31/05/2026
Od kilku lat spotykam się z kobietami.
W kręgach, przy porodach, w niby przypadkowych rozmowach, które dotykają bardzo żywych momentów w życiu.
Niezależnie od tego, czy to ciąża, czy inna zmiana lub kryzys wywracają życie do góry nogami, wiele kobiet nosi w sobie tą samą potrzebę.
To potrzeba bycia zobaczoną, zobaczenia siebie w spokojnym, czułym spojrzeniu innej kobiety. To potrzeba małych i dużych rytuałów, celebracji, wspólnych uśmiechów i łez. Potrzeba przestrzeni do przeżywania.
Do tej pory te spotkania miały formę krótszych doświadczeń, czyli właśnie pojedynczych kręgów lub indywidualnego towarzyszenia.
Teraz zapraszam do czegoś, co jest ich pogłębieniem.
Etna Rising wyrasta z tych samych wartości, zmienia się tylko narzędzie i kontekst.
Nie zrywam z tożsamością douli.
Wchodzę głębiej w to, co od początku przyciągnęło mnie do doulowania.
Czyli w trzymanie przestrzeni dla kobiet, które tej przestrzeni potrzebują. Które szukają bezpiecznej przystani w pędzie codzienności lub w swoich życiowych przełomach.
Jeśli to, co piszę brzmi jak wołanie, napisz do mnie lub zostaw jakiś znak pod postem.
Fot 1&2