zadanie zostaje wykonane tak niedbale lub z tak dużym opóźnieniem (albo wcale), że osoba, która je zlecała, w końcu wykonuje je sama, albo przestaje prosić.
Z każdym powtórzeniem obszar odpowiedzialności jednej strony rośnie, a drugiej maleje. Nikt nie powiedział wprost, że tak ma być, ani nie odebrał drugiej osobie sprawczości jednym wyraźnym „chcę trzymać nad tobą kontrolę, więc będę udawał/a, że tego nie umiem”. Najczęściej dzieje się to stopniowo, przez nagromadzenie małych zaniechań, które wyglądają jak nieumiejętność lub okoliczności zewnętrzne (wyłączyli prąd, moja przeglądarka nie obsługuje tej strony, nie ma jajek w lodówce to nie zrobię śniadania dzieciom 🤷🏻♀️).
W literaturze przedmiotu toczy się dyskusja o tym, czy selektywna nieporadność wymaga świadomej intencji, żeby można było mówić o niej jak o taktyce przemocowej. Część badaczy i klinicystów wskazuje, że w wielu przypadkach nie chodzi o cyniczne planowanie że „cię wykorzystam”, lecz o kombinację poczucia zgody na to, aby nie brać odpowiedzialności tam, gdzie ona do człowieka przynależy, unikania konfliktu i wczesnego odkrycia (często jeszcze w dzieciństwie) że udawanie bezradności zwalnia z tejże odpowiedzialności. Ktoś nauczył się, że wtedy ktoś inny wkroczy i to zrobi za niego. W konsekwencji przestał rozwijać tolerancję na dyskomfort, gotowość do popełniania błędów i wytrwałość, których wymagają obowiązki domowe i relacyjne.
Tym, co odróżnia selektywną nieporadność od wyuczonej bezradności, jest jej kierunkowość: w wyuczonej bezradności przekonanie o niemożności wynika z historii porażek i krytyki; w selektywnej nieporadności mamy do czynienia z osobą, która nie mówi “nie mogę w ogólę”, lecz “nie mogę akurat teraz, akurat tu, akurat tego, akurat z tobą” - podczas gdy w innych kontekstach radzi sobie doskonale, bo celem tej nieporadności jest wykorzystanie Ciebie i Twoich zasobów, do zrealizowania jej/jego odpowiedzialności. Tak, to jest zwyczajne nadużywanie i nie ma to nic wspólnego z byciem nieporadnym.
Osoby, które przez lata funkcjonowały w relacji z kimś stosującym selektywną nieporadność, opisują kilka charakterystycznych procesów.
📌 Pierwszym jest stopniowe przejęcie pełnej odpowiedzialności przy zachowaniu pozorów równości. Formalnie nikt nic nie zabrał, ale w praktyce zakres obowiązków, decyzji i obciążeń poznawczych jednej strony rośnie nieprzerwanie, podczas gdy druga strona zyskuje coraz więcej czasu i przestrzeni dla siebie. Towarzyszy temu narastające poczucie przeciążenia, które trudno nazwać, bo nie wiadomo, kiedy dokładnie zaczęło się dziać.
📌 Drugim jest erozja zaufania do własnej oceny sytuacji. Ponieważ nieporadność wyglądała jak cecha, a nie jak wybór, osoba doświadczająca zaczyna wątpić w swoją interpretację. „Może oczekuję za dużo? Może powinnam/powinienem być bardziej cierpliwa/y? Może sama jestem odpowiedzialna/y za to, że on/ona “nie daje rady”?”
Badania nad pracą i płcią pokazują, że ciężar kompensowania innych spada nieproporcjonalnie na osoby, które zostały uspołecznione do przewidywania i łagodzenia dyskomfortu innych, z efektem w postaci niewidzialnej pracy, wypalenia i normalizacji nierówności.
📌 Trzecim skutkiem jest to, co można nazwać gastlightingiem strukturalnym: przekonanie osoby doświadczającej przemocy, że jej zmęczenie, frustracja i poczucie niesprawiedliwości są nieadekwatne do sytuacji, bo przecież nic się nie stało. Nie było krzywdy. Była tylko nieporadność, „a tak w ogóle, to sama powinnaś/powinieneś to zrobić, a nie przerzucać zadania na mnie”.
Selektywna nieporadność może być przejawem niedojrzałości, unikania odpowiedzialności lub socjalizacji w rodzinie dysfunkcyjnej. Jednak w połączeniu z innymi elementami systemu koercyjnej kontroli - minimalizowaniem, przerzucaniem winy, izolacją, kontrolą ekonomiczną - staje się jednym z narzędzi utrzymywania nierównowagi władzy, który jest szczególnie trudny do uchwycenia, bo nie pozostawia śladów 🤷🏻♀️