Psycholog Joanna

Psycholog Joanna Pomoc psychologiczna, interwencja kryzysowa, diagnoza psychologiczna, psychoterapia indywidualna, par

O NAGIETKU PRZYPIĘTYM DO MUNDURU GWIEZDNEJ FLOTY 😉W jednym z odcinków o universum Federacji Planet i Gwiezdnej Flocie (S...
02/08/2026

O NAGIETKU PRZYPIĘTYM DO MUNDURU GWIEZDNEJ FLOTY 😉

W jednym z odcinków o universum Federacji Planet i Gwiezdnej Flocie (Star Trek NNŚ) przedstawiono historię naszego świata sprzed 65mln lat. Załoga Enterprise przeskoczyła tam niechcący, poprzez oczywiście anomalię. Na Ziemi rządzą się dinozaury, w Układzie Słonecznym jest dodatkowa planeta a Mars jest piękny i zamieszkany przez wysoko rozwiniętą cywilizację. Marsjanie mają kłopoty, bo są wybijani w pień przez paskudne "robale" z tej dodatkowej planety. Ponieważ załoga Enterprise ma już wiedzę na temat grzebania w przeszłości po wojnach temporalnych, z których ludzkość nauczyła się, że w przeszłości lepiej nie mieszać - starają się nie ujawniać. No ale Marsjanie nie są w ciemię bici i biorą z XXIVw., co im pasuje do pokonania "robali". Planeta tychże zostaje "zastrzelona" a jej kawałek uderza w nasze rodzime dinozaury, zaczyna się epoka lodowcowa, Mars i tak z czasem źle kończy (o czym wiemy jako aktualni Ziemianie), choć rozbitkowie rozproszyli się po kosmosie, by po czasie zacumować na Ziemi, gdy już się ociepliło.

Lubię bardzo historie z universum Star Trek, bo to pozytywne opowieści z tej dobrej strony ludzkości, która już się ogarnęła w relacjach, postawiła na rozwój i gasi gaszących rozwój.
Te historie pisane z różnych poziomów, "dla każdego", trzymają się w ramach prawdopodobieństwa psychologii postaci ale zwykle bywa, że zbaczają z kursu dostępnej nam wiedzy z zakresu fizyki, chemii, mechaniki, inżynierii, medycyny, że o geografii i astronomii nie wspomnę.
I to jest w moim odczuciu przegenialne, stanowiące wartość samą w sobie.

Bo a co jeśli?

Co jeśli to, że czegoś nie zważyliśmy i nie prześwietliliśmy, kwitnie bez dowodów czasem wbrew logice?

W szkole byłam kujonem i miałam predyspozycje do zabetonowania. Dziękować Bogom, poniosło mnie w zawód i sprzyjające otoczenie, które wyregulowały mnie na przekonanie, że rozwijamy się tylko dzięki temu, że nie możemy być niczego pewni i nawet najbardziej absurdalne opowieści niosą informacje i zasoby. Gdy te działają (choć jeszcze nie wiemy, dlaczego), to w którą stronę patrzeć - tam, gdzie nie przyklepano tego Noblem czy tam, gdzie działa?

Telefon komórkowy dla najbardziej zacnych głów np. naszych chłopców przedwojennych był "star trekiem" tamtych czasów. Teoria o "dodatkowej planecie" w Układzie Słonecznym krąży gdzieś dyskutowana po kątach, podobnie jak ta o tym, że na Marsie było życie. Jednocześnie Nobla z medycyny w 2017r. przyznaje się za wiedzę dostępną od tysiącleci, ale że głównie specjalistom TMC, to nie było podbite ważną pieczątką. Hm...🤔

W universum Star Trek myślą przewodnią jest otwarta głowa. Na "nowe światy", technologie, metody uzdrawiania, ideę samostanowienia. Gdyby jakiś Volkanin, Klingon czy człowiek z XXIVw. zobaczył arogantów dmuchających w ogień pod średniowiecznym stosem, ugasiłby stos i doedukował podpalaczy (wbrew pierwszej dyrektywie zalecającej nieingerowanie w cywilizacje prymitywne).
Głównie o tym, że represje i zakazy tego, co praktykowane, krzywdy nie robi, bo działa, nie służą rozwojowi i zdrowiu.
No chyba, że nie o rozwój i zdrowie chodzi...
Nagadałby się też o definiowaniu krzywdy, tak dla pewności.

To jest post na fanpejdżu o psychologii użytkowej, napisany celem polecenia Państwu ciekawej podróży z wiekszością seriali i pełnometrażów Star Trek.
A kto poczuł inaczej, nie będzie spalony na stosie, bo od tego już się dawno odeszło, prawda?

🌻🌻🌻

O nagietku:

Na fotografii jestem w towarzystwie nagietka, którego stosik uzbierałam, ususzyłam i pić będę. Gdy poczuję potrzebę.

PROJEKT HAIL MARYWakacyjnie polecam Państwu film, który podobnie jak zdaniem niektórych - operę, można kochać albo bardz...
27/07/2026

PROJEKT HAIL MARY

Wakacyjnie polecam Państwu film, który podobnie jak zdaniem niektórych - operę, można kochać albo bardzo nie.
Już dawno nie obejrzałam tak zaskakująco wiele w tak okrojonej fabularnie historii. Krojonej pięknie przez prawie 3 godziny.
Samotność.
Pasja.
Komunikacja.
Więź.
Wybór.
I tak przeogromnie wielowarstwowa apoteoza Życia.

A wszystko muśnięte takim poczuciem humoru, który nie przejawia się wszędzie i u każdego, więc powtórzę - jak z operą...

Zachęcił mnie człowiek w kosmosie, bo to mój projekt dziecięcy, a tu proszę - Ryan Gosling zbudował się w historii bardzo o życiu, ludzkiej dorosłości bardzo. Tyle, że tak pięknie mu pozwolono to zrobić, że faktycznie wyrzuca go w gwiazdy...skałkę dosłownie tudzież. Taką do kochania...

Dla studentów psychologii. I jej praktyków. Zwłaszcza tych szanujących metafory i baśnie. Hail Mary to piękny idiom - opisujący ostatnią szansę, krok w desperacji.

Dla poszukujących wzruszenia trochę inaczej niż platformy z filmami nauczyły nas szukać i czuć. Dla stroniących od tłumu, zmagających się w związku z tym z myśleniem, że to z nimi coś nie tak.
Dla teoretyków wymądrzających się o komunikacji i więzi. Dla wszystkich wymądrzających się tak w ogóle - takie filmy wrzucają w ustawienia fabryczne. Wiem, co mówię, bo się wrzucam.

Z zachwytem polecam.

🍀🍀🍀

"Skąd wiemy, że koniec tulenia?" 🥹❤️

INDEPENDENCENiezależność. Niepodległość.Autonomia.Niezawisłość.Samostanowienie."Independence" to nazwa rodzącego się mia...
12/07/2026

INDEPENDENCE

Niezależność.
Niepodległość.
Autonomia.
Niezawisłość.
Samostanowienie.

"Independence" to nazwa rodzącego się miasteczka, do którego w poszukiwaniu nowego początku przybywa rodzina Ingallsów z serialu (na podstawie powieści głównej bohaterki) "Domek na prerii".
W tym roku na jednej z platform pojawiła się nowa wersja tej opowieści, która "dopowiada" kawałek historii sprzed, tej z lat '80.
I choć zwykle rozczarowują mnie nowe adaptacje tego, co w swej istocie było doskonałe - przed tą historią składam pokłon.
I polecam nie tylko fanom serialu sprzed lat. Z pewnością był cukierkowy jak na realia tego, jak naprawdę budowała się "Ameryka".

Polecam te 8 odcinków, też muśniętych cukrem, bo to stylistyka familijna, ale z innego powodu.
Tylko w ten sposób, być może, możemy wyjaśniać naszym dzieciom pewne podstawowe pojęcia.

Na czym polega rodzina. Budowanie więzi. Bycie prawym człowiekiem.
Jak paskudna bywa polityka. I jak głębokim, jak bardzo, przebardzo głębokim pojęciem jest "independence", co po polsku ma tak dużo ważnych znaczeń: niezależność,
samostanowienie,
niepodległość.

Ciężko to wytłumaczyć bardzo młodym ludziom. W czasach, gdy wirtualna rzeczywistość miesza się z realną, aktualnie tworzoną historią świata - wrażliwość tępi się.

Perspektywa czasu sprawia, że tragedie sprzed 200 lat mogą być jedynie cenną lekcją. I bardzo ważne jest to, żeby w kształtowaniu wrażliwości tych, którzy są przed nami, spożytkować ją w możliwie najlepszy sposób.

I taki właśnie serial familijny, z aktualizacjami niezbędnymi dla chwycenia uwagi, to robi.

Wiemy, że rdzenni Amerykanie nie byli "biali". Ani "czarni", dla przypomnienia (bo to też się czasem miesza). Historia Indian, którzy powitali na swojej ziemi osadników z Europy, a potem zostali potraktowani przez ich politykę pełnym wachlarzem okrucieństwa, uczy - że samostanowienie to cenny skarb. Niezależność w pojęciu idywidualnym i niepodległość w sensie plemiennym to to samo.

Mijają lata, ludzkość doposaża się w technologię...a z tym kawałkiem głowy odpowiedzialnym za "prawość" ciągle w tyle. Prawo siły i bój o tzw.matriksowe gadżety mają się świetnie.

Polecam ten serial, bo pokazuje "jak krowie na rowie", że w ostatecznym rozrachunku tej powielanej od stuleci historii - wszyscy tracą i nie zbierze się plonów tam, gdzie odbiera się prawo do samostanowienia.
Przesłanie ubrane w symbolikę, którą można wyłożyć dzieciom, niepełnobystrym starszym oraz każdemu z nas.
Bo wszystkim nam zdarza się nie wyściubiać nosa poza własny płot, zapominając, że bez plemiennych wartości nie będziemy mogli samostanowić i ta luka szybko wypełni się czymś... lub kimś, kto zrobi to za nas.

Z punktu widzenia roboczo nazwanej przeze mnie psychologii użytkowej - z entuzjazmem i poruszeniem po obejrzeniu ostatniego odcinka, polecam Państwu nową wersję pełnej ciepła opowieści sprzed lat. "Domku na prerii".

I jeszcze jeden powód, dla którego warto. To dla tych, którzy rozumieją słowa takie jak te, tym kawałkiem samostanowienia w duszy, sercu czy umyśle, o którym współczesna psychologia nie ma bladego pojęcia ☺️:

"...nasi przodkowie przybyli na Ziemię z gwiazd. Po wylądowaniu podróżowali razem, poszukując domu. Nawet gdy jakiś znaleźli, coś ich skłaniało do poszukiwania kolejnego. Zawsze było więcej do zobaczenia, poznania i poczucia. Nosimy w sobie ich wspomnienia. Dlatego snujemy opowieści, żeby pamiętać, że zmiany prowadzą nas ku zrozumieniu Wielkiej Tajemnicy." /s1o7/

🍀🍀🍀

LATA OSIEMDZIESIĄTEWCALE NIE "BYŁO, MINĘŁO"Przed internetem, AI, termomixem i już udowodnioną naukowo przez NASA telepor...
09/07/2026

LATA OSIEMDZIESIĄTE
WCALE NIE "BYŁO, MINĘŁO"

Przed internetem, AI, termomixem i już udowodnioną naukowo przez NASA teleportacją istniał świat.
Pisarze pisali książki własną głową, studenci studiowali twarzą w twarz na ubitej ziemi realnej uczelni, relacje budowano spotykając się w doświadczaniu fejs tu fejs, muzyk tworzył muzykę, którą realny ktoś potem często w unoszącym innych patosie śpiewał ludzką struną głosową. Bylejakość też była, bo to czynnik ludzki. Ale jej skala była tłumiona wypracowanym przez lata tworzenia kultury zachodniej backgroundzie. Co prawda insulinooporność, otyłość u dzieci, depresje nastolatków i bylejakie wykształcenie już kiełkowały w pięknej Ameryce (serio pięknej... mam słabość jeszcze do tej sprzed 20 lat) ale np. rozkwit literatury i muzyki popularnej i rockowej trzymał pion w poziomie doświadczania zdrowia, choćby psychicznego.

Było mniej możliwości a zdrowia więcej. Dziś zupełnie odwrotnie. Może nasz świat nie jest gotowy na tak rozbujany potencjał...

Właściwie to nie o marudzeniu za "rajem" utraconym chciałam, bo są wakacje, ale w psychologii użytkowej to się jednak wszystko spina. Dzieje się tak dlatego, że podejrzewam zdecydowaną większość z nas - ludzi, jako istoty podatne na wyrażanie emocji poprzez muzykę, literaturę, film, taniec, sztukę...
I bardzo, przebardzo polecam te przestrzenie jako diagnostyczne i terapeutyzujące.
Refleksja mignęła mi taka, bo kolejna Postać opuściła przestrzeń.

Kto z Państwa zmywając kiedyś naczynia czy jadąc choćby teraz autem śpiewał razem z nią "turn around" czy "I need a hero!"? To drugie z "Footlose"... Piosenki i filmy, z których moje pokolenie uczyło się angielskiego i że videoklipy mają treść.

Eeehhh... Bonnie Tyler... dziękuję. Będę sobie Ciebie śpiewać dalej w aucie...💛

https://youtube.com/watch?v=lcOxhH8N3Bo&is=DGu4sITGGJ1amObX

https://youtube.com/watch?v=bWcASV2sey0&is=FTlyjq3v4peVfftU
..

OD CZEGOŚ TRZEBA ZACZĄĆW czasie II światowej Amerykanie wdrożyli program treningowy nastawiony na usprawnianie produkcji...
24/06/2026

OD CZEGOŚ TRZEBA ZACZĄĆ

W czasie II światowej Amerykanie wdrożyli program treningowy nastawiony na usprawnianie produkcji poprzez szkolenie pracowników fabryk uczące małych usprawnień i eliminacji marnotrawienia zasobów. Gdy Japończycy, którzy w tym czasie dostali potężny łomot za podpięcie się pod mrzonki austriackiego akwarelisty trzęsącego wówczas światem, stanęli na ruinach i musieli zacząć od nowa - zrobili to na tej właśnie bazie teoretycznej. Zamiast skoku na głęboką wodę i masakrowania zmęczonego narodu rewolucją odbudowy, poszli w drobne, ale systematyczne kroki i wykorzystanie trudności jako zasobów. Potem już zajął się tym biznes szkoleniowy i nazwano to filozofią Keizen.

Kei to zmiana, zen to dobro.
Ładne, prawda?

W szerszym, niż biznesowy kontekście, to filozofia ciągłego doskonalenia oparta na założeniu, że do celu nie musimy biec, zmagać się z czasem w oczekiwaniu na "ten" moment czy wjeżdżać czołgiem tam, gdzie sprawa wydaje się beznadziejna.

Często, gdy mnie coś usiłuje zaorać, przypominam sobie o tej książce na półce, która kiedyś zadziałała i już nie szukam czołgu. "Keizen. Małymi krokami ku doskonałości" Roberta Maurera (nazwisko łatwe dla fanów pewnego filmowego Franza ;). Od tamtej pory przypominam sobie, że:

1. Wybieram proste rozwiązania, zamiast komplikować sobie głowę labiryntem możliwych zdarzeń.
2. Zadaję sobie po wielokroć pytanie "dlaczego?" czekając na nawet najbardziej absurdalną z pozoru odpowiedź, która okaże się tą właściwą. I spokojnie, to przyjdzie...bo ma prawo się nie spieszyć.
3. Koncentruję się na tym, co realne.
4. Ale, że mam bogatą wyobraźnię, uruchamiam ją w służbie kreatywności.
5. Robię pierwszy krok. A potem drugi. I trzeci. Nigdy wszystkie naraz. Daję sobie przyzwolenie na ciąg zdarzeń, proces, który potrzebuje czasu. To trudne, ale praktykowane, daje nawyk spokoju w działaniu.
6. I to co jest największym wyzwaniem - nieustanna pamięć o tym, że trudności to też zasoby. Źródła informacji i materiał do spożytkowania.
7. Robię tyle, ile mogę, tym, co mam.

"Małymi kroczkami" to bardzo pomocna w życiu zasada. W budowaniu siebie i relacji. Osadza w realu i przynosi spokój.

Polecam szczególnie tym z Państwa, którzy zmagają się z przytłoczeniem nadmiarowością. Lub brakiem ciężkim. Zarówno odgruzowanie jak i budowa muszą potrwać.

W czasach, które zachęcają do szybkiego i bylejakiego - to błogosławieństwo...

🍀🍀🍀

DZIEŃ OJCANiemal zawsze "wchodzi" na którąś sesję. Zapraszany albo sam się wprasza, często wypraszany, dyscyplinowany, z...
23/06/2026

DZIEŃ OJCA

Niemal zawsze "wchodzi" na którąś sesję. Zapraszany albo sam się wprasza, często wypraszany, dyscyplinowany, z nałożoną pokutą lub zdejmowaną aureolą. Niezależnie od tego, ile ma lat i czy żyje.

Z tatą raczej trzeba się dogadać. I niekoniecznie znaczy to, że "było, minęło" w historiach, w których nabroił. Czy, że "nikt nie będzie taki" w historiach bliskich ideału.

Dogadać się, znaczy - ułożyć w sobie tę relację tak, żeby stać się dorosłym.

Bo dorosły może wziąć odpowiedzialność za to, co dźwiga i co ewentualnie czas już odłożyć.

Dogadać się z tatą, to zobaczyć go oczami człowieka w jego metryce, gdy byliśmy dziećmi. Zwykle dopiero wtedy, gdy sami już mamy potencjał bycia rodzicem.
Dorosły widzi dorosłego - to cenna perspektywa w tym procesie.

Zanim jednak to się wydarzy, dzieją się rozmaitości "psychiczne".
W zależności od tego, na czym zbudowała się relacja z ojcem, wyprawiamy ze sobą i otaczającym światem cuda (dalekie od cudu zwykle).
Jedno z moich najulubieńszych zjawisk psychologii człowieka się odpala - mechanizm obronny. "Bronimy się" z różnych powodów i często są to skrajności - nadmiarowość taty lub jego skrajny deficyt.
Zatem - zaprzeczamy, wypieramy, racjonalizujemy, idealizujemy, projektujemy...ojca. Na Bogu ducha winnych ludzi lub zdarzenia.

I tak możemy brnąć latami.

Aż przychodzi (oby w końcu) taki moment, że dojrzewamy do "dogadania się".

I stajemy się wreszcie dorośli. Możemy zapakować do tobołka aktualizacje z tego, co teraz i ruszyć w świat.

Każdemu z nas życzę "dogadania się" z ojcem, tatą. Bez presji, niech potencjał pracuje w tle. A jeśli nie, to nie - z kamyczkiem w bucie też zdobywano szczyty.

Każdemu Ojcu, Tacie życzę nie tylko dziś, żeby zdążył się dogadać - ze sobą w tej roli. Tym, dla których to "pestka", gratuluję dobrego samopoczucia 😄
Bycie Tatą to wyzwanie większe od zostania ojcem, a przegięcia w nadmiarowość czy deficyt bywają surwiwalowym doświadczeniem, jak często słyszę.

Usłyszałam też takie wyznanie:"...bo wie pani, jak go wziąłem pierwszy raz na ręce, wiedziałem, że już zawsze będę tatą...jakby mi ktoś "nobla" dał albo wstrzyknął takie coś, że wiem, co i jak." To dla tych, którzy w panice.

🍀🍀🍀

NOC KUPAŁYNasza podświadomość kocha rytuały. Czy nam się to podoba, czy nie. Mogą być w służbie lub nie. Dziś o tych dob...
21/06/2026

NOC KUPAŁY

Nasza podświadomość kocha rytuały. Czy nam się to podoba, czy nie. Mogą być w służbie lub nie. Dziś o tych dobrych, ładnych i służących nam, z wyłączeniem objawów nerwicowych i przymusu powtarzania.

Najkrótszą noc w roku "zdiagnozowało" już stareńkie słowiaństwo i w rutuale rozpalanych ognisk, wody niosącej wianek i zbieranych ziół robiło dobrze przyszłości. Chrześcijaństwo to podchwyciło i dwa dni później św. Jana zobowiązało do święcenia wody, żeby obmywała ku zdrowiu i obfitości.
Dziś ta czerwcowa noc bywa często przyjemną okazją do rozpalenia ognia, tańcowania i śpiewu lub refleksji o spalanym w kamiennym kole drewnie. W obrządku religijnym święcimy wodę, zioła i kwiaty.

Chodziłam więc świętując boso po trawie, tańcowałam, śpiewałam, grałam na bębnach i grzechotkach przy rozpalonym ognisku, które ugotowało nam kolację a pijąc czystą wodę, patrzyłam w gwiazdy i dziękowałam, że tak mogę... Odessało mnie z toksycznej nadmiarowości pieczołowicie odkładanej ostatnio na później, żeby "coś" z nią zrobić.
To nie odlot. To pielęgnacja podświadomości.

Piszę o tym w kontekście psychologii obyczajowej, bo może komuś z Państwa przyda się info przypominające, że jako ludzie potrzebujemy punktów odniesienia. Tego czegoś, co daje mocny background. Zwykle szukamy tego w nauce, w autorytetach. Zapominamy, że nosimy w sobie stareńkie prawdy naturalne - o cyklach w naturze na przykład. Te budzą jedne z najdojrzalszych ludzkich refleksji, gdy są odpowiednio spożytkowane.

Żeby je ogarnąć ciałem i umysłem ludzkość osadza je od wieków w rytuałach. Często podpinanych pod religię. Ale o nią najmniej w tym chodzi.

Może warto przyjrzeć się sobie w tym bliżej. I temu, co nas otacza. Bo gdy odpuścimy tę pielęgnację, w podświadomości rozgoszczą się na dobre "ekrany". I właśnie wtedy skończy się nasz świat.😉

🌒

W pobliżu ogniska stała stara naftowa lampa. Kiedyś takimi oświetlano domy, dziś są pięknym, naprawdę pięknym akcentem skłaniającym do rozmaitych refleksji. Na przykład o tym, że pielęgnując podświadomość w rytuałach, realnie dziękuję światu za dar elektryczności 😄

DLACZEGO PSYCHOTERAPIA GRZEBIE W DZIECIŃSTWIE"...nie pokonaliśmy w porę demonów z dzieciństwa... on swoich, ja swoich" p...
18/06/2026

DLACZEGO PSYCHOTERAPIA GRZEBIE W DZIECIŃSTWIE

"...nie pokonaliśmy w porę demonów z dzieciństwa... on swoich, ja swoich" powiedziała z refleksją pełną nieutulonego, ale już spokojnego smutku starsza kobieta, której były mąż zmarł niedawno. Rozstali się dawno i przez wiele lat nie mieli kontaktu. Kilka dni przed jego śmiercią odnaleźli drogę do ostatniej rozmowy. Oboje z tobołkiem bardzo delikatnej duszy, która od najmłodszych lat dostawała lekcje ziemskiego życia z piekła rodem. Po wielokroć spotkane po drodze szanse i ogromny potencjał inteligencji, kreatywności i dobrego, poczciwego serca były chłostane przez nich samych ciężarem wspomnień doświadczeń, które wdrukowały schematy życiowych wyborów i podejmowanych decyzji. Na koniec kobieta westchnęła z taką głęboką, poruszającą ciszą na wielokropkach:"...byliśmy tacy młodzi, gdy tak bardzo chcieliśmy, żeby nam się udało...ale za dużo swojego bałaganu przydźwigaliśmy na plecach...nie potrafiliśmy o tym rozmawiać...a powinniśmy..."

To jedna z wielu możliwych odpowiedzi, dlaczego psychoterapia grzebie w dzieciństwie, w rodzie, w przeszłości. O tym, jak głęboko i czy w ogóle decyduje modalność, w której pracuje psychoterapeuta.

Słyszy się, ostatnio zwłaszcza, zarzuty o retraumatyzacji, gdy powroty do przeszłości rozdrapują rany i że to niepotrzebne, bo tego nie zmienimy i trzeba zająć się tym, co w teraz.

Wykształciła mnie szkoła w nurcie integracyjnym z faworyzacją psychodynamicznego i systemowego podejścia, znam jednak metody i założenia teoretyczne innych modalności, z których często korzystam.
Ale doświadczenie zawodowe i własne oraz obserwacja świata nauczyły mnie, że "czym skorupka za młodu nasiąknie, tym na starość trąci" jest bardzo prawdziwe.
W pakiecie dzieciństwa i dojrzewania dostajemy zasoby, z których korzystamy do późnej starości. Dlatego wspomnienie zapachu, smaku, obrazu, nawyków z czasów, gdy "zarządzali" nami znaczący dorośli wywołuje w nas po latach rozmaite emocje.
I tak, to jacy byli ci znaczący dorośli i jakimi wspomnieniami nas obdarzyli ma ogromny wpływ na to, co robimy ze sobą teraz. Uzyskanie wglądu w ten mechanizm i przepracowanie polegające na odsianiu ziarna od plew znacząco poprawia komfort życia.

Powrót do rodzinnego domu, do zdarzenia z odległej przeszłości, do oceny, która sponiewierała dziecięce poczucie własnej wartości mają sens, gdy odwiedzamy te przestrzenie w konkretnym celu terapeutycznym. I na chwilę.
Nigdy po to, żeby się tam zagrzebać na dłużej.

Tak, to naturalnie wzbudzi silne emocje i podpali świat. Ale stając do tego z zasobami siebie dorosłego mamy pewność, że tym razem wiemy, jak ugasić ten pożar a emocje wykorzystać do sprzątania bałaganu.

Psychoterapia stająca do wglądu w przeszłość pozwala w bezpieczny sposób ją domknąć.
Zostawiamy mamę i tatę tam, gdzie ich miejsce. Żegnamy się z trudnym doświadczeniem nie negując, że jest częścią nas - historyczną, jak przeczytany rozdział powieści. Uznajemy wieki temu usłyszaną opinię jako własność nienależącą do nas. Łapiemy demony z przeszłości i transformujemy lub poddajemy utylizacji. Żeby nie bruździły w tym, co teraz.

Przeglądamy się w przeszłości, żeby zrozumieć, co nas zbudowało. I z szacunkiem lub akceptacją przyzwolenia na jego brak wobec budowniczych, wymieniamy uszkodzone kawałki konstrukcji na te stworzone przez nas samych. Bo już wiemy jak 😉

POCZUCIE NIESZCZĘŚLIWOŚCIPo ponad 20 latach pracy w zawodzie staję się coraz częściej posiadaczką cennych pudełeczek, w ...
15/06/2026

POCZUCIE NIESZCZĘŚLIWOŚCI

Po ponad 20 latach pracy w zawodzie staję się coraz częściej posiadaczką cennych pudełeczek, w których umieszczam tematycznie zjawiska budujące pewne reguły. Od nich zawsze potem odkrywam wyjątki, zgodnie z naturalnym porządkiem świata, który słusznie głosi, że są i tyle.

Jest takie pudełeczko z regułami budującymi "poczucie nieszczęśliwości".

Stoi w sporej odległości od pudełeczka z "depresją" ale bardzo blisko "bezradności" i tuż obok zwykle "nieuświadomionej roli ofiary".

To duże pudełko. I co ciekawe - pełne kolorów.

Co w środku?

Nieszczęśliwość w pełnej krasie, rozgoszczona, spektakularna i pełna roszczeń. Lub schowana za czymś i łkająca cichutko z nadzieją, że zostanie wreszcie usłyszana.

Nieszczęśliwość to taki stan umysłu rozlewający się na wszystkie możliwe przestrzenie naszego jestestwa. Szturmem bierze "serce" i pochłania "duszę". Mamy wrażenie obezwładnienia, choć widocznych ataków z zewnątrz brak.

Otoczenie przyglądające się tej nieszczęśliwości zachodzi w głowę, o co chodzi lub puka się w nią kwitując "w dup.e się poprzewracało".

Bo przecież niby wszystko jest ok. Albo tylko trochę nie ok - tzn.jest dość daleko od nie ok po całości.

Poczucie nieszczęśliwości robi z człowiekiem, co chce. A człowiek pozwala z jakiegoś powodu. I z tym się nie dyskutuje. Bodziec - reakcja koniec kropka.

I tu wchodzi cała na biało psychoterapia.

Człowiek z poczuciem nieszczęśliwości bardzo często do niej trafia.
Niestety zbyt często już z diagnozą depresji i receptą od lekarza. Która nie działa.

Bo to nie depresja.

To taki stan, który jest informacją, metaforycznie np. o spalonej żarówce. Zgasło światło i straciliśmy orientację w terenie. Trzeba wymienić żarówkę. To metoda nastawiona na działanie - rozprawiamy się z poczuciem nieszczęśliwości zadaniowo.

To też taki stan, w którym uzbierało się dużo niezauważonego, niewysłuchanego, niedopowiedzianego, nieprzytulonego - czas to zobaczyć, wysłuchać, powiedzieć i przytulić.

Poczucie nieszczęśliwości bywa też zupełnie naturalnym epizodem cyklu dojrzewania w czymś, do czegoś - obecność w tym i pełna akceptacja tego, że to proces, zrobią swoje. I to wystarczy.

To pudełeczko ma wiele kolorów, bo reguły je otwierające i zamykające są pełne sprzeczności, wielorakie, niejednolite i pisane każdą indywidualną historią.

Poczucie nieszczęśliwości czasem wymaga uzdrowienia a często tylko pobycia w nim z życzliwą sobie chęcią zadania pytania:
A gdyby cię nie było moja nieszczęśliwości, to gdzie bym teraz był/a i co robił/a?

😉

PSYCHOTERAPIA PARY, W KTÓREJ DOSZŁO DO ZDRADY I UTKNIĘCIA NA PRZYDŁUGIEJ FASCYNACJIGdybym miała powiedzieć, z czym najcz...
04/06/2026

PSYCHOTERAPIA PARY, W KTÓREJ DOSZŁO DO ZDRADY I UTKNIĘCIA NA PRZYDŁUGIEJ FASCYNACJI

Gdybym miała powiedzieć, z czym najczęściej zgłaszają się pary i indywidualnie złamane życia - to zdrada, podejrzenia o zdradę, bądź fantazje na jej temat są motywem przewodnim.

Temat wymagający. Uważności w każdym słowie i pokory we wnioskach, które nigdy nie powinny być ostateczne.

Kiedyś zadam sobie trud policzenia wszystkich usłyszanych przez ponad 20 lat historii i może znajdę jakiś wspólny mianownik. Jak dotąd, mam wrażenie, że każda z nich jest tak indywidualna, że generalizowanie i stworzenie jednoznacznej definicji jest niemożliwe.

Zdrada to zawsze kłamstwo.
Złamana obietnica, że dwie osoby sobie wystarczą.

Zdrada to zawsze troje. Czasem w zamieszanie wchodzi jeszcze odwet na cztery. Bywa, że działania odwetowe końca nie mają i odkopywanie tych gruzów np.w terapii trwa i trwa...

Zdrada to zawsze czyjeś złamane serce. Nawet jeśli było zarysowane, pęknięte czy poobijane na polu bitwy trwającej już od dawna, to zdrada dewastuje je ostatecznie.
Jeśli na tym polu bitwy to serce już postanowiło, że czas opuścić ring i pójść swoją drogą - to zdrada rujnuje ten plan. Zmienia totalnie wszystko. "I tak mieliśmy się rozejść, ale teraz przegięłaś!/przegiąłeś. Będzie rzeź!"

I można tak jeszcze długo o oczywistościach.

Zbyt rzadko jednak dostrzeganym motywem jest FASCYNACJA RYWALKĄ/RYWALEM.

To właśnie jeden z tych motywów, które przeciągają dożynki związku w nieskończoność... lub go ratują.

Zarówno w dożynkach jak w ratowaniu uświadamiamy sobie, że ten paskudny ktoś, kto zdradził, jest atrakcyjny dla kogoś innego i że ten ktoś inny z jakiegoś powodu jest bardziej atrakcyjny niż my.

To oczywiście powierzchowna refleksja pierwszego rzutu, która zwykle rzuca na dno rozpaczy, bo opiera się na poczuciu własnej wartości, samoocenie i tak lubianym przez wielu z nas - wchodzeniu w rolę ofiary.

Zaczyna się demolka zdrowego rozsądku. Grad pytań porównujących, szpiegujących, obesyjnego poszukiwania informacji na temat rywalki/rywala i fantazji rozmaitych o spotkaniu, konfrontacji i zrobieniu miazgi.

Partner zdradzacz chowa się w tle uwagi. A nawet bywa, że przestaje być w ogóle istotny w tym szaleństwie.

Tak. Nasz "mózg" zrobi wiele, żeby uciec od porządków właściwych.

I choć mało kto kwestionuje fakt, że trójkąty z kłamstwem w tle nie są ok - to jeszcze zbyt często nie chcemy dostrzegać zmieniającej wiele prawdy, że ta "fascynacja" rywalką/rywalem jest mechanizmem obronnym. On chroni, jak każdy mechanizm obronny, przez chwilę. Zamraża ból, żeby nie oszaleć. Ale stosowany na stałe - uniemożliwia ruch do przodu.

Warto więc może wykorzystać to zjawisko. Jako narzędzie. Do uporządkowania pobojowiska. W jedną albo w drugą stronę. I nie chodzi o uzyskanie odpowiedzi na pytania o "lepszość" i inne dewastujące serce szczegóły.

Pytamy siebie, dlaczego poświęcam czas na rozkminkę mopa, zamiast użyć go do przywrócenia porządku?

Pytamy "zdradzacza", czy chce brać w tym udział?

Finałem jest zawsze porządek.

Bo gdy zrobiło się brudno a my zbyt długo zachodzimy w głowę, kto pierwszy i bardziej nabrudził lub przestał sprzątać - to czy chodzi nam o przywrócenie porządku czy pogrążanie się w śmieciach?

Śmieci to wszystkie niedopowiedzenia, niedousłyszenia, to wygodne "nie pamiętam" i niedoszacowane "boże, kiedy to było, a ty wracasz!?". To wszystkie ucieczki spojrzeniem, brak "potrzebuję, żebyś..." i "nie rób proszę..." itd.

Przeciągająca się fascynacja rywalką/rywalem polegająca na obsesyjnym koncentrowaniu się na motywie mocno uproszczonej "prawdy", do której dochodzimy tylko pozornie, to brak odpowiedzi na pytanie o porządki w relacji będącej w kryzysie.

Można pobyć tam przez chwilę, wziąć to, co najistotniejsze i tylko na czas sprzątania a potem zostawić.

Bo po co dźwigać?

Gdy para idzie dalej razem, wartość tej "fascynacji" jest jak zbędna przypominajka w telefonie, o wydarzeniu, które już było.

Gdy porządki przywróciły status singla - tym bardziej.

Nie dajmy się zwieźć. Porządki w psychoterapii par zawsze dotyczą dwojga. Często na sesję zapraszamy "gości", bywa tłumnie (czyt.przywołujemy postaci, wydarzenia). I choć pijemy herbatkę w trakcie sesji, to nie są to zwykle miłe ploteczki.
I oni, ci "goście" zawsze wychodzą, bo przyszli na chwilę. Jak to goście.

🍀🍀🍀

Dziewczyny i kobiety, które kiedykolwiek zadały
pytanie z miłej piosenki, doskonale wiedzą, że nie ma takiej odpowiedzi, która ukoiłaby ból je stawiający.
Dlatego w psychoterapii pracujemy nad pytaniem, nie odpowiedzią😉

Chłopaki i mężczyźni też je zadają, to pytanie nie ma płci.

https://youtube.com/watch?v=E7QPwy0Y-9k&is=Rs-R6VB0ZQXmJ8XR

Adres

Kielce

Telefon

+48604102431

Strona Internetowa

Ostrzeżenia

Bądź na bieżąco i daj nam wysłać e-mail, gdy Psycholog Joanna umieści wiadomości i promocje. Twój adres e-mail nie zostanie wykorzystany do żadnego innego celu i możesz zrezygnować z subskrypcji w dowolnym momencie.

Skróty

Udostępnij

Kategoria