21/09/2017
Od pewnego Taty.. długie ale pięknie napisane... Czym jest poród...
Polecam....
Ostatnie słowa położnej brzmiały: „nie przyj”. Chwilę później poczułem, jak pod moją dłonią znika ucisk na brzuchu żony; jak ciało dziecka przesuwa się w dół, a z nim płynie wielka fala energii. Coś zachlupotało. „Już”, powiedziała położna. „Już?”, zapytała nieśmiało, jakby zdziwiona Agata. Usłyszeliśmy cichy płacz dziecka - płacz, który ucichł niemal natychmiast, bo nasz synek od razu znalazł się przy piersi. Przez następne minuty nic się nie działo. Położna zgasiła latarkę, którą zapaliła kilka chwil wcześniej, i odsunęła się o parę kroków. Zostaliśmy tylko my. Ja, oparty plecami o poduszki starej, domowej kanapy. Moja żona, oparta o mnie, a na jej brzuchu on. Było kilka minut po piątej, słońce miało wzejść dopiero za godzinę, ale powoli szarzało, więc widziałem coraz wyraźniej - włochatą główkę, pokryte mazią rączki i ramiona. Słyszałem spokojne oddechy. Czułem nowy w tym domu zapach, o niezwykłej świeżości - jedna z mądrych kobiet powiedziała nam później, że dzieci pachną jak złowione dopiero co ryby. Żadne z nas nie musiało nic robić. Wiedzieliśmy, że mamy czas, mnóstwo czasu - że zważyć czy zmierzyć możemy go równie dobrze za kilka godzin, podobnie jak z decyzją, czy odcinać (wyjątkowo krótką skądinąd) pępowinę, albo jak mu dać na imię. „Kontakt noworodka z matką >>skóra do skóry