13/05/2026
Przydałoby się dać wam jakieś opcje wyboru. Coś w stylu:
A. Szaleję na całego
B. Wychodzę na siusiu
C. Słucham muzyki
Tym razem bez opcji A, B, C bo wierzę w waszą kreatywność 🤩😆
Tymczasem opowiem wam trochę więcej o mojej pracy.
✨ Dzień terapeuty integracji sensorycznej zaczyna się zwykle niewinnie. Kawa (w moim przypadku yerba). Cisza. Plan dnia. Jeszcze człowiek wierzy, że dziś uda się usiąść choć na 7 minut.
✨ A potem wchodzi pierwsze dziecko i mówi:
„chcę zacząć od huśtawki.”
…po czym przez następne 45 minut z entuzjazmem huśta się głową w dół, zakręca wokół własnej osi, turla w naleśniku i wskakuje do basenu z piłkami jak zawodowy nurek olimpijski.
Typowy dzień wygląda mniej więcej tak:
**8:00** – „Dzień dobry!”
**8:05** – dziecko już kręci się z prędkością światła.
**8:20** – odkrywa, że można kręcić się na platformie szybciej. Terapeuta odkrywa granice własnego błędnika.
**8:30** – nagle dziecko znajduje się na ostatniej możliwej drabince pod sufitem.
**8:35** – walka o bezpieczne zejście. Emocjonalnie jak finał mundialu.
**8:45** – „A teraz wyciszamy organizm…”
Dwie minuty później ktoś biegnie z wałkiem rehabilitacyjnym jak rycerz.
Terapeuta SI zna też rzeczy, których zwykli ludzie nie wiedzą:
✅ że szczotka może uspokajać,
✅ że hamak jest narzędziem pracy,
✅ że istnieje coś takiego jak „głód proprioceptywny”, choć brzmi jak nazwa modnej diety.
Terapeuta SI to trochę połączenie:
➡️ organizatora torów przeszkód,
➡️ operatora statku kosmicznego,
➡️ i człowieka, który codziennie sprząta 14 kilogramów ryżu sensorycznego z podłogi.
Największy paradoks?
Z zewnątrz wygląda to czasem jak sala zabaw.
W środku trwa zaawansowana analiza układu nerwowego, planowanie regulacji sensorycznej i obserwacja, czy dziecko przypadkiem nie próbuje właśnie wejść na szafę 🤔
A prawda jest taka, że po całym dniu terapeuta SI wraca do domu i:
❗ słyszy dźwięk rzepów nawet w ciszy,
❗ automatycznie ocenia jakość oświetlenia w restauracji,
❗ ma odruch asekuracji każdego dziecka, które zaczyna się kręcić na krześle.
Ale mimo chaosu, piłek pod stopami i glutów na rękawie — jest to jedna z tych prac, gdzie człowiek naprawdę widzi małe wielkie zwycięstwa 🎉🏆
Pierwszy raz bez płaczu.
Pierwszy raz bez lęku.
Pierwszy raz z myślą "spróbuję".
🤭 A potem następnego dnia znów ktoś wkłada terapeucie kinetyczny piasek do kieszeni.
Więc nie będę kreatywna jeśli zdradzę wam, że w przerwach między zajęciami... SPRZĄTAM SALĘ 😅
Choć tego czasu i tak jest niewiele bo zazwyczaj dzieci nie chcą ode mnie wychodzić. No chyba, że powiem że sprzątamy razem, wtedy już są przy drzwiach 😂
PS. Oczywiście wszystko napisane z przymrużeniem oka — bo praca terapeuty SI to znacznie więcej niż huśtawki, tory przeszkód i sensoryczny chaos. To wymagająca, odpowiedzialna i bardzo wartościowa praca, której nie da się zamknąć w kilku żartobliwych akapitach. To tylko mały wycinek codzienności, który nie oddaje w pełni ogromu wiedzy, zaangażowania i pracy wkładanej w terapię oraz wsparcie dzieci i ich rodzin.