16/06/2026
Siedziałam niedawno w kawiarni w warszawskich Złotych Tarasach. Przy stoliku obok dziewczyny. Na oko 13–14 lat.
– Widziałaś jak schudła Nadia?
– No, bierze te zastrzyki po których się chudnie.
– Serio?
– Mhm. A moja mama mówiła, że też pójdziemy do lekarza zapytać o te zastrzyki.
– Ale masz szczęście…
– No, bo sama nie mogę schudnąć.
Jeszcze kilka lat temu nastolatki rozmawiały o dietach. Dziś rozmawiają o lekach.
Jednak sprawa nie jest tak jednoznaczna, jak mogłoby się wydawać.
Z jednej strony - mamy postęp medycyny. Leki z grupy agonistów receptora GLP-1 to jedno z najważniejszych narzędzi leczenia otyłości. Badania pokazały ich skuteczność w redukcji masy ciała i poprawie parametrów metabolicznych również u młodzieży z otyłością, która nie odpowiadała na inne formy leczenia.
To oczywiste, że choroba otyłościowa jest źródłem cierpienia i potrzebuje skutecznego, wielodyscyplinarnego leczenia.
Z drugiej strony – mamy kulturę, w której ciało bardzo wcześnie staje się projektem do „naprawienia”.
Problem zaczyna się wtedy, gdy skuteczny lek medyczny staje się jednocześnie obietnicą społecznej akceptacji.
W pracy z nastolatkami coraz częściej słyszę o wstydzie. Że „wszyscy są szczuplejsi”, że „jak schudnę, to wreszcie będę okej” albo że „nie będą mnie wtedy wyzywać”.
Ten dialog z kawiarni jest tak naprawdę rozmową o znaczeniu ciała w życiu dziecka.
W języku młodzieży oznacza to często pytanie: czy istnieje szybka droga do bycia lubianą dzięki wyglądowi?
Psychologia rozwojowa dobrze opisuje ten mechanizm. W okresie dorastania obraz własnego ciała staje się jednym z kluczowych elementów tożsamości.
Jednocześnie liczne badania pokazują, że im silniej młodzi ludzie wierzą, że muszą być szczupli, żeby być lubianymi i akceptowanymi, tym częściej zmagają się z niską samooceną, smutkiem i problemami związanymi z jedzeniem.
Znajomy lekarz opowiadał mi niedawno, że kiedy trafia do niego młody pacjent z nadwagą, a rodzic pyta o zastrzyki na odchudzanie, najpierw stara się zrozumieć, jaki problem dziecko próbuje w ten sposób rozwiązać. Dopiero później zastanawia się nad uzasadnionym leczeniem analogami.
Czasem okazuje się, że oczekiwanym efektem nie jest tylko utrata kilogramów. Za prośbą o lek kryje się samotność, presja rówieśnicza albo lęk przed odrzuceniem. Innym razem przekonanie, że wartość człowieka zaczyna się od rozmiaru ubrania.
Oczywiście w przypadku otyłości farmakoterapia może być ważnym elementem leczenia. Problem pojawia się wtedy, gdy lek ma stać się odpowiedzią na coś, czego nie da się zmierzyć wagą.
Być może najważniejsze pytanie brzmi: jak sprawić, żeby młody człowiek nie czuł, że musi zmieniać swój rozmiar, aby poczuć się wystarczający?
Leki mogą wspomóc leczyć otyłość. I jednocześnie nie powinny leczyć samotności, wstydu ani odrzucenia.
zdj.E.Farahani