09/07/2026
Miałam postanowienie nie czytać tej książki. I pewnie tak by się stało, gdybym nie dostała jej w prezencie od przyjaciółki.Jestem jej wdzieczna . Ogromnie.
I chyba wiem, dlaczego tak długo po nią nie sięgałam.
Porusza tematy, w których właściwie żyję od dzieciństwa. Moje prababcie i jedna z babć były takimi chłopkami. Ta historia jest więc dla mnie czymś znacznie więcej niż opowieścią o jakichś kobietach ze wsi.
To dla mnie bardzo cenna książka o wzorcach, które przez pokolenia były zapisywane w ciałach, relacjach i sposobie przeżywania życia.
Najbardziej poruszyło mnie to, jak bardzo religijność i rola dobrej, cierpiącej żony mogły być jednocześnie formą podporządkowania, ale też jedyną dostępną przestrzenią godności i cichego oporu.
Bo jeśli kobieta nie miała prawa do wolności, decydowania o sobie, edukacji czy własnych pieniędzy, często jedynym miejscem, w którym mogła odnaleźć swoją wartość, było bycie „tą dobrą”, poświęcenie,wytrzymywanie,niesienie ciężaru, świętość cierpienia.
Jakby mówiła:
„Skoro nie mogę być wolna, będę bardziej wytrwała. Bardziej oddana. Bardziej potrzebna.”
To dawało poczucie sensu i sprawczości w świecie, w którym kobiety musiały pokonać o wiele wiecej przeszkod niż dzisiaj ,żeby miec realny wpływ na własne życie.
Poruszył mnie obraz świata ograniczonego do domu i kościoła. To był często brak dostępu do innego życia, odpoczynku, własnego czasu i własnego „ja”. Kobieta była potrzebna wszystkim, ale bardzo rzadko mogła należeć do siebie. Myślę, że właśnie dlatego tak wiele współczesnych kobiet nosi w sobie jednocześnie ogromne pragnienie wolności i poczucie winy, kiedy wybiera siebie, tęsknotę za lekkością i głęboko zapisane przekonanie, że życie powinno boleć,potrzebę odpoczynku i wewnętrzny nakaz, by ciągle dźwigać.
Kilka tygodni temu na lotnisku złapałam się na tym, że niosę ciężką torbę. Nagle zobaczyłam, że to nie jest już tylko torba.To stało się symbolem. Znowu muszę nieść ciężar.
A zaraz obok pojawiło się jeszcze starsze zdanie: Jestem z tym sama. I poczułam ,że to w ogóle nie jest moje, ze to idzie z jakiejś dawnej, nieokreślonej przestrzeni. Może z tego dziedzictwa?
Jednoczesńie twardo stąpam po ziemi i nie uważam, że wszystko jest wyłącznie dziedzictwem rodowym.
Ale wierzę, że kiedy poznajemy historie naszych przodkiń, zaczynamy rozumieć emocjonalny krajobraz, w którym dorastały nasze babcie i matki. A częściowo także my.
I chyba jednym z najważniejszych momentów takiej drogi jest chwila, kiedy kobieta może powiedzieć:
Nie chcę już budować swojej wartości wyłącznie przez dźwiganie i wytrzymywanie. Chcę budowac na czymś innym .
To właśnie z takiej potrzeby powstały **„NICI Światła”** – mój autorski warsztat pracy z rodem i tutaj wazne dopowiedzenie - to nie jest o przeszłości , to raczej o budowaniu przyszlosci i uważnym spojrzeniu na to, co zostało przekazane, odzyskiwaniu wolność wyboru. Pracujemy z oddechem transmodalnym, medytacją, symbolem i doświadczeniem ciała, szukając zarówno trudnych wzorców, ale ZAWSZE i zasobów płynących z doswiadczeń przodkiń i przodków.
Najbliższe spotkanie odbędzie się **8 listopada 2026 roku w Sanoku**. Zostało jeszcze kilka miejsc. Jeśli czujesz, że ten temat porusza również Ciebie, napisz do mnie wiadomość – chętnie prześlę szczegóły.
W tym roku będę również prowadzić krąg podczas **Festiwalu Breathland**, gdzie wspólnie przyjrzymy się temu, jak budować dobre, wspierające połączenie z naszymi przodkiniami i przodkami.Jakie piękne jakości wykuły sie w nas pokoleniowo w latach cieżkiej pracy i trudnych doświadczeń. Link do festiwalu zostawiam w komentarzu.
Może właśnie teraz jest dobry moment, żeby usiąść w kręgu. Posłuchać swojej historii. I sprawdzić, które Nici naprawdę chcemy nieść dalej.