30/05/2026
ZAUWAŻYĆ NORMALNOŚĆ
Za oknem w końcu dostrzec można było pierwsze oznaki wiosny. Zieleniące się drzewa, wszechogarniające promienie słońca, zapach świeżo koszonej trawy. Wczesna godzina i pogodna aura dyktowały warunki codzienności. Jedni wracali już z pracy, ze szkoły. Drudzy dopiero do niej zmierzali. Tak przynajmniej wynikało z prowadzonych przez nich rozmów.
Wewnątrz gabinetu panowała jednak cisza, która często poprzedza trudne, ale konieczne nazywanie rzeczywistości.
Naprzeciwko siedziała Lena. Patrzyła w buty, unikając wzroku.
- Jak minął tydzień? - zapytałem. Wzruszyła ramionami.
- Nic takiego. Normalnie. Szkoła, dom, lekcje. Nie ma o czym gadać.
To „nic się nie działo” słyszę w gabinecie niemal codziennie. To moment, w którym młodzi ludzie zakładają na oczy filtr: dostrzegają tylko to, co spektakularne - wielkie wygrane albo totalne katastrofy. Reszta, czyli szara codzienność, ląduje w koszu jako coś nieistotnego. Podobnie bywa z odpowiedzią „jest dobrze”. Kiedy proszę, by ją rozwinęli, zapada cisza. Czują ten stan, ale nie potrafią go nazwać, bo nie nauczyli się analizować jakości swojej codzienności.
Dlaczego to jest problemem?
Dopóki nie uznamy „normalności” za wartość, nasze poczucia własnej wartości i własnych kompetencji są skrajnie niestabilne. Gdy opieramy je tylko na spektakularnych sukcesach, jedna porażka wystarczy, by zburzyć cały nasz obraz siebie. Statystyka jest nieubłagana: porażka unieważnia wszystko, jeśli „wszystkiego” jest zbyt mało.
Kiedy zaczęliśmy z Leną drążyć to „nic”, okazało się, że:
• Wytrzymała trudną lekcję matematyki, mimo że lęk podpowiadał jej ucieczkę.
• Nie weszła w kłótnię z rodzicami, choć napięcie w domu było bliskie wrzenia.
• Została w miejscu, które było dla niej trudne, zamiast unikać konfrontacji.
Dla Leny to nie był sukces. Dla mnie - to był moment, w którym zrobiła coś bardzo ważnego - mimo obecności lęku.
Obserwacja zamiast oceny
W podejściu, które jest mi bliskie, nie szukamy wielkich triumfów. Szukamy uważności. Zapytałem Lenę: „Pamiętasz ten moment przed lekcją? Miałaś w głowie scenariusz katastrofy, a potem wydarzyła się rzeczywistość. Jak to, czego doświadczyłaś, ma się do tego, co sobie wyobrażałaś?”.
Lena zaczęła analizować:
1. Dostrzegła dyskomfort: Zidentyfikowała fizyczne objawy lęku (ucisk w brzuchu, pot na dłoniach, ból karku).
2. Obserwowała dynamikę: Zauważyła, że to napięcie nie jest stałe - faluje, a nie tylko narasta.
3. Porównała fakty z wyobrażeniami: Zrozumiała, że jej wyobrażenie o „katastrofie” nie pokryło się z tym, co realnie przeżyła, siedząc w ławce.
To jest istota budowania poczucia kompetencji i wpływu. To nie jest kwestia optymizmu, ale umiejętności zatrzymania się i sprawdzenia, co się faktycznie wydarzyło. Zamiast pozwalać emocjom dyktować definicję dnia, Lena zaczęła widzieć własne działanie w obliczu trudności.
Dlaczego to kluczowe?
Tolerowanie dyskomfortu to umiejętność zatrzymania się, gdy mamy ochotę zburzyć wszystko, bo coś nie wyszło. To świadomość, że stabilność nie bierze się z braku problemów, ale z tego, jak zarządzamy sobą w ich obliczu.
Uczmy młodych ludzi, że budowanie samoświadomości, poczucia kompetencji i skuteczności to proces obserwacji, a nie gromadzenia spektakularnych trofeów. Niech sprawdzają: „Ile razy w tym tygodniu, mimo że było ciężko, zauważyłem, że potrafię działać pomimo lęku?”. To właśnie te „nudne”, pozornie normalne dni, są fundamentem, który - w przeciwieństwie do sukcesów na pokaz - wytrzyma każdą burzę.