10/07/2026
Przez wiele lat byłam przekonana, że nie jestem kreatywna. Wydawało mi się, że skoro nie umiem malować, pisać ani tworzyć „czegoś wyjątkowego”, to po prostu nie mam talentu.
Kreatywność kojarzyła mi się z artystami. Tak ich wtedy postrzegałam – jako ludzi trochę „odklejonych”, żyjących w swoim świecie. A ja? Ja miałam być tą, która twardo stąpa po ziemi. Rozsądną, odpowiedzialną, praktyczną. Nawet nie przyszło mi do głowy, że kreatywność może mieć cokolwiek wspólnego ze mną.
Aż pewnego dnia w moim życiu pojawiła się Biodanza.
To właśnie Biodanza pokazała mi, że kreatywność to nie tylko tworzenie obrazów, książek czy rzeźb. To także tworzenie własnego życia. A tworzenie życia to bycie naprawdę obecnym w tym, co robię. To czerpanie przyjemności z samego procesu, z chwili, z drobnych rzeczy. Nie tylko patrzenie na efekt końcowy, ale smakowanie drogi, która do niego prowadzi.
Pamiętam moment, kiedy po raz pierwszy naprawdę zrozumiałam, całą sobą, czym jest tworzenie. To był taki moment „aha”, kiedy wszystkie komórki ciała się cieszą, bo nagle coś staje się oczywiste.
Podczas warsztatu lepiliśmy z gliny... z zamkniętymi oczami. Nie było miejsca na ocenianie, poprawianie ani zastanawianie się, czy wyjdzie „ładnie”. Była tylko muzyka, dotyk gliny i chwila. Po prostu poddałam się temu doświadczeniu. Na kilka minut – tyle, ile trwała muzyka – odpuściłam myślenie o efekcie.
Kiedy otworzyłam oczy, zobaczyłam, że w moich dłoniach powstała muszla. Piękna, harmonijna, jakby sama chciała się stworzyć.
Wtedy poczułam, że właśnie na tym polega kreatywność.
Teraz kreatywność kojarzy mi się z odpuszczeniem efektu. Z zaufaniem. Z chwilą, w której przestajesz kontrolować i po prostu jesteś. Wszystko zaczyna płynąć. I właśnie wtedy pojawia się coś, czego nie dałoby się zaplanować.
Im dłużej tańczę Biodanzę, tym bardziej jestem połączona ze sobą. A im bliżej siebie jestem, tym więcej odkrywam. Potencjałów, które kiedyś zostały zagłuszone przez wstyd, lęk przed oceną, przekonania i myśl, że „się nie nadaję”.
Podczas konferencji Marty Lesińskiej odkryłam w sobie coś, czego jeszcze kilka lat temu w ogóle bym się po sobie nie spodziewała.
Spotkałam w sobie artystkę.
Piszę to z pewnym drżeniem, bo jeszcze niedawno powiedziałabym, że to na pewno nie o mnie.
To odkrycie, któremu jeszcze trochę nie dowierzam. Jednocześnie mnie onieśmiela i zachwyca. Czuję, że dotyka we mnie miejsca o jeszcze większej wrażliwości, niż do tej pory miałam odwagę w sobie zobaczyć.
I właśnie to doświadczenie znowu przypomniało mi coś, czego uczę się dzięki Biodanzie od lat. Że zawsze jest jeszcze coś do odkrycia. Jeszcze jedna warstwa. Jeszcze jeden potencjał. I chyba właśnie to najbardziej mnie w niej zachwyca.
Jest jeszcze coś, co bardzo w niej cenię. Biodanza jest dla mnie takim laboratorium życia. To, czego doświadczamy na sali, nie zostaje na sali. Jeśli naprawdę sobie na to pozwolimy, zaczyna przenosić się do codzienności. Zaczynamy inaczej patrzeć na siebie, inaczej budować relacje, odważniej podejmować decyzje i kreować swoje życie.
Jeśli masz ochotę poznać siebie jeszcze trochę bardziej, dać sobie przestrzeń na nowe doświadczenia i odkryć coś o sobie – serdecznie Cię zapraszam.
Spotykamy się w każdy czwartek o 18:00.
Ania
PS. Biodanza w Polsce -Marta Lesińska Marto, dziękuję Ci. Właściwie za wszystko.
Myślę, że nie spotkałabym się ze swoją wrażliwością, gdybyś Ty nie miała odwagi być w kontakcie ze swoją. Dzięki Tobie mogłam zobaczyć w sobie coś, czego wcześniej nie umiałam dostrzec. Spotkać swoją artystkę.