22/05/2026
Identyfikacja z agresorem to jeden z tych mechanizmów obronnych, o których trudno mówić lekko, ponieważ dotyka bardzo głębokiego miejsca w psychice człowieka. Najczęściej pojawia się tam, gdzie relacja, która miała dawać bezpieczeństwo, jednocześnie stała się źródłem lęku, zawstydzenia, kontroli albo bólu. Szczególnie mocno widać to w traumie relacyjnej i rozwojowej, kiedy dziecko było zależne od osoby, która je raniła, a jednocześnie nie miało możliwości odejścia, obrony ani nazwania tego, co się dzieje.
Dla dziecka opiekun nie jest po prostu „kimś ważnym”. Opiekun jest światem. Jest źródłem jedzenia, ochrony, dotyku, kontaktu, uznania, poczucia istnienia i bezpieczeństwa. Dlatego kiedy ta sama osoba staje się nieprzewidywalna, agresywna, chłodna, krytyczna albo zawstydzająca, psychika dziecka znajduje się w konflikcie, którego nie da się rozwiązać logicznie. Dziecko nie może spokojnie pomyśleć: „to dorosły ma problem, ja zasługuję na miłość i bezpieczeństwo”. Ono jest zbyt zależne, zbyt małe i zbyt emocjonalnie związane, aby odseparować się wewnętrznie od osoby, od której zależy jego przetrwanie.
Właśnie wtedy umysł i układ nerwowy mogą wybrać rozwiązanie, które z zewnątrz wygląda bardzo boleśnie, ale w tamtym czasie mogło być jedynym sposobem na psychiczne przetrwanie. Zamiast zobaczyć agresora jako źródło zagrożenia, dziecko zaczyna przejmować jego narrację i kierować ją przeciwko sobie. Łatwiej jest uwierzyć: „to ja jestem trudna/y”, „to ja przesadzam”, „to ja zasłużyłam/em”, „to ze mną jest coś nie tak”, niż dopuścić do świadomości, że osoba, którą kocham i której potrzebuję, jest jednocześnie osobą, która mnie krzywdzi.
To nie jest świadomy wybór. To nie jest „bronienie oprawcy” z naiwności. To mechanizm przetrwania, który pozwala dziecku zachować iluzję więzi i jakiegokolwiek porządku w świecie. Bo jeśli dziecko uzna, że dorosły jest niebezpieczny, cały jego system bezpieczeństwa rozpada się od środka. Jeśli jednak uzna, że problem jest w nim samym, pojawia się bolesna, ale psychicznie bardziej znośna nadzieja: „jeśli będę lepsza/y cichsza/y, grzeczniejsza/y, mądrzejsza/y, mniej wymagająca/y, może w końcu zasłużę na miłość”.
I właśnie w tym miejscu zaczyna rodzić się wewnętrzny krytyk. Ten surowy głos, który później przez lata komentuje każdy błąd, każdą emocję, każdą potrzebę i każdą próbę zawalczenia o siebie. Głos, który mówi: „nie przesadzaj”, „inni mają gorzej”, „znowu robisz problem”, „jesteś za słaba/y”, „za dużo chcesz”. Człowiek zaczyna myśleć, że to jego własne myśli, ale bardzo często jest to uwewnętrzniony głos środowiska, w którym musiał kiedyś przetrwać.
Trauma relacyjna potrafi sprawić, że człowiek zaczyna patrzeć na siebie przez lustro stworzone przez osoby, które go raniły. I jeśli przez lata słyszał, że jest problemem, że przesadza, że jest „za bardzo” albo „niewystarczający”, z czasem ten obraz zaczyna wydawać się prawdą.
To trochę tak, jakby całe lustro, w którym budował swoją tożsamość, było pokryte cudzą krytyką, lękiem, pogardą albo emocjonalnym odrzuceniem. Wtedy człowiek nie widzi już siebie naprawdę. Widzi odbicie stworzone przez traumę i relacje, w których musiał przetrwać.
Identyfikacja z agresorem może sprawić, że osoba dorosła automatycznie staje po stronie tych, którzy ją ranią, a przeciwko sobie. Może usprawiedliwiać przemoc, minimalizować własny ból, tłumaczyć czyjeś okrucieństwo zmęczeniem, stresem albo „trudnym charakterem”, a jednocześnie wobec siebie nie mieć ani odrobiny podobnej łagodności. Może czuć ogromną lojalność wobec osób, które ją skrzywdziły, i jednocześnie wstyd za własny gniew, żal albo potrzebę oddalenia się.
Ten mechanizm powoduje też pomieszanie miłości z lękiem. Bliskość zaczyna kojarzyć się nie ze spokojem, ale z napięciem, kontrolą, podporządkowaniem i ciągłym skanowaniem nastroju drugiej osoby. Człowiek może później wybierać relacje, w których znowu musi zasługiwać, tłumaczyć się, przepraszać za swoje emocje albo rezygnować z siebie, bo jego układ nerwowy zna właśnie taki rodzaj więzi. Nie dlatego, że chce cierpieć, ale dlatego, że to, co znane, bardzo często wydaje się organizmowi bezpieczniejsze niż to, co zdrowe, spokojne i nowe.
Najbardziej bolesne jest to, że identyfikacja z agresorem potrafi odebrać człowiekowi dostęp do własnej perspektywy. Osoba może przez lata nie wiedzieć, co naprawdę czuje, czego potrzebuje, gdzie są jej granice i czy ma prawo powiedzieć: „to mnie zraniło”. Zamiast tego automatycznie pyta: „czy ja przesadzam?”, „czy to moja wina?”, „czy mam prawo tak się czuć?”. To tak, jakby wewnątrz nadal siedział ktoś, kto pilnuje, aby nie zdradzić dawnego systemu, nawet jeśli ten system był źródłem cierpienia.
Zdrowienie z tego mechanizmu nie polega na tym, żeby nagle znienawidzić wszystkich, którzy kiedyś skrzywdzili. Chodzi o odzyskiwanie własnego głosu, własnej oceny rzeczywistości i prawa do nazywania krzywdy po imieniu. To proces bardzo delikatnego oddzielania tego, co naprawdę jest moje, od tego, co zostało we mnie wdrukowane przez lęk, zależność, przemoc albo zawstydzanie.
Jednym z najważniejszych momentów zdrowienia jest chwila, w której człowiek zaczyna rozumieć, że jego wewnętrzny krytyk nie jest obiektywną prawdą o nim. Jest śladem dawnej relacji. Echem głosu, który kiedyś miał nad nim władzę. Mechanizmem, który próbował pomóc przetrwać, ale dziś może już nie chronić, tylko więzić.
I dlatego powrót do siebie po traumie relacyjnej nie polega wyłącznie na uspokojeniu emocji. Polega też na powolnym odzyskiwaniu własnego odbicia. Na uczeniu się patrzenia na siebie poza narracją stworzoną przez osoby, które kiedyś miały władzę nad naszym poczuciem wartości.
Bo człowiek, który przez lata przeżywał siebie oczami agresora, potrzebuje czasu, aby po raz pierwszy zobaczyć siebie własnymi oczami.
Dlatego w moim programie „Powrót do siebie. Gdy ciało pamięta” pojawiły się moduły o tożsamości, wewnętrznych częściach i poczuciu własnej wartości. Trauma relacyjna sprawia, że człowiek zaczyna widzieć siebie przez cudzą krytykę, wstyd i lęk.
Te moduły pomagają odzyskiwać własny głos, oddzielać siebie od mechanizmów przetrwania i budować obraz siebie poza traumą oraz cudzą narracją.
Link do programu znajdziesz w komentarzu.
Joanna I I hear YOU