Gabinet psychoterapii - Marta Malanowska-Statkiewicz

Gabinet psychoterapii - Marta Malanowska-Statkiewicz Jestem psychoterapeutką w nurcie Gestalt.

"LIST POLECAJĄCYCoś wam powiem. Im dłużej żyję, tym wyraźniej widzę, że połowę wszystkich kłopotów na tym przeklętym świ...
11/03/2026

"LIST POLECAJĄCY

Coś wam powiem.
Im dłużej żyję, tym wyraźniej widzę, że połowę wszystkich kłopotów na tym przeklętym świecie wywołuje lekkość i bezmyślność, z jaką jeden człowiek pisze list polecający drugiemu człowiekowi, by z kolei on dał go trzeciemu człowiekowi.

Jest to jedna z tych rzeczy, które sprawiają, że chciałoby się żyć w epoce kamienia łupanego.

Albowiem jeśli wówczas ktoś zapragnąłby napisać list polecający, musiałby spędzić miesiąc przy wielkim głazie i ryć w nim po kolei każdą literkę, a ponadto odbiorca szybko zmęczyłby się targaniem takiego ciężaru i porzuciłby go milę dalej.

Lecz dziś pisanie listów polecających jest tak proste, że robią to wszyscy bez jakiejkolwiek refleksji. W efekcie osoby Bogu ducha winne,
na przykład ja,
wpadają w tarapaty jak śliwka w kompot."

Tak pisał Bertie Wooster, bohater książki "Niezastąpiony Jeeves"

Ten tekst powstał gdzieś na początku XX wieku, ale poruszył we mnie tęsknotę, może niekoniecznie za erą kamienia łupanego, ale za powolnością, gdy listy szły dłużej.
I że było trudniej i z większym wysiłkiem przychodziły efekty. Ba, to nawet nie tyle o wysiłek chodziło, co o wytrwałość. A że rezultat nie przychodził od razu, to nie tylko nadawca lecz i odbiorca musiał mieć więcej cierpliwości. I to było normalne.

Kiedyś to było… trudniej. I to też było normalne.
Zadanie uczyło pokory.

Jakże to inne od dzisiejszych czasów nerwicy niecierpliwości, że tak je sobie nazwę.

Po co to robić?To nic nie da. Nic nie zmieni.Na spacerach z psem odnoszę wrażenie, że podobnie jak mi, mojemu psu nudzi ...
06/03/2026

Po co to robić?
To nic nie da.
Nic nie zmieni.
Na spacerach z psem odnoszę wrażenie, że podobnie jak mi, mojemu psu nudzi się iść trzy dni pod rząd jedną trasą, więc choć minimalnie staram się ją modyfikować. Tym sposobem czasem władowuję się w błoto - psu to nie przeszkadza, czasem spotykamy zająca - to nawet podnosi poziom satysfakcji psa. Czasem wybieram po prostu inną nudną drogę, ale zapachy tam będą inne, więc zawsze coś, a wciąż spacer. W ten sposób ostatnio trafiłam na zadziwiający widok: droga zasypana puchem. Słońce świeci a ten skrawek terenu wygląda jak zaśnieżony.
Na psu to nie zrobiło żadnego wrażenia, a na mnie tak.
Typha - pałka wodna
Zazwyczaj te brązowe pałki wodne są poza zasięgiem, niby blisko a jednak w rowie. Jako dzieci czasem zrywaliśmy. Dziś nie próbuję, wciąż fascynują mnie swoją mechatością i obiecującą miękkością. Dziecinną potrzebę dotykania wszystkiego podsyca zachęcający szum: rozbebesz nas!

Po co to robić? - Niestety nie zawsze można mieć odpowiedź na to pytanie. Nie mam szklanej kuli, nie mam danych, nie ma gwarancji, że nawet jeśli na bank wiesz, że warto, to że wyjdzie lub że nie będzie skutków ubocznych.

Co to zmieniło w moim życiu, że przeszłam tą drogą? No nic, po odczuciem satysfakcji, że teraz mogłam ich dotknąć od środka, ale to nie ja je zniszczyłam. Po macaniu i robieniu zdjęć, wróciłam oblepiona puchem. Ale później pomyślę, co z nimi zrobić.

Pytasz "po co"? Nie wiem. Nie wiem, co konkretnego wniesie nowy ruch. Bez zaryzykowania, też się nie dowiesz.

14/02/2026

Warto spróbować, jak to może być w takim kręgu.

AutodiagnozaPracował ciszą, dużo słuchał.Czasem uśmiechał się,zadumał.Oddychał – głębiej,czasem płycej.Takie to terapeuc...
13/02/2026

Autodiagnoza

Pracował ciszą, dużo słuchał.
Czasem uśmiechał się,
zadumał.
Oddychał – głębiej,
czasem płycej.
Takie to terapeucie życie.

Wszyscy mówili „Terapeuta!
temu to w głowie się nie bełta.
On to ogarnia, on jest w formie.
Ten wszystkie klepki ma i normy”

Lecz gdy opuszczał strefę smutków,
grząskich zapytań,
myśli supłów,
to coś go nagle napadało
ten limeryczny stan zapału!
I już nie umiał wyhamować.
Jest nazwa miasta? To rymował.
O tak! Był w ciągu!
O tak! Był w szale.
Świat w limerykach brzmi wspaniale.

Lecz ktoś go wzywa:
„Proszę pana,
Toż tak mamrotać nie wypada!”

Będą wciąż mówić: Terapeuta,
ten co mu w głowie się nie bełta…”?
-----

Gdy czasem powagi za dużo i pracy, i w życiu, to może porządna porcja niepoważnych wierszy będzie najlepszą odskocznią dla mózgu?

Na mnie tak zadziałała „Fioletowa krowa. Antologia angielskiej i amerykańskiej poezji niepoważnej” Stanisława Barańczaka
Ostrzegam! – to poczucie humoru jest zaraźliwe. Możecie również wpaść w pułapkę wierszowania, ale czy byłoby w tym coś złego?!

30/01/2026

Ten post wykluwa się już od poniedziałku… i chyba dziś wreszcie jest na niego pora.. 🙂 A będzie tym razem o przyjaźni… Może niezbyt gabinetowo, a za to z życia wzięte 🙂

Kiedyś myślałam, że przyjaźń to przede wszystkim historia wspólnych wspomnień. Dziś wiem i doświadczam tego, że przyjaźń to umiejętność bycia razem w tu i teraz.

Przyjaźń jest wtedy, kiedy można siedzieć w ciszy i czuć się z tym dobrze. Kiedy można rozmawiać o tym, co jest, a nie tylko o tym, co było. Kiedy spotykasz się z drugim człowiekiem bez scenariusza i bez udawania.

To właśnie taka obecność karmi. Nie ilość wspólnie spędzonych lat (choć to czasem pomaga - zwłaszcza kiedy zgadujesz piosenkę po jednej nutce 😁) , ale jakość tego, jak potrafimy ze sobą być.

Przyjaźń jest dla mnie ważna. To w takich relacjach bardziej czuję się sobą.
A ty – kiedy ostatnio byłaś/eś naprawdę obecny w relacji z przyjacielem?

25/01/2026

Kobiecy krąg w Oławie. Okazja, żeby pobyć z innymi kobietami w uważności. W piątki, a może okaże się, że i w inne dni 🤩.

🌿Pracuję indywidualnie i grupowo z dziećmi, nastolatkami i dorosłymi. Również online.
✨Wsparcie psychologiczno-pedagogiczne
✨Life Coaching
✨Trening uważności (mindfulness)
🍀Twoja droga zaczyna się tam, gdzie odważysz się stanąć w prawdzie.

Zdarza się słyszeć, że dziś wszyscy jesteśmy skupieni tylko na sobie. Coś w tym jest. Rozwój, samodoskonalenie się itp. ...
23/01/2026

Zdarza się słyszeć, że dziś wszyscy jesteśmy skupieni tylko na sobie.

Coś w tym jest.

Rozwój, samodoskonalenie się itp. aż do porzy… przesady.

A jednak na sesjach terapeutycznych i w zwykłych rozmowach regularnie słyszę zdania:

-Nie odmawiam, żeby było miło.

-Nie było to dla mnie przyjemne, ale ta pani się tak starała…

-Jak mogę myśleć tylko o swojej przyjemności?

-Nie mogę ich zostawić bez obiadu…

-Myślenie o tym, żeby mi było dobrze, to egoizm.

-Wiesz, że sataniści na pierwszy miejscu mają zdanie “ja jestem najważniejszy”?

-Nie chcę być egoistą.

-Jak mogę w ogóle myśleć: jestem najważniejsza w swoim życiu, a dopiero potem rodzice i inni?!

-Najpierw muszę im pomóc, potem może odpocznę.

Czasem ci ludzie słyszą:

-Bo tobie się wydaje, że jesteś pępkiem świata!

Odróżniam bycie pępkiem świata od dbania o siebie.

I tu znów na scenę przywołam Trzy Siostry: kukurydzę, fasolę i dynię, o których wspominałam wcześniej.

Tym razem będzie cytat z “Pieśni ziemi”:

“Lubię sobie wyobrażać, że ta trójka celowo ze sobą współpracuje (...). Piękno tego partnerstwa polega jednak na tym, że każda roślina robi to, co robi, aby wspomóc WŁASNY WZROST. Ale właśnie tak to działa - kiedy dobrze wiedzie się jednostkom, korzysta na tym cała społeczność.

Współdziałanie Trzech Sióstr przypomina mi jedną z podstawowych nauk moich przodków. Najważniejszą rzeczą, którą każdy z nas może odkryć, jest nasz wyjątkowy talent, nasz dar, i to, jak możemy go wykorzystać w świecie.

Odpowiednio pielęgnowana indywidualność przyczynia się do rozwoju całej grupy, każdy z nas musi więc być mocny w tym, kim jest i pielęgnować swój dar, aby można się nim było dzielić z innymi” Robin Wall Kimmerer.

A zatem czy dbanie o siebie i swój rozwój to egoizm, czy dbanie o jedno ogniwo większego łańcucha?
🌽🫘🎃

Taki tam tanByć może to jest tak,że dzień za dniemw powszedni ale i od świętatańczymy taki taniec:Raz, dwa, trzy rach ci...
22/01/2026

Taki tam tan

Być może to jest tak,
że dzień za dniem
w powszedni ale i od święta
tańczymy taki taniec:

Raz, dwa, trzy rach ciach mach

Ja chcę więcej figur,
a ty trzymasz rytm
Stałym krokiem
Spokojnie, powoli,
silne ramię, o które się opieram.
Ja oferuję zmienne stany.

Ram pam ciach raz dwa trzy

A gdybyś też dołożył figur,
to może byłoby dla już mnie za dużo
wygibasów.
Zbyt męcząco
i zawołałabym: Hola! Mój panie!
Toż trochę rozwagi!
Nie szalej tak, nie szalej!
I zaczęłabym trzymać rytm
stałym krokiem.

Zdziwiłbyś się, że umiem.
Ja zdziwiona, że znasz jakieś figury i układy,
mogłabym podzielić się z tobą
(na początek na kredyt zaufania)
gubieniem rozsądku.
Nie byłoby to wreszcie tylko na mojej głowie.
A Ty?

Lecz że stałe kroki mnie męczą -
- Ciebie nie?
Jak i nadmiar figur -
- No, mnie też!
To nie wymieniajmy się na stałe.

Rach dwa ciach!
Raz mach trzy!

zdjęcie z , autorstwa sasint

Przeczytałam krótką historię Trzech Sióstr: kukurydzy, fasoli i dyni. To indiańska historia z pięknej książki o życiu w ...
19/01/2026

Przeczytałam krótką historię Trzech Sióstr: kukurydzy, fasoli i dyni. To indiańska historia z pięknej książki o życiu w zgodzie z rytmem ziemi, przyrody i cyklu, „Pieśń ziemi” Robin Wall Kimmerer.
Takie historie muszą brzmieć pięknie, a nawet mogą trochę romantyzować i zasłaniać te elementy życia, które nie do końca musiały być poszanowaniem innych – przyznaję tu rację mojemu prywatnemu sceptykowi i antyromantykowi.
Lecz nie o tym chcę pisać.
Indianie mieli swój mało zachodni sposób na uprawianie tych trzech roślin. Sadzili je razem, a one wyrastając po kolei, mogły się oprzeć na pozostałych, ale też im coś dać. Najpierw wyrasta kukurydza, za nią fasola, na końcu dynia. Nie napiszę na czym polegała współpraca, bo o tym jest w książce. Czytajta ;-).
A we mnie zrodziło się pytanie, jak do tego doszli? Kto wymyślił ten sposób? Czy to tylko - jak często bywa - przypadek? Nawet jeśli przypadek to musiały zaistnieć pewne okoliczności.
I wyobraziłam je sobie tak:
Był sobie Indianin lub Indianka.
Ale że nie chce mi się przez cały czas dopisywać końcówek (i nie piszę ogłoszenia o pracę), więc niech to będzie Indianin.
Może szaman, a może stary dziadek, który już tylko siedział.
Siedział i patrzył. Patrzył na jakiś kawałek ziemi uprawnej, na rośliny na niej i do tego nigdzie się nie spieszył. Miał czas. Tak minął może jeden sezon uprawny, może dwa, może więcej, może ktoś się do niego dosiadł, wymienili parę uwag. Może potem już jakaś Indianka kontynuowała - co? Obserwacje.
I dzięki temu patrzeniu ktoś doszedł do tego, że jest reguła i te konkretne rośliny idealnie się uzupełniają (a przecież na pewno mieli tam też inne rośliny, nie tylko te trzy). Ale co ten wyjściowy Indianin zrobił? Tylko patrzył. Nie działał, nie przesadzał non stop. Nawet jeśli kombinował i wysiewał inaczej, to raz w roku a potem mógł tylko patrzeć. Dłuuuugo patrzeć.
To jest dla mnie niesamowite, jak wiele można dać innym albo przede wszystkim sobie, tylko patrząc, a potem przekazując, co się zobaczyło.

Teraz jak to piszę, to myślę, no banał! Wszyscy ciągle się oglądamy i podglądamy, i pokazujemy, i ujawniamy. Ale hola! Hola! Jednak tamto patrzenie było inne. Ono musiało być długie, bez codziennego raportowania.
I tak historia o trzech roślinach zaprowadziła mnie do tego, że samo patrzenie, to czasem najlepsza rzecz, jaką można robić.
Fotografie są wynikiem mojej chęci zjednoczenia się z dumającą Indianką – lecz za fotografiami stoi więcej czynności niż refleksyjności.

Na spacerze biegnie przede mną pies. Nie marudzi, węszy i prowadzi. Nawet jak chcę zrobić zdjęcie samemu zimowemu pejzaż...
09/01/2026

Na spacerze biegnie przede mną pies. Nie marudzi, węszy i prowadzi. Nawet jak chcę zrobić zdjęcie samemu zimowemu pejzażowi, to pies zaraz tam jest.

Zazwyczaj rozglądam się wokół, gdy chcę go puścić wolno i tylko wtedy patrzę za siebie.
Dziś spojrzałam wstecz w nietypowym momencie, kiedy pies był na smyczy i otoczenie nie wymagało skanowania. Ujrzałam drzewo, chyba wierzbę, pod którą chwilę temu przechodziłam a której widok zawsze mnie zasmuca. Pokryta jest prawie w całości jemiołą, więc niedługo dokona żywota. Przykre to tym bardziej, że jest jednym z nielicznych wysokich drzew w okolicy, które w lecie tworzą małe oazy cienia.
Gdy spojrzałam na nią z dystansu, a dzięki temu widoczną w całości, zadziwił mnie ten fantastyczny obrazek - drzewo całe w wielkich, przyprószonych śniegiem kulach, przy czym śnieg jakby lekko rozmywał obrzeża kul na tle białego nieba.
To drzewo, latami odchodzące z powierzchni ziemi, wraz z nienasyconą jemiołą stanowiło dostojny widok.
I przyszła do mnie myśl, że patrzę w przeszłość ale przecież i w przyszłość, że mam okazję doświadczyć podniosłości sytuacji. Spojrzeć wstecz i docenić to, co właśnie zachodzi. Malarze martwej natury wzruszyliby ramionami, co to za odkrycie! Przecież już dawno odkryli piękno odchodzenia.
Drzewo obwieszone jemiołowymi koralami. Ustrojone do odejścia.

Adres

Ulica Broniewskiego 27b
Oława
55-200

Strona Internetowa

Ostrzeżenia

Bądź na bieżąco i daj nam wysłać e-mail, gdy Gabinet psychoterapii - Marta Malanowska-Statkiewicz umieści wiadomości i promocje. Twój adres e-mail nie zostanie wykorzystany do żadnego innego celu i możesz zrezygnować z subskrypcji w dowolnym momencie.

Skróty

Udostępnij