Natalia Stasiowska psychologia

Natalia Stasiowska psychologia psycholożka i psychoterapeutka w trakcie szkolenia (nurt systemowy i ACT)

Żyjemy w czasach ultraszybkich rozwiązań. Czegoś nie wiem - wrzucam w google. Coś się psuje - mogę zamówić w 5 minut now...
05/03/2024

Żyjemy w czasach ultraszybkich rozwiązań.
Czegoś nie wiem - wrzucam w google. Coś się psuje - mogę zamówić w 5 minut nowy egzemplarz i dostać to kolejnego dnia. Świat zewnętrzny zdaje się być w naszych rękach (co naprawdę ułatwia życie!). Dlaczego więc nie oczekiwać, że to samo jest możliwe w odniesieniu do naszego ciała i głowy?
Więc oczekujemy: że moje ciało zregeneruje się w tydzień po pół roku pracy na wyczerpującej się baterii. Że plecy przestaną boleć po tym, jak dam im trochę uwagi raz na jakiś czas. Że nastrój się polepszy po miesiącu psychoterapii. Że mój układ nerwowy nauczy się nowych, mniej lękliwych sposobów reagowania, po miesiącu odhaczania codziennej medytacji.
Zresztą, dostajemy zewsząd wiele „recept” w pigułce: być uważnym, medytować, mówić do siebie mniej krytycznie, odciąć toksyczne relacje…
A tymczasem, by mogła zadziać się zmiana, nie wystarczy raz zboczyć z wydeptywanej latami ścieżki. Co więcej - tę ścieżkę wydeptaliśmy nie bez powodu. Kiedyś musieliśmy jej bardzo potrzebować.
Do tego dodajmy cały kontekst. Nasze mikro (i makro także) wybory codzienne. Blokady stojące na drodze do zmian.
Bardzo wiele rzeczy składa się na nasze zdrowie psychiczne. I gdy czasem w danej chwili jest trudno ruszyć z konkretnej strony - może akurat uda się zatroszczyć o coś innego? W zdrowiu psychicznym chodzi o funkcje psychiczne, a te wywodzą się z mózgu. Na mózg oczywiście wpływa otoczenie i cała nasza historia - ale i rzeczy bardziej „doraźne”. Jak choćby regularne wpływanie na swoje funkcje psychiczne substancjami. Jak dokładanie sobie kolejnego pobudzenia na już obecne. Jak kwestia snu, ruchu, światła, odżywiania, zdrowia somatycznego.
To oczywiście elementy układanki. Nie sposób zadbać o wszystko. Ale ta wielość dróg i sposobów może nieść nieco spokoju. I sprawczości! Mogę wybrać. Mogę zadecydować gdzie mi najłatwiej, gdzie mam teraz siłę ulokować swoje dbanie. Nie zapominając, że nie ma jednego słusznego przepisu. Na dobre życie, na zdrowie psychiczne. Są ścieżki, które wydeptać bardzo trudno, a może są takie, choć mało widoczne (bo tak oczywiste?), którymi łatwiej będzie chodzić, dokładając kolejną cegiełkę do swojego zdrowia psychicznego? 🌿
(Na zdjęciach niektóre z moich cegiełek :))

Garść ważnych dla mnie fragmentów wspaniałej książki - „Narracyjna terapia więzi”. Książce pełnej obrazowych metafor, od...
20/02/2024

Garść ważnych dla mnie fragmentów wspaniałej książki - „Narracyjna terapia więzi”. Książce pełnej obrazowych metafor, odniesień do sztuki, by pobudzać nie tylko myślenie, ale i czucie. Bogatej w obszary do refleksji w ramach autosuperwizji, ale i propozycji pytań/eksperymentów dla pacjentów_ek. A więc:
🌾 w pośpiechu wyjątki umykają uwadze; trzeba nauczyć się ich szukać. Aby je dostrzec, należy spojrzeć na to, co znane z życzliwą ciekawością. Można to robić, wcielając się w turystę - turystę przechadzającego się po własnym związku.
🌾 zranienie więzi (sytuacje, w których poczucie bezpieczeństwa jednej osoby z pary ulega naruszeniu; czasem niewielkie, nie ma na to obiektywnej miary) jest jak kamyk w bucie - z pozoru niegroźne, ale podczas długiej wędrówki w trudnym terenie potrafi okrutnie poranić stopę i uniemożliwić dalszą podróż
🌾 w wędrówkach - tak jak i w procesie psychoterapii - bywa, że się gubimy; na bezdrożach bardzo przydaje się mapa (teoria, diagnoza), by się zorientować, ale jest to również niezwykle cenną okazją by rozejrzeć się dookoła i odkryć coś ciekawego, nowego, niespodziewanego
🌾 czy można rzeczywiście poznać motyle wyłącznie na podstawie prezentacji w Muzeum Historii Naturalnej? Zamykając pacjenta w gablocie pod jakąś etykietą, łatwiej jest przestać dostrzegać złożoność
🌾 troska ma różne wymiary; o trosce z poszanowaniem autonomii w psychoterapii nie byłoby dobrze zapomnieć
🌾 jest w psychoterapii miejsce na beztroskę (co to za wędrówka bez dostrzegania piękna chwili i otoczenia?); beztroska terapeuty wyrasta z troski o pacjenta; pamiętajmy więc o ogrodach (również tych wewnątrz siebie w roli terapeuty) - zatrzymujmy się z podziwem, by nie umykało nam wszystko czym można się zachwycić lub poczuć lekkość, gdy będziemy w pocie czoła wyrywać chwasty 🌼

Książkę dostałam od Wydawnictwo Naukowe PWN w ramach współpracy barterowej.

Tak się złożyło, że publikuję ten post przed świętami, choć absolutnie nie dotyczy on tylko tego czasu.Cały rok czyhają ...
21/12/2023

Tak się złożyło, że publikuję ten post przed świętami, choć absolutnie nie dotyczy on tylko tego czasu.
Cały rok czyhają na nas pułapki zastawiane przez nasze umysły („to kolejne szkolenie jest ci bardzo potrzebne, odpoczniesz na starość!”), lub zwyczajnie - przez specyfikę zawodu (szkoła psychoterapii kosztuje sporo) - pułapki oddalające od zadbania o swoje ciało i głowę.
Każdy zawód ma swoje blaski i cienie. Bez wątpienia praca psychoterapeutki, psychologa ma blasków i przywilejów wiele (odkąd Joanna napisała kiedyś o tym, jak wiele poczucia sensu można mieć dzięki tej pracy, a co ten zawód wyróżnia spośród wielu innych, myślę o tym niemal każdego dnia z wdzięcznością). Ma też jednak swoje cienie, o których mówi się niewiele, a które, gdyby ich nie zauważać i nieustannie zaniedbywać - mogą wpływać na jakość zarówno pracy jak i całego życia.
Konieczność nieustannego dbania o siebie to etyczny obowiązek w pracy pomagacza, ale i wygrana na loterii w rzeczywistości, gdzie pęd i pośpiech są tak nagradzane.

🌲Co jest dla Ciebie najważniejsze w dbaniu o swoje zasoby w kontekście zawodowym?
🌲A na co chciał_abyś zwrócić wieksza uwagę?

(Dane z grafik zostały zaczerpnięte z książki „Kiedy trauma innych staje się własną”. Autorzy przedstawiali, a także prowadzili badania w grupie terapeutów_ek, ale i innych zawodów pomocowych, m. in. pielęgniarek,
i ratowników medycznych. Książkę otrzymałam w ramach współpracy barterowej od ).

Biblioteka naszego umysłu z całą pewnością zawiera osobną półeczkę zatytułowaną „złość”. To emocja o wielkiej sile, emoc...
14/12/2023

Biblioteka naszego umysłu z całą pewnością zawiera osobną półeczkę zatytułowaną „złość”. To emocja o wielkiej sile, emocja, bez której byśmy nie przetrwali - być może właśnie ze względu na swoją moc tak wiele silnych reguł i przekazów mogliśmy otrzymać na jej temat?
Na złość silne reaguje całe ciało. Złość ma potencjał wpływania na innych. Złość może budzić czyjś gniew i wiązać się z zerwaniem kontaktu. Złość może kontaktować nas z naszą siłą i mocą. Złość może…pewnie można by tak długo.
Jak dobrze znasz swoją złość? Wiesz, kiedy najczęściej się pojawia? Co łączy te sytuacje? Czemu służy (jak wpływa na otoczenie, na Twoje zachowanie, a jak na to Twoje zachowanie odpowiadają najbliżsi)?
Bez rozeznania kontekstu i funkcji złości może być nam trudno korzystać z tej emocji niczym z mądrej przewodniczki. A ta potrafi zaprowadzić w ważne miejsca, bo złość często przykrywa nasze najwrażliwsze części - to, czego najbardziej nie chcielibyśmy czuć. Lęk. Kruchość.
A czasem po prostu daje znać, że coś jest nie w porządku, wtedy też dobrze ją usłyszeć. I zadecydować co dalej, bo na szczęście, za żadnym przewodnikiem nie trzeba podążać ślepo.
Gdybyś miał_a wybrać jedną wskazówkę, lekcję, jaką otrzymałaś_eś w tym roku od swojej złości, co by to było? 🌾
(Post jest zainspirowany rozmowami terapeutycznymi oraz książką „Oswoić złość”, otrzymaną od w ramach współpracy barterowej. Książka proponuje wiele wartościowych ćwiczeń i refleksji pozwalających swoją złość poznać i eksperymentować z innym do niej podejściem - takim, które posłuży lepiej.)

Utrata (a więc i żałoba) jest doświadczeniem, wobec którego absolutnie wszyscy jesteśmy równi. To kryzys, który dotknie ...
27/11/2023

Utrata (a więc i żałoba) jest doświadczeniem, wobec którego absolutnie wszyscy jesteśmy równi. To kryzys, który dotknie każdego i każdej z nas. Równocześnie jednak, to taki obszar naszego wspólnego człowieczeństwa, o którym różne konteksty milczą (lub mówią niewiele). A jeśli mówią, to często wkładając w ramy pięciu etapów żałoby. Żałoba natomiast jest doświadczeniem tak niezwykle wielowymiarowym i złożonym (bo odczuwanym na poziomie doznań z ciała, emocji, zachowań i funkcji poznawczych)! Różnimy się sposobami przeżywania i bycia w opłakiwaniu, bo różnimy się swoimi historiami, cechami, przeszłymi utratami, historiami relacji z osobą, która zmarła.
O wspieraniu w żałobie można by mówić długo. Jednak przekaz, który dla mnie wybrzmiewa mocno, płynący od W. Wordena dotyczy uszanowywania czasu i własnego tempa opłakiwania. Zaakceptowanie rzeczywistości straty, przepracowanie bólu straty, adaptacja do świata bez osoby zmarłej oraz znalezienie sposobu na upamiętnianie podczas rozpoczęcia podróży przez resztę swojego życia („zadania”, które autor uznaje za kluczowe w kontekście procesu żałoby) mogą zajmować nas wewnętrznie wiele lat, choć być może słowo „zadanie” kojarzy nam się z czymś do rozwiązania. Stąd ważna wskazówka jest taka: nie tylko pierwszy miesiąc żałoby wymaga wsparcia bliskich. Również i pół roku po śmierci bliskiej osoby - gdy możemy zacząć odkrywać jakie jeszcze utraty w naszej rzeczywistości pociągnęła za sobą strata bliskiego - wspierająca obecność będzie niezwykle ważna. I niekoniecznie w formie zachęty do przezwyciężenia żałoby.
„Bez względu na to, co może wypełnić tę lukę, to nawet jeśli ona zostanie całkowicie wypełniona, nadal pozostaje czymś innym” pisał Freud do przyjaciela doświadczającego utraty. Życie po utracie nie będzie tym samym życiem. Ale nie będzie też życiem całkowicie bez osoby utraconej - to, kim jesteśmy, nasza tożsamość, została już odmieniona przez tę relację. I do nas należy poszukiwanie nowego miejsca; przestrzeni, w której będzie możliwe dbanie o tę więź na inne sposoby niż dawniej.

PS. Oczywiście, pisząc o bliskich osobach, nie chcę wykluczać naszych czworonożnych członków rodzin.
PS2. Książkę, która była inspiracją do posta otrzymałam w ramach współpracy barterowej od PWN Moc wiedzy.

W poprzedni weekend zakończyłam tryptyk (doświadczanie trwało trzy zjazdy - w lutym, maju i w październiku) doświadczeni...
23/10/2023

W poprzedni weekend zakończyłam tryptyk (doświadczanie trwało trzy zjazdy - w lutym, maju i w październiku) doświadczeniowy dot. własnego genogramu. Spotkania budziły we mnie wiele - chciałabym podzielić się z Wami tym, co obecnie ze mną zostaje jako ważne.
🌾 praca psychoterapeutki to płynne przeskakiwanie z dystansu w bliskość (a czasem łączenie obu na raz); dystans do swoich historii, zawartości umysłu, zranień jest tu szczególnie ważny. Doświadczenia własne - czyli coś zupełnie innego niż szkolenie - pozwalają być zarówno w bliskości (swoich emocji, tematów przykrytych warstwą kurzu), jak i w dystansie (reflektując nad tym, jak kształtowanie się losów rodzinnych mogło wpływać na mnie i co chcę z tą wiedzą robić dalej). To coś, czego nie sposób zdobyć na szkoleniach, gdzie dzieje się dużo, szybko. A skoro to relacja leczy w terapii i „głównym zadaniem terapeuty jest poznanie tych aspektów swojej psychiki, których wolałby nie widzieć”, to regularne spoglądanie wgłąb siebie, na różne swoje części (nie tylko zawodową) staje się obowiązkiem.
🌾 tempo ma wielkie znaczenie! dzięki temu, że mogłyśmy spotkać się 3 razy, możliwe stało się wiele pięknego - zbudowanie zaufania w grupie, na tyle, by opowiadać o wrażliwych rzeczach i by płakać ze sobą; mogłyśmy pomiędzy spotkaniami odkrywać, szukać, zadawać pytania członkom rodziny (często takie, na które wcześniej nawet byśmy nie wpadły). Trzy weekendy. A w moim odczuciu jakby to był rok wspólnych, regularnych spotkań. Pewnie dałoby się to zmieścić w dwa dni. Ale jakże uboższe byłoby to doświadczenie. To daje mi wiele do myślenia w kontekście psychoterapii - zwłaszcza, że mam w sobie takiego jednego poganiacza pośpieszacza :)
🌾 opowiadanie swojej historii rodzinnej przed grupą - jak bardzo bycie po drugiej stronie fotela terapeuty uczy pokory! Nagle nie wiem co powiedzieć, w głowie mam na zmianę pustkę lub chaos, słowa nie składają się w sensowny ciąg. A do tego grupa słucha. Mówić o tym co zawstydza, czy nie? Chcę pamiętać jak to jest. Bycie w terapii, pochylanie się nad swoim wewnętrznym krajobrazem jest wymagające i kosztowne. Łatwiej nazwać coś „oporem” niż doświadczyć tego, jak wszyscy chronimy swoich kruchości 🪶

Jak w krótkim, facebookowym poście opisać książkę tak wielowymiarową i bogatą, której autorka sama wystrzega się uproszc...
09/10/2023

Jak w krótkim, facebookowym poście opisać książkę tak wielowymiarową i bogatą, której autorka sama wystrzega się uproszczeń i chodzenia na skróty? To dla mnie wyzwanie, bo „Demencja. Podróż do nieznanych światów” opisuje o wiele szerszy fragment naszej psychologicznej złożoności niż tylko doświadczanie demencji przez pacjentów i opiekunów. To książka przede wszystkim o relacyjności - o tym, jak na siebie nawzajem wpływamy, chcąc nie chcąc (nawet jeśli nasz umysł potrafi znaleźć racjonalne powody, by na czyjeś zachowanie nie reagować). O tym, jak bardzo potrzebne nam jest to wzajemne na siebie oddziaływanie - i przekonanie, że my także jesteśmy w stanie wpływać. To książka wypełniona wiedzą z zakresu neurobiologii interpersonalnej, ale bez utraty pierwiastka „nauki romantycznej” (autorka jako swoje guru wspomina dr Sacksa, który w taki sposób - z szacunkiem i podziwem - opisywał przeżycia swoich pacjentów, nie traktując ich jedynie jako kolejny przypadek do wyleczenia). To nie jest poradnik - nie powie za wiele o tym jak reagować inaczej w obliczu wyzwań pojawiających się przed opiekunami osób z diagnozą demencji. Autorka natomiast, uszanowując starania opiekunów, normalizuje ich przeżycia, a do tego uwzględnia szeroki kontekst, czyli to, co wcześniej w danej relacji się wydarzało. W całej książce nie znajdziecie zresztą opisów prostych zależności, które tak rzadko występują w naszych wewnętrznych światach. Są za to opisy i próby wyjaśnień tego co w naszej naturze sprzyja temu, by tak łatwo zapominać na czym polega demencja i nie dostosowywać do tej diagnozy swojego postrzegania naszych bliskich.
Chciałabym częściej czytać książki tak na wskroś humanistyczne. To była piękna lektura, choć w tak trudnym temacie. Piękna, bo dostrzegająca człowieka jako całość: wraz z jego emocjami, historią, myślami, reakcjami, impulsami. A będąc widzianym inaczej idzie nam się przez życie z trudnym na plecach. 🌻

Opowieści o terapii, która łamie reguły? Wątpliwości miałam do tego hasła sporo! Całe szczęście, to po prostu terapia op...
06/09/2023

Opowieści o terapii, która łamie reguły? Wątpliwości miałam do tego hasła sporo! Całe szczęście, to po prostu terapia oparta na budowaniu szczerej, bliskiej relacji.
Mamy w psychoterapii reguły. Mamy też etykiety diagnostyczne, które próbują porządkować złożoność naszych przeżyć, od których nie sposób uciec, bo uczymy się ich pilnie na studiach, a i społecznie są dyskutowanym tematem. Jednak, jak pisze autorka - i co sama czuję - etykiety, jeśli tylko nie trzymamy się ich lekko, zasłaniają conajmniej tyle ile objaśniają. To punkt wyjścia książki stworzonej przez terapeutkę Lillian Rubin, która odsłania przed czytelnikami swoje człowieczeństwo, dzieląc się wątpliwościami, rozterkami, troskami, zniechęceniami i popełnianymi błędami, towarzyszącymi jej w prowadzeniu procesów terapeutycznych. To właśnie szczerość wobec siebie samej - uważne obserwowanie swoich emocji i myśli przepływających w trakcie spotkań z pacjent_kami, a następnie reflektowanie co dalej - wypowiedzenie ich, zsuperwizowanie, a może po prostu dalsza obserwacja? - to coś co dla mnie najważniejsze z tej książki, i już teraz, choć jestem krótko po lekturze, przenikające do mojej pracy. Nie jest to nic nowego, ale z pewnością stało się bardziej żywe dzięki Lillian i jej szczerości.
Inny ważny wątek to istotność prawdy doświadczeń - w miejsce upartego dociekania do prawdy faktów. Ja wręcz lubię pytać „co jeszcze może tu być prawdziwe?”, poszukując wielu możliwych prawd.
Na koniec, autorka wspomina swoją psychoterapeutkę - mówi, że wcale nie zapamiętała trafnych, intelektualnych spostrzeżeń, ale ciepło jej opiekuńczych oczu, zachęcający uśmiech, szczerą komunikatywność i troskę o nią, nie tylko jako o pacjentkę, ale jako o człowieka. To przypomniało mi projekt, który kiedyś tutaj stworzyłam, prosząc Was o wspomnienie ważnych słów usłyszanych podczas terapii. To często były proste słowa. Ale mające emocjonalne znaczenie - moc, gdy słyszy się je w szczególnym momencie od osoby, której ufamy i z którą jest nam bezpiecznie.
To cenna książka - bo bez zamknięcia na jedno jedyne słuszne rozwiązanie; pełna otwartości, zaangażowania i kontekstualności 🌺

Dawniej dużo pisałam o byciu początkująca psycholożką. O tym co w początkach pełnienia tej szczególnej roli zawodowej je...
04/09/2023

Dawniej dużo pisałam o byciu początkująca psycholożką. O tym co w początkach pełnienia tej szczególnej roli zawodowej jest dla mnie trudne, ważne i piękne.
Moje poczatkowanie w dziedzinie terapii i zawodzie psycholożki się jeszcze nie skończyło (to nowa perspektywa - o niej też wspomnę niżej), więc może to czas na kolejną odsłonę spostrzeżeń:
🌾 nie chcę już więcej upychać siebie w sztywne ramy czasowe, w których powinnam się zamknąć ze swoim zdobywaniem wiedzy i doświadczenia; myślałam kiedyś, że po x latach pracy zawodowej to zdecydowanie powinnam już y (wiedzieć, nie czuć stresu, itd); całe szczęście, że trafiam na wspaniałe superwizorki, które wybiły mi to z głowy 🙂 Mam czas. Nie muszę się gorączkować. To nie oznacza, że odkładam coś na później. Wręcz przeciwnie - czuję, że każda superwizja, każda sesja mnie wzbogaca. A psychoterapia zwyczajnie nie jest czymś co można zgłębić szybko. Szczególnie, jeśli poznawana filozofia rozumienia człowieka nie idzie na skróty i pochyla się nad jego złożonością i wielowarstwowością.
🌾 nie ma dobrej pracy bez aktywności fizycznej; nie mogę być w pełni sprawności emocjonalnej i poznawczej jeśli moje ciało jest obolałe, w napięciu związanym z długim siedzeniem i skupianiem uwagi i intelektualnym i emocjonalnym przetwarzaniem; ruch to coś czego odpuszczać nie mogę i nie chcę, dbając o siebie w zawodzie terapeutki oraz o swoich pacjentów_ki
🌾 niezwykłym jest możliwość pomieszczania w sobie tak dużej rozpiętości stanów emocjonalnych; czasem w ciągu jednego dnia pracy wędruję od złości przez smutek i bezsilność po radość i witalność. Robię ukłon w stronę swojego układu nerwowego, ale i w stronę układów nerwowych osób, z którymi pracuję - jestem często pełna podziwu wobec ich stawiania czoła trudom, w które uwikłał ich los
🌾 myślę czasem o moich klient_kach po pracy i zupełnie nie uważam, by to miało potencjalnie zły wpływ na mój dobrostan; mitem jest dla mnie szerzona i zalecana zdolność „odcięcia się” od pracy; myślę, bo przygotowuję się do superwizji, bo przeczytam/zaobserwuję coś, co przypomina mi o ich historii; swoje myśli zapisuję lub puszczam wolno; nie zmienia to mojego zaangażowania w swoje życie poza pracą 🌻

To książka wielu rozkmin - tych terapeutyczno-świato-poglądowych. O tym, jak łatwo wydawać mi (nam?) czarno-białe osądy....
23/08/2023

To książka wielu rozkmin - tych terapeutyczno-świato-poglądowych. O tym, jak łatwo wydawać mi (nam?) czarno-białe osądy. Bo trochę też do tego zachęca nas świat podpowiadając, że jeden nurt terapeutyczny jest lepszy od drugiego, że jeden rodzaj diety jest lepszy od drugiej, mając gdzieś kontekst i szczegółowość naszych żyć.
A to nawet nie o tym książka w treści 🙂 Już więc wyjaśniam. Książka jest poradnikiem skierowanym do osób z doświadczeniem uzależnienia członka rodziny. Do jej zalet należy na pewno widzenie człowieka zamiast „syndromu DDA” i prostota przekazu - no i tu już zaczęły się moje rozkminy wielorakie. Czy prostota oznacza uproszczenie? A jeśli tak - to czy uproszczenie musi być czymś niesłużącym? Czy może właśnie przysłużyć się komuś, kto już i tak za wiele może mieć chaosu wokół i w sobie? Czy krótki opis - przykładowo dotyczący stawiania granic - i kilka ćwiczeń mogą wnieść zmianę w życiu kogoś, kto całe dzieciństwo miał granice nadszarpywane? I skąd moja pewność, że to zawsze za mało? Proponowane ćwiczenie mówienia do lustra asertywnych odpowiedzi jest zbyt trudne i bez terapii nie zadziała? Zaraz zaraz, to, że mi nie szło zaproponowane na superwizji przećwiczenie czegoś przed lustrem to nie znaczy, że to sposób spisany na straty. No i tak to się mieliło w mojej głowie. Dużo miałam refleksji o tempie wprowadzania zmian, o szacunku dla obecnych strategii radzenia sobie po doświadczeniu traumy relacyjnej i o tym, że żadna książka świata nie będzie remedium dla wszystkich, ale też, że pewnie każda książka świata jest ważna dla kogoś.
To książka dotykająca wielu ważnych sfer naszego życia: emocji, relacji, tożsamości. To książka nie żonglująca winą, nie przypisująca jej nikomu. To książka zawierająca cenne pytania do autorefleksji, choć mogą one być trudne bez czyjejś, innej perspektywy (mi na niektóre pytania przychodziła jedynie odpowiedź: nie wiem). To książka nieskomplikowana, prowadząca krok po kroku i dająca wiele przykładów. To książka, która może być niewystarczająca, jeśli masz w doświadczeniu życie z osobą nadużywającą. Ale tak to z książkami bywa, że same nic za nas nie zmienią. Mogą jednak poruszyć i do ruchu w stronę zmian zaprosić. 🌾

•książkę otrzymałam od GWP Gdańskie Wydawnictwo Psychologiczne w ramach współpracy barterowej•

Adres

Kraków
30-024 TO 31–962

Ostrzeżenia

Bądź na bieżąco i daj nam wysłać e-mail, gdy Natalia Stasiowska psychologia umieści wiadomości i promocje. Twój adres e-mail nie zostanie wykorzystany do żadnego innego celu i możesz zrezygnować z subskrypcji w dowolnym momencie.

Skontaktuj Się Z Praktyka

Wyślij wiadomość do Natalia Stasiowska psychologia:

Skróty

Udostępnij