11/03/2026
"LIST POLECAJĄCY
Coś wam powiem.
Im dłużej żyję, tym wyraźniej widzę, że połowę wszystkich kłopotów na tym przeklętym świecie wywołuje lekkość i bezmyślność, z jaką jeden człowiek pisze list polecający drugiemu człowiekowi, by z kolei on dał go trzeciemu człowiekowi.
Jest to jedna z tych rzeczy, które sprawiają, że chciałoby się żyć w epoce kamienia łupanego.
Albowiem jeśli wówczas ktoś zapragnąłby napisać list polecający, musiałby spędzić miesiąc przy wielkim głazie i ryć w nim po kolei każdą literkę, a ponadto odbiorca szybko zmęczyłby się targaniem takiego ciężaru i porzuciłby go milę dalej.
Lecz dziś pisanie listów polecających jest tak proste, że robią to wszyscy bez jakiejkolwiek refleksji. W efekcie osoby Bogu ducha winne,
na przykład ja,
wpadają w tarapaty jak śliwka w kompot."
Tak pisał Bertie Wooster, bohater książki "Niezastąpiony Jeeves"
Ten tekst powstał gdzieś na początku XX wieku, ale poruszył we mnie tęsknotę, może niekoniecznie za erą kamienia łupanego, ale za powolnością, gdy listy szły dłużej.
I że było trudniej i z większym wysiłkiem przychodziły efekty. Ba, to nawet nie tyle o wysiłek chodziło, co o wytrwałość. A że rezultat nie przychodził od razu, to nie tylko nadawca lecz i odbiorca musiał mieć więcej cierpliwości. I to było normalne.
Kiedyś to było… trudniej. I to też było normalne.
Zadanie uczyło pokory.
Jakże to inne od dzisiejszych czasów nerwicy niecierpliwości, że tak je sobie nazwę.