02/08/2026
Nie potrafię zobaczyć, że zdrowieję.
Dlaczego?
Przecież bardzo się staram.
Chodzę na terapię.
Czytam książki.
Porządkuję wiedzę.
Ciężko pracuję, a czuję, że utknęłam.
To chyba jedna z najbardziej bolesnych rzeczy po wyjściu z relacji z osobą o wiodących cechach narcystycznych. Wszyscy wokół mówią: „Jest z Tobą lepiej”. A ja patrzę na siebie i widzę tylko to, czego nadal nie umiem.
Może jest i lepiej.
Ale tak jeszcze nie znacznie.
Nie mam już cierpliwości do tego, że:
Nadal się boję.
Nadal analizuję.
Nadal czasem tęsknię (wstyd mi za to przed samą sobą!)
Nadal zdarza mi się zwątpić w siebie.
I wtedy myślę:
„Może wcale nie zdrowieję.”
Dobrze w takiej chwili się dowiedzieć, że mój mózg po prostu nauczył się inaczej oceniać rzeczywistość.
Psychologia opisuje zjawisko zwane negativity bias (inklinacja negatywna, tendencja negatywna) – naturalną skłonność mózgu do silniejszego zauważania zagrożeń niż oznak bezpieczeństwa.
To mechanizm, który przez tysiące lat zwiększał nasze szanse na przetrwanie.
Po doświadczeniu długotrwałej przemocy psychicznej działa jednak ze zwielokrotnioną siłą.
Jeżeli przez miesiące lub lata żyłam w ciągłym napięciu, mój układ nerwowy nauczył się skanować świat w poszukiwaniu kolejnego niebezpieczeństwa.
To nie pesymizm.
To nie mòj wybór czy świadoma decyzja.
To adaptacja.
Funcja ochronna mojego mòzgu.
Żebym mogła przetrwać.
Badania nad traumą pokazują, że przewlekły stres wpływa na funkcjonowanie struktur mózgu odpowiedzialnych za wykrywanie zagrożenia, pamięć i regulację emocji. Ciało i umysł uczą się jak przeżyć, a nie zauważają własnego rozwoju.
Przetrwanie jest priorytetem.
Dlatego tylko na nim jestem skoncentrowana.
Dlatego tak łatwo widzę swoje potknięcia, a tak trudno dostrzegam postępy.
Dlatego tak szybko wyłapuję wszelkie sygnały, ktòre mogą być zagrożeniem.
Wiele rzeczy z obszaru zdrowienia mi umyka.
Nie zauważam, że już nie odbieram każdego telefonu z lękiem.
Nie zauważam, że pierwszy raz od dawna przespałam spokojnie całą noc.
Nie zauważam, że coraz rzadziej przepraszam za samo istnienie.
Nie zauważam, że potrafię powiedzieć „nie”.
Nie zauważam, że moje ciało nie jest już cały czas napięte.
Mój mózg tego nie liczy.
On nadal prowadzi statystyki zagrożeń.
Cały czas analizuje najdrobniejszy sygnał z otoczenia- jest skupiony na tym, by mnie chronić.
Do tego dochodzi coś jeszcze.
W relacji pełnej manipulacji często uczymy się, że jesteśmy niewystarczający.
Krytyka, gaslighting, dewaluacja czy zmienne okazywanie czułości stopniowo osłabiają poczucie własnej wartości.
Z czasem przestajemy ufać własnej ocenie. To dlatego nawet wtedy, gdy robimy ogromne postępy, wewnętrzny głos potrafi powiedzieć:
„To za mało.”
„Inni radzą sobie lepiej.”
„Jeszcze nie jestem zdrowa.”
To nie jest obiektywna prawda.
To echo doświadczeń.
To pozostałość trybu czuwania.
Alarm w mojej głowie jest jeszcze bardzo głośny.
W terapii traumy często mówi się, że zdrowienie nie polega na tym, że przestajesz czuć ból.
Zdrowienie polega na tym, że ból przestaje kierować Twoim życiem.
Możesz nadal mieć trudniejsze dni i jednocześnie być dużo dalej niż rok temu.
Możesz nadal płakać i jednocześnie odzyskiwać siebie.
Możesz nadal odczuwać lęk i jednocześnie budować życie, którego kiedyś nie potrafiłaś sobie wyobrazić.
Coraz więcej badań pokazuje również, że powrót do równowagi po traumie nie jest prostą linią. To proces pełen nawrotów, chwil zwątpienia i okresów pozornego cofania się. Z perspektywy neuropsychologii jest to naturalny element reorganizacji układu nerwowego, a nie dowód porażki.
Dlatego dzisiaj próbuję zadać sobie inne pytanie.
Nie:
Dlaczego jeszcze nie jestem taka jak kiedyś?
Ale:
Czy jestem choć odrobinę bardziej sobą niż byłam miesiąc temu?
Czy jestem w innym miejscu?
Czy widzę inną jakość swojego życia?
Bo zdrowienie po przemocy psychicznej bardzo rzadko przychodzi z fajerwerkami.
Nie jest spektakularne.
Najczęściej wraca po cichu.
W spokojniejszym oddechu.
W jednej postawionej granicy.
W jednym dniu bez poczucia winy.
W jednej decyzji podjętej dla siebie.
I właśnie dlatego tak trudno je zauważyć.
Bo wygląda bardziej jak codzienność niż gigantyczna przemiana.
A jednak: to właśnie ona jest największym dowodem, że wracasz do życia.
W swoim tempie.
Twoje tempo - to odpowiednie tempo w tej drodze. Zaufaj sobie.
Małgorzata Frankowska
Pracuję terapeutycznie z osobami po doświadczeniu przemocy psychicznej oraz po cyklu narcystycznej czy psychopatycznej przemocy.