Dobry Psycholog Kraków,Gabinet Psychoterapi,www.gabinetpsychoterapi.pl

Dobry Psycholog Kraków,Gabinet Psychoterapi,www.gabinetpsychoterapi.pl Diagnoza ,Terapia ,Psychoterapia. Terapia uzależnień . Psychoterapia par psychoterapia indywidualna
(1)

31/05/2026
22/05/2026

Identyfikacja z agresorem to jeden z tych mechanizmów obronnych, o których trudno mówić lekko, ponieważ dotyka bardzo głębokiego miejsca w psychice człowieka. Najczęściej pojawia się tam, gdzie relacja, która miała dawać bezpieczeństwo, jednocześnie stała się źródłem lęku, zawstydzenia, kontroli albo bólu. Szczególnie mocno widać to w traumie relacyjnej i rozwojowej, kiedy dziecko było zależne od osoby, która je raniła, a jednocześnie nie miało możliwości odejścia, obrony ani nazwania tego, co się dzieje.

Dla dziecka opiekun nie jest po prostu „kimś ważnym”. Opiekun jest światem. Jest źródłem jedzenia, ochrony, dotyku, kontaktu, uznania, poczucia istnienia i bezpieczeństwa. Dlatego kiedy ta sama osoba staje się nieprzewidywalna, agresywna, chłodna, krytyczna albo zawstydzająca, psychika dziecka znajduje się w konflikcie, którego nie da się rozwiązać logicznie. Dziecko nie może spokojnie pomyśleć: „to dorosły ma problem, ja zasługuję na miłość i bezpieczeństwo”. Ono jest zbyt zależne, zbyt małe i zbyt emocjonalnie związane, aby odseparować się wewnętrznie od osoby, od której zależy jego przetrwanie.

Właśnie wtedy umysł i układ nerwowy mogą wybrać rozwiązanie, które z zewnątrz wygląda bardzo boleśnie, ale w tamtym czasie mogło być jedynym sposobem na psychiczne przetrwanie. Zamiast zobaczyć agresora jako źródło zagrożenia, dziecko zaczyna przejmować jego narrację i kierować ją przeciwko sobie. Łatwiej jest uwierzyć: „to ja jestem trudna/y”, „to ja przesadzam”, „to ja zasłużyłam/em”, „to ze mną jest coś nie tak”, niż dopuścić do świadomości, że osoba, którą kocham i której potrzebuję, jest jednocześnie osobą, która mnie krzywdzi.

To nie jest świadomy wybór. To nie jest „bronienie oprawcy” z naiwności. To mechanizm przetrwania, który pozwala dziecku zachować iluzję więzi i jakiegokolwiek porządku w świecie. Bo jeśli dziecko uzna, że dorosły jest niebezpieczny, cały jego system bezpieczeństwa rozpada się od środka. Jeśli jednak uzna, że problem jest w nim samym, pojawia się bolesna, ale psychicznie bardziej znośna nadzieja: „jeśli będę lepsza/y cichsza/y, grzeczniejsza/y, mądrzejsza/y, mniej wymagająca/y, może w końcu zasłużę na miłość”.

I właśnie w tym miejscu zaczyna rodzić się wewnętrzny krytyk. Ten surowy głos, który później przez lata komentuje każdy błąd, każdą emocję, każdą potrzebę i każdą próbę zawalczenia o siebie. Głos, który mówi: „nie przesadzaj”, „inni mają gorzej”, „znowu robisz problem”, „jesteś za słaba/y”, „za dużo chcesz”. Człowiek zaczyna myśleć, że to jego własne myśli, ale bardzo często jest to uwewnętrzniony głos środowiska, w którym musiał kiedyś przetrwać.

Trauma relacyjna potrafi sprawić, że człowiek zaczyna patrzeć na siebie przez lustro stworzone przez osoby, które go raniły. I jeśli przez lata słyszał, że jest problemem, że przesadza, że jest „za bardzo” albo „niewystarczający”, z czasem ten obraz zaczyna wydawać się prawdą.

To trochę tak, jakby całe lustro, w którym budował swoją tożsamość, było pokryte cudzą krytyką, lękiem, pogardą albo emocjonalnym odrzuceniem. Wtedy człowiek nie widzi już siebie naprawdę. Widzi odbicie stworzone przez traumę i relacje, w których musiał przetrwać.

Identyfikacja z agresorem może sprawić, że osoba dorosła automatycznie staje po stronie tych, którzy ją ranią, a przeciwko sobie. Może usprawiedliwiać przemoc, minimalizować własny ból, tłumaczyć czyjeś okrucieństwo zmęczeniem, stresem albo „trudnym charakterem”, a jednocześnie wobec siebie nie mieć ani odrobiny podobnej łagodności. Może czuć ogromną lojalność wobec osób, które ją skrzywdziły, i jednocześnie wstyd za własny gniew, żal albo potrzebę oddalenia się.

Ten mechanizm powoduje też pomieszanie miłości z lękiem. Bliskość zaczyna kojarzyć się nie ze spokojem, ale z napięciem, kontrolą, podporządkowaniem i ciągłym skanowaniem nastroju drugiej osoby. Człowiek może później wybierać relacje, w których znowu musi zasługiwać, tłumaczyć się, przepraszać za swoje emocje albo rezygnować z siebie, bo jego układ nerwowy zna właśnie taki rodzaj więzi. Nie dlatego, że chce cierpieć, ale dlatego, że to, co znane, bardzo często wydaje się organizmowi bezpieczniejsze niż to, co zdrowe, spokojne i nowe.

Najbardziej bolesne jest to, że identyfikacja z agresorem potrafi odebrać człowiekowi dostęp do własnej perspektywy. Osoba może przez lata nie wiedzieć, co naprawdę czuje, czego potrzebuje, gdzie są jej granice i czy ma prawo powiedzieć: „to mnie zraniło”. Zamiast tego automatycznie pyta: „czy ja przesadzam?”, „czy to moja wina?”, „czy mam prawo tak się czuć?”. To tak, jakby wewnątrz nadal siedział ktoś, kto pilnuje, aby nie zdradzić dawnego systemu, nawet jeśli ten system był źródłem cierpienia.

Zdrowienie z tego mechanizmu nie polega na tym, żeby nagle znienawidzić wszystkich, którzy kiedyś skrzywdzili. Chodzi o odzyskiwanie własnego głosu, własnej oceny rzeczywistości i prawa do nazywania krzywdy po imieniu. To proces bardzo delikatnego oddzielania tego, co naprawdę jest moje, od tego, co zostało we mnie wdrukowane przez lęk, zależność, przemoc albo zawstydzanie.

Jednym z najważniejszych momentów zdrowienia jest chwila, w której człowiek zaczyna rozumieć, że jego wewnętrzny krytyk nie jest obiektywną prawdą o nim. Jest śladem dawnej relacji. Echem głosu, który kiedyś miał nad nim władzę. Mechanizmem, który próbował pomóc przetrwać, ale dziś może już nie chronić, tylko więzić.

I dlatego powrót do siebie po traumie relacyjnej nie polega wyłącznie na uspokojeniu emocji. Polega też na powolnym odzyskiwaniu własnego odbicia. Na uczeniu się patrzenia na siebie poza narracją stworzoną przez osoby, które kiedyś miały władzę nad naszym poczuciem wartości.

Bo człowiek, który przez lata przeżywał siebie oczami agresora, potrzebuje czasu, aby po raz pierwszy zobaczyć siebie własnymi oczami.

Dlatego w moim programie „Powrót do siebie. Gdy ciało pamięta” pojawiły się moduły o tożsamości, wewnętrznych częściach i poczuciu własnej wartości. Trauma relacyjna sprawia, że człowiek zaczyna widzieć siebie przez cudzą krytykę, wstyd i lęk.

Te moduły pomagają odzyskiwać własny głos, oddzielać siebie od mechanizmów przetrwania i budować obraz siebie poza traumą oraz cudzą narracją.
Link do programu znajdziesz w komentarzu.

Joanna I I hear YOU

22/05/2026

Ablacja serca to nowoczesna procedura medyczna, która pozwala na trwałe wyleczenie wielu rodzajów zaburzeń rytmu serca. Polega ona na wprowadzeniu do serca specjalnej elektrody, która unieszkodliwia miejsca odpowiedzialne za powstawanie nieprawidłowych sygnałów elektrycznych. Dorota Wellman w szczerej rozmowie opowiedziała o swoich zmaganiach z migotaniem przedsionków. Dziennikarka przyznała, że dopiero poddanie się zabiegowi ablacji pozwoliło jej odzyskać dawną energię i komfort życia.

22/05/2026

Czego potrzeba facetowi, 𝗯𝘆 𝗯𝘆ł 𝘀𝘇𝗰𝘇𝗲̨𝘀́𝗹𝗶𝘄𝘆 w związku?
Nie mówcie tylko, że świętego spokoju 😅
No dobra, spokoju też, ale potrzeba 𝗷𝗲𝘀𝘇𝗰𝘇𝗲 𝗽𝗮𝗿𝘂 𝗶𝗻𝗻𝘆𝗰𝗵 𝗿𝘇𝗲𝗰𝘇𝘆.

Problem polega na tym, że sami sobie nie zawsze je uświadamiamy, a co dopiero mówić o komunikowaniu tych potrzeb partnerce!☺️😇

Dlatego sprawdźcie, co jest nam potrzebne do szczęścia:

👇👇
𝗹𝗶𝗻𝗸 𝘄 𝗸𝗼𝗺𝗲𝗻𝘁𝗮𝗿𝘇𝘂
👇👇

22/05/2026

W dzisiejszym świecie 𝗻𝗮𝘀𝘇𝗲 𝗺𝗼́𝘇𝗴𝗶 𝗻𝗶𝗲 𝗺𝗮𝗷𝗮̨ ł𝗮𝘁𝘄𝗼. W każdej chwili docierają do nich setki bodźców. Informacje, dźwięki powiadomień, obrazy reklam, przewijane ciągi postów, filmików i zdjęć – prawdziwy kalejdoskop wrażeń.
W takiej sytuacji nietrudno o przeładowanie obciążonego umysłu i kryzys. 💥🧠⚡️

A może to się skończyć 𝗻𝗮𝗽𝗿𝗮𝘄𝗱𝗲̨ 𝗻𝗶𝗲𝗰𝗶𝗲𝗸𝗮𝘄𝗶𝗲.

Jak? O tym przeczytacie w tym artykule. A także o tym, jak sobie radzić z przeciążeniem sensorycznym:

👇👇
𝗹𝗶𝗻𝗸 𝘄 𝗸𝗼𝗺𝗲𝗻𝘁𝗮𝗿𝘇𝘂
👇👇

22/05/2026

Ja tam nie jestem pamiętliwy.
Dlatego wszystkich zapisuję w specjalnym zeszycie 😉

03/05/2026

Byłam w tej relacji za długo, w miejscu, które mnie raniło i pomniejszało, w którym coraz mniej było mnie samej.

Przyczyną nie było to, że nie widziałam, co się dzieje, bo widziałam znacznie więcej, niż chciałam przyznać, tylko dlatego, że obok tej trudnej rzeczywistości istniało coś, co skutecznie ją rozmywało — momenty bliskości, ciepła, pozornej normalności, które sprawiały, że zaczynałam kwestionować własne odczucia i wracać do tego samego miejsca jeszcze raz.

To właśnie one sprawiały, że zostawałam.

Czekałam na moment, który w mojej głowie miał wszystko zmienić, na punkt, w którym nagle wszystko zacznie mieć sens, w którym przestanie boleć, w którym zobaczę, że to wszystko, co było trudne, jednak prowadziło do czegoś prawdziwego.

Nie czekałam na coś przełomowego, tylko na coś bardzo cichego, prawie niewidocznego — na ten moment, w którym poczuję ulgę i przekonanie, że już nie muszę się zastanawiać, czy coś jest nie tak.

I im dłużej czekałam, tym bardziej zaczynałam żyć nie tym, co było, tylko tym, co mogłoby być, jakby przyszłość miała naprawić teraźniejszość.

Każde chwilowe „lepiej” zaczynało znaczyć więcej, niż powinno, każde uspokojenie traktowałam jak sygnał, że zmiana jest blisko, że to już się zaczyna układać, nawet jeśli zaraz potem wszystko wracało do tego samego schematu.

A kiedy wracało, tłumaczyłam to, szukałam powodów, brałam na siebie odpowiedzialność, bo łatwiej było uwierzyć, że jeszcze trzeba coś zrobić, niż zobaczyć, że nic się tu nie zmienia.

I w tym wszystkim powoli przestawałam być dla siebie ważna, bo coraz częściej wybierałam utrzymanie tej relacji zamiast siebie, aż w końcu zaczęłam wątpić nie w to, co się dzieje, tylko w to, czy ja mam prawo tak to widzieć.

To może wyglądać jak brak decyzji, ale od środka to jest coś zupełnie innego — to życie pomiędzy tym, co widzisz, a tym, w co bardzo chcesz wierzyć, tak długo, aż jedno zaczyna zagłuszać drugie.

I dopiero kiedy przestałam patrzeć na potencjał, a zaczęłam patrzeć na rzeczywistość, zobaczyłam coś, co było trudne do przyjęcia.

Ten moment, na który czekałam, nie istniał.

Powodem nie było to, że zrobiłam za mało, ani dlatego, że nie byłam wystarczająca, tylko dlatego, że on był częścią historii, którą opowiadałam sobie, żeby móc zostać jeszcze trochę dłużej.

I chyba właśnie to jest najtrudniejsze — zobaczyć, że to, co cię trzymało, nie było przyszłością, która nadchodzi, tylko nadzieją, która pozwalała przetrwać coś, czego nie dało się już naprawić.

Joanna | I hear YOU

03/05/2026

Adres

Kraków. Ulica Olszańska
Kraków

Godziny Otwarcia

Poniedziałek 08:00 - 20:00
Wtorek 08:00 - 20:00
Środa 08:00 - 20:00
Czwartek 08:00 - 20:00
Piątek 08:00 - 20:00
Sobota 08:00 - 15:00
Niedziela 16:00 - 20:00

Telefon

+48515713725

Ostrzeżenia

Bądź na bieżąco i daj nam wysłać e-mail, gdy Dobry Psycholog Kraków,Gabinet Psychoterapi,www.gabinetpsychoterapi.pl umieści wiadomości i promocje. Twój adres e-mail nie zostanie wykorzystany do żadnego innego celu i możesz zrezygnować z subskrypcji w dowolnym momencie.

Skontaktuj Się Z Praktyka

Wyślij wiadomość do Dobry Psycholog Kraków,Gabinet Psychoterapi,www.gabinetpsychoterapi.pl:

Udostępnij

Kategoria