24/07/2026
Są książki, które czyta się szybko. I są takie, przy których co jakiś czas trzeba się zatrzymać, bo jedno zdanie uruchamia więcej myśli niż cały rozdział. Tak miałam ze „Złościsz się na mnie?” Meg Josephson.
Autorka opisuje zjawisko określane jako fawning, czyli nadmiernego dopasowywania się do innych, unikanie konfliktów i rezygnowanie z własnych potrzeb po to, żeby zachować relację, nie zostać odrzuconymi przez innych.
Może to wyglądać bardzo niewinnie. Ktoś jest zawsze miły, wyrozumiały, pomocny i „bezproblemowy”. Przeprasza, zanim jeszcze usłyszy zarzut. Po rozmowie długo analizuje każde zdanie. Zauważa najmniejszą zmianę tonu głosu i od razu zastanawia się, czy zrobił coś nie tak. Mówi „tak”, choć wewnętrznie czuje sprzeciw, bo cudze niezadowolenie wydaje się trudniejsze do zniesienia niż własny dyskomfort.
U części osób taki sposób funkcjonowania powstał wtedy, gdy spokój i bezpieczeństwo zależały od umiejętności odczytywania nastrojów innych, niewywoływania problemów i szybkiego łagodzenia napięcia.
To, co kiedyś pomagało przetrwać, w dorosłym życiu może jednak utrudniać bliskość. Człowiek pozornie dopuszcza innych do siebie, ale jednocześnie pilnuje, żeby nie pokazać zbyt wiele. Stara się zasłużyć na akceptację, zamiast sprawdzać, czy w danej relacji naprawdę może być sobą.
Znam osoby, które mówią: „Nikogo nie potrzebuję, ze wszystkim poradzę sobie sam/sama”. Czasem za taką samodzielnością nie stoi wyłącznie siła, ale doświadczenie, że kiedy naprawdę potrzebowało się drugiego człowieka, nikogo nie było. Dystans staje się wtedy bezpieczniejszy niż ryzyko kolejnego rozczarowania.
Najbardziej zostało jednak ze mną zdanie:
„Ludzie mogą wyjść nam naprzeciw tylko tak daleko, jak wyszli naprzeciw sobie samym.”
Czasem przez wiele lat czekamy, aż ktoś nas przeprosi, uzna wyrządzoną krzywdę albo wreszcie zrozumie, czego przez niego doświadczyliśmy. Wydaje nam się, że dopiero wtedy będziemy mogli ruszyć dalej.
Tylko ,że nie każdy potrafi spotkać się z własnymi emocjami, zobaczyć konsekwencje swojego zachowania i przyjąć odpowiedzialność. To nie usprawiedliwia krzywdy. Może jednak pomóc przestać uzależniać własne zdrowienie od tego, czy druga osoba kiedyś się zmieni.
Ta książka jest o granicach, bliskości i odzyskiwaniu kontaktu ze sobą. O tym, że można przestać stale sprawdzać emocje innych i zacząć zauważać własne. I że prawdziwa więź nie wymaga ciągłego dopasowywania się ani rezygnowania z siebie.
Polecam szczególnie osobom, które czują się bezpieczne głównie wtedy, gdy są miłe, pomocne i nie sprawiają nikomu problemu. ❤️