30/08/2026
Są takie noce, których się nie planuje, a później zostają w człowieku na długo.
To była bezsenna noc 27/28.08 pełnia i zaćmienie Księżyca. Wsiadłam do samochodu i po prostu pojechałam. Przejechałam wiele kilometrów i znalazłam się w Katowicach, mieście, w którym kiedyś mieszkałam.
Później pojechałam na Muchowiec i wybrałam się sama na nocny spacer.
Szłam oświetloną ścieżką. Z jednej strony był las oddzielony barierkami, obok ścieżka rowerowa, a po drugiej stronie tory kolejowe. Co jakiś czas przejeżdżał pociąg. Mimo późnej pory czułam się dość bezpiecznie, chociaż tego miejsca właściwie nie znałam.
W pewnym momencie usłyszałam szelest w krzakach. Przyznam, że trochę się przestraszyłam.
I nagle z lasu wyskoczył jeleń.
Duży, z ogromnym porożem.
Przeskoczył przez wysoką barierkę, przebiegł przez ścieżkę jakieś 20–30 metrów przede mną i wbiegł na nasyp przy torach.
Tam się zatrzymał.
I patrzył w moją stronę.
A ja patrzyłam na niego.
Trochę w lęku, ale też z ogromnym zaciekawieniem. Wyciągnęłam telefon, żeby zrobić mu zdjęcie, ale przede wszystkim po prostu obserwowałam.
To spotkanie bardzo we mnie zostało.
Później zaczęłam czytać o symbolice jelenia. O czujności, wrażliwości, zatrzymaniu, odnowie, przechodzeniu z jednego etapu w drugi.
I pomyślałam, że dokładnie tego doświadczam ostatnio w swoim życiu.
Coraz bardziej uczę się zatrzymywać i obserwować to, co się we mnie dzieje.
Nie biec od razu do przodu.
Nie reagować automatycznie.
Zobaczyć swój schemat i dać sobie chwilę, żeby sprawdzić, czy naprawdę chcę za nim pójść.
Nie sądzę, żebyśmy mogli kiedyś całkowicie uwolnić się od swoich schematów. One pewnie będą się pojawiały jeszcze wiele razy.
Ale kiedy zaczynamy je zauważać, możemy mieć coraz większy wybór.
Możemy za każdym razem z większą lekkością powiedzieć: znam to, wiem, dokąd mnie to prowadzi i tym razem nie muszę tam iść.
Mogę zatrzymać się i sprawdzić, co czuję głębiej.
Widzę też, jak bardzo łączy się to z moją pracą.
Kiedy drugi człowiek kładzie się na stole do masażu, jest w pewnym sensie bezbronny. Oddaje mi swoje ciało i zaufanie.
Wtedy bardzo dużo obserwuję.
Słucham.
Sprawdzam, jak ustawiam swoje ciało, jak stawiam kroki, czy pomagając komuś, sama siebie nie krzywdzę. Obserwuję też reakcję drugiego człowieka. Czy ten dotyk jest odpowiedni. Czy ciało go przyjmuje. Czy mogę pójść głębiej.
Czasami dochodzę do granicy i wtedy się wycofuję.
Z szacunkiem.
Nie dlatego, że coś robię źle, tylko dlatego, że czuję, że dalej nie trzeba.
I coraz częściej widzę, że moja praktyka masażu bardzo mocno przenosi się na moje życie prywatne.
Być uważną na drugiego człowieka, ale jednocześnie nie tracić kontaktu ze sobą.
Dawać, ale nie swoim kosztem.
Czuć, ale nie iść za każdym impulsem.
Zauważać granicę i nie przekraczać jej tylko dlatego, że mogę.
Zatrzymać się.
Posłuchać.
Sprawdzić.
I dopiero wtedy zrobić kolejny krok.
Tamtej nocy na Muchowcu jeleń wybiegł z ciemnego lasu, przeciął moją drogę i zatrzymał się przy torach.
Nie wiem, czy był znakiem.
Ale na pewno stał się dla mnie symbolem tego momentu mojego życia.
Momentu, w którym coraz bardziej uczę się obserwować siebie, swoje reakcje i swoje schematy.
I zamiast automatycznie za nimi podążać, próbuję wybierać to, co czuję głębiej i w większym połączeniu ze sobą, i swoim sercem.
Za tę bezsenną, dziwną i piękną noc jestem bardzo wdzięczna. 🌕🦌
Z miłością ❣️
Marta