22/05/2026
Princessa towarzyszy mi chyba odkąd pamiętam. Ale dopiero niedawno naprawdę ją zaakceptowałam.
Kiedy pozwalałam sobie zabierać uwagę, pokazać siebie — po prostu błyszczeć — słyszałam, że to próżne, że nie wypada, że mam przestać się popisywać.
Kiedy wyrażałam sprzeciw albo złość — że przesadzam, robię problem, dramatyzuję.
Kiedy sięgałam po to, czego potrzebuję — że jestem egoistyczna, samolubna, że nie dbam o innych.
Z czasem nauczyłam się ją chować.
Dziś widzę, ile energii kosztowało mnie trzymanie jej pod powierzchnią.
Czasem się przebijała — ale wtedy pojawiało się zawstydzenie i wyrzuty sumienia: to za dużo, to nieskromne, nie wypada…
Dziś uczę się dawać jej przestrzeń.
Przyjmować ją. Nie uciszać.
I marzę o tym, żeby więcej kobiet mogło odnaleźć swoją utraconą część — nieważne, czy będzie to księżniczka, wojowniczka, czy coś zupełnie innego.
A Ty?
Masz w sobie taką część, której nie pozwalasz się ujawnić?
Jak byś ją nazwała?
Jakie cechy by miała?
💬 Napisz w komentarzu.
Jeśli chcesz zostać tu na dłużej — zaobserwuj 🤍
autentycznosc
psychoterapia