11/03/2026
🔴 Poświęcił życie innym, ale sam zapomniał o sobie. Dziś wspominamy człowieka, który zmienił Polskę
Pomagał tym, o których świat często nie chciał pamiętać. Dla jednych był szaleńcem, dla innych bohaterem. Marek Kotański, twórca Monaru i Markotu, całe życie poświęcił ludziom zepchniętym na margines. Osobom w bardzo trudnej sytuacji życiowej, bezdomnym, chorym i odrzuconym przez bliskich oraz społeczeństwo. W dniu jego urodzin wiele osób przypomina historię człowieka, którego nazywano „Aniołem wyklętych”.
Marek Kotański już jako młody człowiek angażował się w pomoc osobom w trudnych sytuacjach społecznych. W latach 80. stworzył Monar, czyli ośrodki wsparcia dla osób mających poważne problemy życiowe. Później powstał także Markot, organizacja pomagająca osobom bezdomnym. W jego ośrodkach stosowano terapię opartą na wspólnocie i wzajemnym wsparciu. Trafiali tam ludzie z bardzo trudnych środowisk. Kobiety z dziećmi w trudnej sytuacji życiowej, osoby chore, byli więźniowie oraz osoby odrzucone przez najbliższych. Każdy miał jednak jedną szansę. Warunek był prosty, trzeba było naprawdę chcieć zmiany i rozpocząć nowe życie.
Kotański wierzył, że każdy człowiek zasługuje na drugą szansę. Wielu jego podopiecznych dzięki terapii kończyło kursy zawodowe, zaczynało pracę i próbowało budować nowe życie. W ośrodkach uczono ich odpowiedzialności, pracy i powrotu do normalnego funkcjonowania. Do dziś organizacje stworzone przez Kotańskiego pomagają tysiącom ludzi rocznie.
Nie była to jednak łatwa droga. Praca z osobami w kryzysie wymagała ogromnej siły psychicznej. Muzyk Zbigniew Hołdys wspominał kiedyś w rozmowie z „Faktem”, że każda jego wizyta w ośrodku kończyła się dla niego kilkudniowym psychicznym wyczerpaniem. Dla Kotańskiego była to codzienność.
Marek Kotański zginął 19 sierpnia 2002 roku w wypadku samochodowym w Nowym Dworze Mazowieckim. Miał 60 lat.
Po jego śmierci wiele osób podkreślało, że pozostawił po sobie coś więcej niż instytucje. Zostawił ideę pomagania i wiarę w drugiego człowieka. Dziś jego dzieło jest kontynuowane, a ośrodki stworzone przez niego pomagają ponad 20 tysiącom osób rocznie.
O Marku Kotańskim poruszająco mówiła także jego córka Joanna w wywiadzie dla magazynu „VIVA!” w 2002 roku. Wspominała, że jej ojciec często powtarzał, że nie będzie żył długo. Jednocześnie żył bardzo intensywnie i nie oszczędzał się. Jak przyznała, nie był typowym ojcem obecnym każdego dnia w domu. Często był w drodze, pomagał innym i walczył o kolejne inicjatywy.
Mimo to zawsze wiedziała, że może na niego liczyć. Gdy w jej życiu pojawiały się trudne momenty, potrafił rzucić wszystko i przyjechać. Był impulsywny, czasem surowy, ale jednocześnie bardzo oddany ludziom.
Joanna Kotańska mówiła też, że jako dziecko czasami zazdrościła koleżankom ojców, którzy mieli więcej czasu dla rodziny. Z drugiej strony czuła dumę, że jej tata pomaga tak wielu ludziom. Jak wspominała, szybko zrozumiała, że jej ojciec jest potrzebny nie tylko jej, ale tysiącom innych osób.
Historia Marka Kotańskiego pokazuje, jak wielką siłę może mieć jeden człowiek, który naprawdę wierzy w innych. Nie był idealny. Bywał trudny, stanowczy i wymagający. Jednak dzięki tej determinacji udało mu się zmienić życie wielu ludzi i stworzyć system pomocy, który działa do dziś.
__
📸 fot. KRZYSZTOF WOJDA/REPORTER