12/08/2026
Praca z przekonaniami w terapii to praca u podstaw. Ale gdy ją się zrobi, możliwe jest doświadczenie ulgi , mimo obecności problemu, który pozostał. Tak jest i w przypadku przedłużających się starań o dziecko. W swojej pracy czasem spotykam się z takimi wewnętrznymi oczekiwaniami ze strony pacjentów w kierunku siebie: ,,Powinnam już to wiedzieć', ,, To kolejny raz, przecież wiem jak sobie z tym radzić ", ,, Nie powinnam/powinienem tak zareagować". Bycie w długim i niepewnym procesie leczenia jest stresogenne. Gdy się w nim jest, nabywa się doświadczenia , ale nie pozbywa się uczuć. Jedno to wiedzieć i rozumieć. Drugie to czuć i przeżywać. Nie boli mniej kolejny raz i mniej boleć nie musi. Oczekiwania budujemy z różnych surowców. Czasem z tych jakie aktualnie mamy wokół siebie ( wpływ społeczny). Czasem są z tego rodzinnego kawałka lub naszej indywidualnej drogi życiowej, gdzieś na linii życia zbudowaliśmy takie, które wtedy służyły , a dziś nie do końca pasują, ale trzymamy się ich z lęku przed tym, jak byłoby bez nich. Warto je weryfikować i usłyszeć jak brzmią. W chorobie są i będą różne momenty, a człowiek różnie może sobie z nimi wewnętrznie radzić. Trudniejsza momenty nie oznaczają niepowodzeń w radzeniu sobie z konsekwencjami choroby. Mogą oznaczać np. aktualnie mniejszy dostęp do zasobów takich jak wsparcie najbliższych. A im więcej i bardziej od siebie coś chcemy tym większe przeżywany rozczarowanie i wstyd tym, kim jesteśmy. Podobnie może to wyglądać po wyjściu ze stanu niepłodności , gdy para oczekująca narodzin oczekuje od siebie tylko radości i wdzięczności ( nie akceptując innych uczuć ) lub gdy kończy starania realizując scenariusz niezamierzonej bezdzietności ( ,, powinniśmy jak najszybciej wrócić do życia"). Na relacjach zostawiam dziś okienko dla Was z pytaniem: z jakim oczekiwaniem od siebie najchętniej chciałbyś/łabyś się rozstać podczas starań o dziecko?