18/08/2026
Siedziałam ostatnio w małej cukierni w Ustroniu i zupełnie mimochodem usłyszałam fragment rozmowy pary przy stoliku obok:
- Ty zawsze chcesz coś robić sama…
- Bo ja czasem potrzebuję po prostu pobyć sama
Tylko tyle , kilka słów, a zostały mi w głowie na dłużej.
Pomyślałam sobie, jak łatwo w bliskiej relacji pomylić bycie razem z koniecznością robienia wszystkiego razem.
Jakby miłość miała oznaczać, że chcemy tego samego, potrzebujemy tyle samo bliskości i najlepiej poruszamy się przez życie w tym samym rytmie.
A przecież spotykają się ze sobą dwie osoby. Każda ze swoją historią, potrzebami, lękami i własnym sposobem przeżywania świata.
I tak sobie myślę, że może jedna z najtrudniejszych rzeczy w bliskości polega właśnie na tym, żeby pozwolić drugiej osobie być naprawdę osobną. Nie odbierać jej potrzeby przestrzeni jako odrzucenia. Nie traktować różnicy jako zagrożenia dla więzi.
Mieć swoje „ja” i jednocześnie budować „my”.
Bo „osobno” nie musi oznaczać dalej od siebie. Czasem właśnie wtedy możemy wracać do siebie dlatego, że chcemy- a nie dlatego, że boimy się oddalenia.