15/07/2026
Postanowiłem napisać ten post jako refleksję po wczorajszym spotkaniu diagnostycznym z jedną z "cioć", która opiekuje się obecnie kilkoma maluchami, zabranymi interwencyjnie niewydolnym rodzicom.
Ktoś powie: jej decyzja i jej problemy. Z jednej strony tak, to prawda, ale z drugiej gdzie miałyby trafiać bite i maltretowane dzieci. Izba dziecka, dom dziecka? A ileż my ich mamy? Skala zjawiska - odbierania dzieci rodzicom np. pogrążonych w nałogu alkoholowym jest ogromna, a możliwości tych instytucji ograniczone. Rodzina zastępcza to dla wielu dzieci jedyne rozwiązanie.
Ciocia jest wielozadaniową osobą, która zapewnia poczucie bezpieczeństwa i realizację podstawowych potrzeb oddanych pod jej opiekę dzieci. Są to dzieci w różnym wieku, ale najczęściej bardzo małe, w tym także kilkumiesięczne. Ciocia, poza opieką nad dziećmi jej powierzonymi, ma też swoje dzieci, którym także poświęca czas. Ciocia wychowuje swoje dzieci i jej powierzone samodzielnie, bez męża. Bardzo często, Ciocia wykonuje pracę zawodową, po której wraca do domu pełnych dzieci, swoich własnych i tych dodanych. Niestety, dzieci odbierane z tzw. "rodzin alkoholowych" to nie uśmiechnięte i pełne radości maluchy, a skomplikowane, chore, często słabo rokujące "przypadki" wymagające natychmiastowej interwencji. I tu zaczyna się długa lista specjalistów, których trzeba z dziećmi odwiedzić. Umawianie wizyt, czas oczekiwania, zmiany terminów, a poza tym płynie normalne życie.
Wiele Cioć, z którymi mam kontakt w swojej pracy zawodowej ma jedną, wspólną cechę: uśmiech na twarzy, któremu towarzyszą zaradność, zatroskanie i chęć pomocy. Kiedy patrzę im w oczy widzę zmęczenie i zastanawiam się "po co"?, skąd biorą siły na życie w takim pędzie, skoro większość z nas ma problem z zaopiekowaniem jednego dziecka, a awaryjne wyjście z psem do weterynarza powoduje, że zawala się cały plan dnia.
Chylę czoła przed Wami...Ciocie...Mamy, bez względu na to gdzie jesteście, i które dziecko z kolei przywieziono Wam o 3 nad ranem. Wykonujecie zadanie, którego nie da się wycenić i oszacować.
I zanim jakiejś duszy zniecierpliwionej czytaniem, przyjdzie do głowy napisać w komentarzu "za darmo tego nie robią" niech sobie zada pytanie czy za takie pieniądze sama podjęłaby się takiego wyzwania. Ułatwię odpowiedź: zapewniam, że nie chciałabyś czy nie chciałbyś tych pieniędzy.
Słonecznego lata!