01/09/2026
Zaczyna się nowy rok szkolny, więc mam jedną prośbę do rodziców: NIE DOKŁADAJCIE. Swoim dzieciom i nauczycielom.
Polski system edukacji już wystarczająco dobrze mieli ludzi. Dzieci mają siedzieć kilka godzin w ławkach, zapamiętywać rzeczy, których często nie rozumieją, ścigać się o oceny, ogarniać kartkówki, matury, wasze oczekiwania i jeszcze rozwijać pasje, uprawiać sport i broń Boże nie być przemęczone.
Nauczyciel ma dziś uczyć, wychowywać, motywować, pilnować bezpieczeństwa, realizować podstawę, wypełniać dokumenty i jeszcze sprawić, żeby trzydzieści osób przez 45 minut było szczęśliwych. Ma wymagać, ale tak, żeby nikt nie poczuł dyskomfortu, stawiać oceny, z których wszyscy będą zadowoleni, zwracać uwagę, ale nie urazić Kacperka, bo Kacperek „bardzo wszystko przeżywa”.
I nie róbcie z nauczyciela całodobowego centrum obsługi klienta. Nie musi Wam odpisać na Librusie o 22:37, bo córka dostała trójkę, choć „przecież się uczyła”, bo syn dostał uwagę, ale „on mówi, że nic nie zrobił”, bo dziecko nie lubi matematyki, więc matematyczka zabiła w nim ciekawość świata.
Może nie zabiła, może dzieciak po prostu nie umiał. Może czegoś nie zrobił, przesadził, poniósł konsekwencje i może właśnie to jest jedna z ważniejszych lekcji szkoły.
Rodzic nie musi być adwokatem dziecka w każdej sprawie. Czasem przydaje się jako świadek rzeczywistości, bo jeśli będziemy usuwać dzieciom spod nóg każdy kamień, wychowamy ludzi przekonanych, że świat ma obowiązek asfaltować im drogę aż do emerytury.
A potem się dziwimy, że pierwsza krytyka od szefa, porażka na studiach albo pierwsze „nie” od drugiego człowieka brzmi jak zdjęcie bocznych kółek w rowerze dopiero w dorosłym życiu.
Szkoła kuleje, ale nie naprawimy jej, robiąc z nauczycieli chłopców do bicia, a z dzieci projekty inwestycyjne, które mają przynosić piątki, paski i powody do chwalenia się przy rodzinnym stole. Czasem największym wsparciem dla dziecka nie jest walczyć za nie, tylko pozwolić mu coś spieprzyć, ponieść konsekwencje i odkryć, że świat się nie skończył.
System już wystarczająco mocno siedzi dzieciom i nauczycielom na plecach. Rodzic naprawdę nie musi jeszcze wskakiwać im na barana.