15/05/2026
Jeśli rzeczywiście zostałby wprowadzony model: najpierw 3 lata pielęgniarstwa, a dopiero później specjalizacja lub dodatkowe kształcenie z położnictwa, to byłaby to jedna z największych zmian systemowych w historii polskiego położnictwa. Już dziś środowisko zwraca uwagę, że Polska zmaga się z kryzysem kadrowym położnych, starzeniem personelu i spadkiem liczby studentek wybierających zawód. Taka reforma mogłaby mieć bardzo dalekosiężne skutki — zarówno dla kobiet, jak i całego systemu opieki okołoporodowej.
W projektach reform Ministerstwo Zdrowia zapowiada „uporządkowanie” systemu kształcenia oraz większe powiązanie kompetencji z poziomem kwalifikacji.
1.
Obecnie wiele osób wybiera położnictwo właśnie dlatego, że od początku chcą pracować z kobietą ciężarną, rodzącą i noworodkiem. Gdyby trzeba było najpierw ukończyć ogólne pielęgniarstwo, część kandydatów mogłaby:
całkowicie zrezygnować z tej ścieżki,
wyjechać za granicę,
wybrać inne kierunki medyczne,
pozostać w pielęgniarstwie bez dalszej specjalizacji.
To mogłoby oznaczać gwałtowny spadek liczby nowych położnych już w ciągu kilku lat.
2.
Średni wiek pielęgniarek i położnych w Polsce od lat rośnie. Znaczna część aktywnych zawodowo położnych jest w wieku przedemerytalnym lub emerytalnym. Już teraz wiele oddziałów położniczych funkcjonuje dzięki osobom 55+, a część porodówek ma ogromne trudności z obsadą dyżurów.
Jeżeli:
starsze położne będą odchodzić z zawodu,
a nowych będzie mniej i będą wchodziły do zawodu później, to luka pokoleniowa stanie się bardzo widoczna około 2030–2035 roku.
Konsekwencją może być:
łączenie oddziałów,
przeciążenie personelu,
większe wypalenie zawodowe,
trudniejszy dostęp kobiet do opieki.
3.
W Polsce położna jest samodzielnym zawodem medycznym, zgodnym z europejskimi standardami. Położna nie jest „pielęgniarką od porodówki”, lecz specjalistką od zdrowia kobiety, ciąży, porodu, połogu, laktacji i opieki nad noworodkiem.
Wprowadzenie modelu: „najpierw pielęgniarka, potem położnictwo” mogłoby doprowadzić do:
rozmycia kompetencji,
osłabienia tożsamości zawodowej,
marginalizacji położnictwa jako odrębnej profesji.
W dłuższej perspektywie mogłoby to zmniejszyć autonomię położnych i przesunąć model opieki bardziej w stronę medykalizacji porodu.
4.
Położnictwo wymaga bardzo specyficznych kompetencji:
komunikacji z kobietą,
prowadzenia porodu fizjologicznego,
wsparcia emocjonalnego,
edukacji,
opieki laktacyjnej,
znajomości fizjologii ciąży i połogu.
Skrócenie lub „odłożenie” nauki położnictwa na etap późniejszy może sprawić, że:
praktyki położnicze będą krótsze,
mniej osób zdobędzie doświadczenie porodowe,
wzrośnie liczba interwencji medycznych,
kobiety będą miały mniejszy kontakt z położną prowadzącą.
To szczególnie istotne przy obecnym kryzysie zdrowia psychicznego kobiet po porodzie oraz rosnącej liczbie cięć cesarskich.
5.
Polska ma obecnie niski współczynnik dzietności, ale jednocześnie:
ciąże są coraz bardziej wymagające medycznie,
kobiety rodzą później,
wzrasta liczba ciąż wysokiego ryzyka,
potrzebna jest większa opieka okołoporodowa i edukacja.
Mniej porodów nie oznacza więc mniejszego zapotrzebowania na położne. Wręcz przeciwnie — nowoczesny system powinien zwiększać rolę położnej:
w edukacji,
profilaktyce,
opiece środowiskowej,
wsparciu laktacyjnym,
opiece psychologicznej,
opiece nad kobietą w menopauzie.
6.
Jeśli ścieżka zawodowa stanie się:
dłuższa,
mniej atrakcyjna,
mniej prestiżowa,
to część młodych osób może wybierać kraje, gdzie położnictwo pozostaje odrębnym i silnym zawodem.
To może jeszcze bardziej pogłębić niedobory kadrowe w Polsce.
7.
Reforma mogłaby spowodować:
zamykanie kierunków położnictwa,
redukcję kadry dydaktycznej,
ograniczenie liczby praktyk porodowych,
odpływ nauczycieli akademickich z położnictwa.
A odbudowanie kadry położnych trwa wiele lat — tego nie da się szybko naprawić.
8.
Jeśli prognozy się sprawdzą, Polska może stanąć przed sytuacją, w której:
jedna położna będzie przypadała na zbyt dużą liczbę pacjentek,
kobiety będą miały ograniczony dostęp do edukacji przedporodowej,
opieka środowiskowa po porodzie będzie symboliczna,
wzrośnie liczba wypalonych zawodowo pracowników,
coraz więcej świadczeń przejmie personel niewyspecjalizowany w położnictwie.
To mogłoby realnie obniżyć jakość opieki nad kobietą i noworodkiem.
Wielka szkoda, ogromny znak zapytania, wielki żal.