18/01/2026
Śniadanie z mężem na mieście na spontanie.
Choć nie mam w tym roku jakiś specjalnych postanowień, zauważyłam, że coś się zmienia…
Dwa dni temu wracałam do domu samochodem z miejsca, z którego trasę dobrze znam, ale - nie wiedzieć czemu - postanowiłam wrócić inną drogą.
Lekko uniosłam brwi sama do siebie, uśmiechnęłam się. Sama nie wiedziałam, skąd się to wzięło.
Styczeń dopiero się rozkręca, a ja już zdążyłam zaskoczyć sama siebie nieraz.
Jak? Choćby tym, że zrobiłam 6-dniowy post (z czego jeden dzień zupełnie bez jedzenia).
I że nadzwyczajnie dobrze go przeszłam.
Gdy w przeszłości zdarzało mi się być na dietach, pokusy były bardzo silne. Ssanie w żołądku, chęć na słodkie. (Kto mnie zna, wie, że ja z tych, co lubią łakocie).
Tym razem do końca nie wiedziałam, czy zrobię też post. W końcu styczeń, zimno, nie najlepsza pora wydawałoby się.
Ale poszłam za tym.
To nie była zwykła dieta. To był post z intencją.
Próba wyciszenia zachcianek ciała, aby dusza mogła bardziej usłyszeć naszego Ducha.
Ileż razy wołamy do nieba „Boże, co robić?”.
Kto z nas nie chciałby wiedzieć, jaki jest plan na nasze życie, powołanie.
I ja miewam takie rozkminy.
Post jest po to, aby wyraźniej usłyszeć głos Boga.
„Duchu Święty, prowadź” to fragment jednej z moich ulubionych piosenek zeszłego roku („Oceany”).
Chcę być prowadzona.
Chcę widzieć znaki i słyszeć wyraźny głos.
Ale nie przez przypadkowe channelingi, jak to kiedyś bywało.
Chcę być prowadzona i zwracać się do najwyższej instancji. Nie do pośredników 😉
No i ten post ma za zadanie wyciszyć hałas z ciała, umysłu. Zamiast obiadu przekazy i słowa z Biblii, modlitwa, piosenki uwielbieniowe (które śpiewam teraz zamiast tajemniczych mantr…).
I wiesz co?
Może życie staje się prostsze! Bardziej uporządkowane.
A ja? W końcu czuję wewnętrzny (s)pokój.
I mam miejsce na jeszcze więcej radości i… życia!
I ten wpis powstał całkiem spontanicznie.
Fajnie, że jesteś i to czytasz😘
Dziękuję 💕
• ile życia w życiu
• droga do Boga