22/05/2022
To bardzo zła informacja !
Czy wyobrażacie sobie ośrodek socjoterapii bez wychowawców-socjoterapeutów? My nie. Ale urzędnicy Biura Edukacji Miasta Stołecznego Warszawy, naszego organu prowadzącego – tak. Chcą po cichu zniszczyć nas od środka. Wszystko odbywa się telefonicznie, nie ma śladów na piśmie. Są naciski i szantaż. Ale nie będzie cicho.
Mamy zwolnić połowę wychowawców - socjoterapeutów i terapeutek pedagogicznych. Bo nie mieścimy się w ramkach i tabelkach, wytycznych. To oficjalny powód. Nieoficjalny – pieniądze.
W grudniu okazało się, że w naszym planie budżetowym brakuje ogromnej kwoty na wynagrodzenia. Byliśmy uspokajani, że środki się znajdą w ciągu roku. Dziś mamy nakaz zwolnienia ponad dziesięciu osób. Trudno nie łączyć faktów – obecna sytuacja była zaplanowana wcześniej. Ale nikt nas nie uprzedził, nie zaprosił do rozmów, potraktował z szacunkiem. Perfidia polega również na tym, że jest mało czasu na działania. Zostaliśmy przyparci do muru.
Zaczęli od zabrania dzieciom hostelu na weekend. Dzieciaki mieszkające w nim z ważnych powodów w domach rodzinnych przebywać nie mogą, bądź nie powinny. Hostel to ich dom. Ci, którzy mieszkają w Suwałkach, Krakowie, Poznaniu, muszą wyjechać w piątek, najpóźniej do wieczora, wrócić w poniedziałek rano i najlepiej nie spóźnić się na lekcje.
Następnie dostaliśmy nakaz zwolnienia kilku pracowników obsługi i administracji. Portierzy/ dozorcy mają przestać pracować podczas dyżurów nocnych w tygodniu, oraz w ogóle w weekendy. Teraz mamy zwolnić kolejne osoby.
Obecnie mamy szesnaście klas. Jedną dodatkową utworzyliśmy w zeszłym roku, przy natychmiastowej zgodzie Biura Edukacji. Mieliśmy tak wielu kandydatów i kandydatek na jedno miejsce, że przyjęliśmy kilkanaścioro więcej, żeby nie zostawiać tych, bardzo potrzebujących dzieciaków w pustce. Tu pieniądze nie były przeszkodą. A my mamy więcej dzieci a miejsca i kasy tyle samo. Jesteśmy napompowani do granic możliwości, i czasem ledwo wyrabiamy. A miasto nie otwiera nowych ośrodków, więc oferta dla dzieciaków z problemami jest zbyt mała w stosunku do zapotrzebowania.
Każda klasa to grupa socjoterapeutyczna, każda ma swojego wychowawcę, który pracuje z całą grupą, i z każdym indywidualnie. Zamysł urzędników najwyraźniej jest taki, że na jednego wychowawcę powinny teraz przypadać dwie klasy. Po szesnaście osób w każdej. Osób z zaburzeniami emocji, zachowania, zagrożonych niedostosowaniem społecznym. Z zaburzeniami osobowości, cierpiących na depresję, stany lękowe. Z myślami i planami samobójczymi. Po próbach samobójczych. Po jednym i więcej pobytach w szpitalach psychiatrycznych. Ofiar izolacji spowodowanej pandemią.
Sytuacja w polskiej psychiatrii dziecięcej i młodzieżowej jest tragiczna. „Kąt” wypełnia lukę w systemie – pracujemy z osobami, dla których nie ma miejsca na oddziałach szpitalnych, a które jednocześnie nie dadzą sobie rady w masowych szkołach. Psychiatrzy zalecają nas w szpitalnych wypisach.
Kadra codziennie pracuje z traumą, w warunkach frontowych. Nie ma w tym ani cienia przesady. Jest to praca tak trudna, że dla osoby z zewnątrz prawdopodobnie niewyobrażalna. Jesteśmy zaangażowani w pomoc, proces wychowania i edukacji naszych dzieciaków. Lubimy ich. Są u nas bezpieczni. Ten, budowany przez trzydzieści lat zespół, ma zostać zniszczony. Bo tabelki pokazują, że mamy za wielu specjalistów. Jesteśmy traktowani jak cyferki. My, i nasze dzieci. Urzędnicy chcą na nas zaoszczędzić. Kosztem jakości naszej pracy. Kosztem naszych podopiecznych. Zamiast z nimi pracować, będziemy pilnowaczami, nadzorcami. To nie jest „Kąt”. Nie taka jest idea i misja.
Za każdym z naszych dzieci idzie subwencja oświatowa. To są ogromne pieniądze. Pieniądze, które tylko w części idą na naszą pracę i naszych podopiecznych. Pieniądze, za które utrzymywani są urzędnicy miejscy, oraz inne, mniejsze placówki. Ci sami urzędnicy, który podczas pandemii bezpiecznie siedzieli w swoich domach pracując zdalnie, jednocześnie zmuszając nas do nauki stacjonarnej. W momencie, kiedy był ścisły lockdown my i nasi uczniowie, w myśl rozporządzenia o MOS-ach i MOW-ach, mieliśmy normalnie chodzić do szkoły. Przemieszczać się po całym mieście. Siedzieć w klasach wielkości 23 metrów kwadratowych.
Jedyną instytucją, która nam wtedy pomagała, był Sanepid. Jedyni, którzy rozumieli jak wielkim zagrożeniem jest kumulowanie ponad 300 osób w jednym miejscu, w którym zachowanie dystansu jest kpiną. Ale urzędnicy Biura Edukacji byli bardzo niezadowoleni, że korzystamy z pomocy Sanepidu. Bo w rozporządzenie jak b*k stoi, że MOSy mają pracować stacjonarnie.
Pomocy ze strony miasta nie dostajemy właściwie żadnej. Nie wymagamy zbyt wiele. Dajcie nam po prostu wykonywać swoją pracę. Nie chcemy się zastanawiać, kto z nas dostanie wypowiedzenie. Zostawcie nas i nasze dzieci, oszczędności szukajcie gdzie indziej. Nie można oszczędzać na ludzkim życiu. Bo to właśnie zamierzacie zrobić.
„Kąt” to legenda. To ogromna społeczność. Ma wielu przyjaciół i sojuszników. Liczymy na Wasze wsparcie. Udostępniajcie nasz komunikat, niech dotrze do jak największej ilości osób.
Zrobimy wszystko, by ocalić ośrodek. We wrześniu będziemy obchodzić trzydziestolecie istnienia. Obyśmy spotkali się na urodzinach, nie na stypie.
W imieniu całej kadry
szefowa „Kąta”
Daria Chmiel
Rafał Trzaskowski Miasto Jest Nasze Miasto Stołeczne Warszawa Radio TOK FM polsatnews.pl Radio Nowy Świat Fakty TVN RADIO MOTYW TVN24 Dzień Dobry TVN Rzecznik Praw Obywatelskich i jego spotkania regionalne Marek Michalak NZOZ Mazowieckie Centrum Neurorehabilitacji i Psychiatrii w Zagórzu Gazeta Wawerska Gazeta.pl Gazeta Wyborcza Fundacja Dajemy Dzieciom Siłę Poradnia Specjalistyczna MOP Instytut Sobieskiego Natemat.pl OKO.press Sylwia Spurek Komitet Ochrony Praw Dziecka Niebieska Linia Fundacja eF kropka Towarzystwo Przyjaciół Dzieci Kongres Zdrowia Psychicznego Stowarzyszenie dla Rodzin po DRUGIE Blog Ojciec Kampania Przeciw Homofobii Adrian Zandberg Robert Biedroń