25/05/2026
Moja torba waży kilka kilogramów.
➡️Plastry do kinesiotapingu,
➡️elektrody,
➡️urządzenie do elektrostymulacji,
➡️materiały do ćwiczeń,
➡️notes.
Czasem zmienia się tylko adres, reszta jedzie ze mną wszędzie.
Dzień zaczynam od sprawdzenia trasy. Lublin, Rzeszów i ich okolice.
Każdy pacjent w innym miejscu, w innym środowisku i w innej sytuacji życiowej.
Kiedy wchodzę do domu pacjenta, pierwsze kilka minut to nie terapia tylko obserwacja.
🧐Czy dziś głowa trzyma się stabilniej niż tydzień temu.
🧐Czy niedowład twarzy jest trochę mniejszy.
🧐Czy usta są bardziej domknięte w spoczynku. 🧐Czy połykanie śliny nie sprawia już tyle trudu. 🧐Czy przy herbacie kaszel pojawia się rzadziej niż ostatnio, albo nie pojawia się wcale.
🧐I czy może wydarzyło się coś nowego?
Nowy ruch, nowe słowo? Może nowa reakcja, której jeszcze nie było?
To są rzeczy, których rodzina często nie zauważa, bo widzi pacjenta codziennie.
Ja przychodzę z zewnątrz i dlatego widzę różnicę. I bardzo często to ja mówię rodzinie: popatrzcie, coś się zmieniło. Coś, na co czekaliśmy :)
Terapia w domu to nie jest gabinet przeniesiony pod inny adres. To zupełnie inna przestrzeń, która daje mi informacje, których nie miałabym nigdzie indziej. Widzę jak pacjent funkcjonuje naprawdę, przy własnym stole, z własną rodziną, w swoim fotelu.
Czasem sesja odbywa się przy kuchennym stole z kubkiem herbaty obok.
Czasem przy łóżku, bo pacjent nie może jeszcze wstać.
Czasem w salonie, bo tam jest najlepsze światło i najbliżej łazienki.
Dostosowuję się do człowieka a nie człowiek do mnie.
To jest właśnie to, co lubię w tej pracy najbardziej💚