20/06/2022
Dobre podsumowanie!
Bezpośrednia przyczyna otyłości jest prosta – jest nią WYŁĄCZNIE surplus energetyczny (AKA nadmiar kalorii w diecie). Jednak przyczyny surplusu są całkiem złożone. I o tym dzisiaj.
🍔 Środowisko żywnościowe – jest to po prostu dostępność produktów spożywczych, które mamy wokół siebie. Łatwo wyobrazić sobie, że gdybyśmy znaleźli się w „dietetycznym raju”, gdzie łatwo dostępne byłby niskoprzetworzone, niskoenergetyczne, sycące posiłki, to schudlibyśmy (lub utrzymali zdrową masę) bez większego trudu. Kalorie by się nadal liczyły, ale nam byłoby znacznie łatwiej jeść ich odpowiednią ilość.
Podobnie byłoby gdybyśmy trafili na bezludną wyspę, gdzie każdy posiłek trzeba by sobie wygrzebać z ziemi, zerwać z drzewa lub dogonić i oprawić. Nie muszę chyba tłumaczyć, że to, gdzie żyjemy dalekie jest od tego. W krajach zachodnich jedzenie jest superłatwo dostępne oraz zwykle jest wysokokaloryczne. O ile na szczęście wzrasta ilość „dietetycznych opcji”, to nadal jest ich dużo mniej niż tych kalorycznych.
🏃🏻♂️Aktywność fizyczna – kiedyś osoba pracująca w fabryce wykonywała ciężką pracę fizyczną. Dzisiaj coraz częściej taka praca przypomina obsługę komputera, ewentualnie prowadzenie samochodu. O pracy biurowej nawet nie wspominam, choć kiedyś trzeba było chociaż papiery nosić albo chodzić na spotkania. Dzisiaj wysyła się maile i łapie na Zoomie. Do tego wszystkiego żyjemy w miastach, które są podporządkowane samochodom i mało jest w nich miejsca na aktywność po pracy.
Nawet nie ma kiedy nad tym zapłakać, bo praca z dojazdami potrafi zająć pół doby. To wszystko sprawia, że o wiele trudniej mam utrzymać wysokie wydatki energetyczne, które są potrzebne do zachowania prawidłowej masy ciała i zdrowia.
🧩 Nawyki – każdy z nas ma zestaw nawyków, które budował całe życie. Mogą one równie dobrze sprzyjać, jak i utrudniać utrzymanie prawidłowej wagi. Niestety wiele z nawyków zaszczepili nam rodzice i dziadkowie, którzy mieli zupełni inne problemy niż nadwaga. Mamy więc raczej nawyki osoby, która pracuje cały dzień w polu niż osoby o niskiej aktywności fizycznej.
🎄 Czynniki kulturowe – bardzo prawdopodobne, że święta kojarzą Ci się z jedzeniem. Praktycznie każde spotkanie towarzyskie związane jest z szamką, zazwyczaj wysokokalorycznym – karkówka na grilla, tort na urodziny, makowiec na komendzie. Jedocześnie kultura narzuca nam określony, często nierealny obraz ciała, do którego dążenie może paradoksalnie przyczyniać się do wzrostu masy ciała.
🧠 Czynniki psychologiczne – duże znaczenie ma też nasza kondycja psychiczna. Stres w pracy, obowiązki rodzinnie i inne obciążenia psychiczne mogą powodować, że pokusa „dogodzenia sobie” będzie trudna na przezwyciężenia. A jednocześnie często jesteśmy wychowani tak, że napięcia psychiczne rozwiązujemy właśnie jedzeniem.
💊 Choroby i leki – niekiedy, choć rzadziej niż się wydaje, przyczyną są choroby i przyjmowane leki. Klasyczny case to niedoczynność tarczycy, która zmniejsza wydatki energetyczne. Inny przykład to depresja, która może powodować nadmierne spożycie kalorii, a niektóre antydepresanty wzmagają apetyty. Rzecz jasna lista jest znacznie dłuższa.
🧬 Geny – one oczywiście też mają znaczenie. Są osoby, które przyswajają mniej kalorii, są bardziej spontanicznie aktywne czy nawet mają tendencję do rozpraszania większej ilości energii w postaci ciepła. Nie są to jakieś ogromne różnice, ale w całej mozaice czynników mogą mieć istotne znaczenie.
🧪 Substancje obesitogenne – tutaj stawiam spory znak zapytania, bo póki co jestem nieco sceptyczny co do istotnego znaczenia tych substancji. Ale trwa naukowa debata na ten temat i trzeba to odnotować. Niemniej kluczowe jest, że te substancje nie działają w oderwaniu od bilansu energetycznego.
Jednym z proponowanych mechanizmów działania tych substancji jest to, że mają one powodować, że tkanka tłuszczowa wydziela mniej leptyny. Ta z kolei jest swojego rodzaju wskaźnikiem ilości tkanki tłuszczowej i jeśli jej poziom jest odpowiedni, to nasz apetyty jest mniejszy.
Czemu uważam, że dyskusja na ten temat jest taka ważna?
Bo jeśli zaakceptujemy, że bilans energetyczny jest kluczowy w rozwoju otyłości, to możemy pójść dalej i zacząć zastanawiam się, co na niego wpływa oraz jak to zmienić. Za każdym razem jak ktoś podnosi, że otyłość jest spowodowana stanem zapalnym, dysbiozą jelitową czy insuliną i węglowodanami, to zaczynamy się kręcić w kółko i marnujemy czas.
Moim zdaniem kluczowe są kwestie środowiska w jakim żyjemy oraz aspekty kulturowe i psychologiczne. Powinniśmy dążyć do tego, żeby świat, w którym żyjemy możliwe ułatwiał nam zdrową dietę, a produkty niezdrowe miały ograniczoną dostępność.
Nie mówię tu o dietetycznym autorytaryzmie, w którym do zakupu frytek potrzebne jest zaświadczenie od lekarza, a słodycze można kupić raz w miesiącu. Mam na myśli, że zdrowy pełnowartościowy posiłek powinien być równie łatwo dostępny jak burger, a raklamy niezdrowej żywności nie mógły być kierowane do dzieci i tym podobne.
Tutaj oczywiście nie ma łatwych rozwiązań w stylu: dajmy podatek od cukru i pora na CSa. Potrzebna jest przebudowa całego sytemu i zmiana sposobu myślenia o wielu kwestiach – np. tej, że świętym prawem korporacji jest zarabiać na sprzedaży tuczącego jedzenia, nawet jeśli konsekwencją tego są ogromne koszty społeczne.